Tu & teraz - luty 2018

podsumowanie lutego

Luty jakoś dał mi się we znaki tymi ostatnimi mrozami. Mi osobiście one niespecjalnie przeszkadzają, ale gdy nie mogę wyjść z małą na spacer, a ostatnio była chora (pierwszy raz od urodzenia nabawiła się kataru), wolałam nie ryzykować. Nie ukrywam też, że chciałabym już zamienić zimowy wełniany płaszcz na coś lżejszego. Tęsknię za wiosną... Chociaż ostatnio słońce coraz częściej się pokazuje zza chmur, więc i ja trochę odżyłam - mnie nie potrzeba wysokich temperatur do szczęścia, ale słońca właśnie :) Z utęsknieniem więc czekam na czas, kiedy będę chociaż mogła założyć jakąś lżejszą kurtkę wiosenną, wsadzić dziecia w wózek i pospacerować i pooddychać takim już wiosennym powietrzem... Naprawdę mi tego brakuje.

Wiecie... za dwa miesiące skończy mi się urlop macierzyński (a właściwie już rodzicielski). Od dawna działam i dążę do tego, żebym mogła zostać z Izą jeszcze w domu, ale też nie mogę nie mieć żadnych dochodów, nie przeżyłabym długo bez tego. Zawsze moim celem była praca dla samej siebie i obiecałam sobie, że jeśli porzucę obecny etat, to na rzecz własnej firmy właśnie. I nadal jest to moim marzeniem, ale... no właśnie ale. Jakoś ostatnio zaczęłam tęsknić: za ludźmi z pracy, za rozmową inną niż z dzieckiem 10-miesięcznym (pewnie zdajecie sobie sprawę, jak taka rozmowa wygląda :P), za wstawaniem rano (naprawdę!), za tym, żeby się po prostu ubrać ładnie do pracy... Ja wiem, że ma na to wpływ to siedzenie w domu, że chcę wyjść do ludzi. To z jednej strony. Ale z drugiej bardzo chcę zacząć pracować dla siebie. Nie dla kogoś. To jest dla mnie bardzo ważne. Jednak gdzieś tam z tyłu głowy gniecie mnie myśl, że szkoda mi tego etatu. Naprawdę. Chociaż i tak wiem, że nie wrócę tam, przynajmniej w najbliższych miesiącach...

Ale mimo wszystko jestem wdzięczna za to, co dał mi ten urlop macierzyński. Gdyby nie on, nigdy pewnie nie pomyślałabym, żeby pójść w stronę własnego rozwoju i nie stałabym teraz tu, gdzie stoję.

A zmieniając tematy na trochę lżejsze :) Wiecie, że w końcu chodzę w miarę wyspana? :) Iza zaczęła, po późnej kolacji, w końcu przesypiać noce :) To nic, że zwykle budzi się ok. 6-7 rano - ale do tej 7, czy 7.30 zazwyczaj daje jeszcze mamie trochę pospać i bawi się grzecznie w łóżeczku. Co za fantastyczna rzecz móc od 23 do 7 spać bez budzenia się co 2 godziny. Wiadomo, że nie codziennie jest tak samo, ostatnio z katarem budziła się jednak i w nocy, ale to i tak nic :)

Ja natomiast wieczorami zawsze sobie już leżę w łóżku z książką. Zrobiłam z tego nawyk i dziwnie się czuję, jak nie przeczytam chociaż kilka stron. Znacie serię "Dziedzictwo rodu Poldarków"? przeczytałam właśnie pierwszy tom i chce mi się więcej!

Lutowe Tu&teraz jest jak widać w trochę innej formie, ale nie chciałam tego posta rozbijać na podpunkty. Bo jakoś wszystko w tym miesiącu się ze sobą wiąże i wynika jedno z drugiego. Więc nie mogło być naczej.

A jak Wam zleciał luty?





Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter. Otrzymasz ode mnie  
na dzień dobry za darmo zestaw planerów (tygodniowy i miesięczny)
do wydrukowania, a raz w miesiącu wyślę Ci list z marchewkowymi aktualnościami:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli