Tu & teraz - marzec 2018

Tu & teraz - marzec 2018

podsumowanie marca

To zdjęcie bardzo dobrze oddaje dzisiejszy wpis... Nie mogę uwierzyć w to, co widzę dzisiaj, jak wyglądam za okno. Za 3 dni Wielkanoc, a na zewnątrz... zima. Od kilku godzin sypie taki śnieg, jakiego nie było przez całą zimę. No poważnie??? To chyba nie te święta... Śnieg miał padać w Boże Narodzenie, a nie na Wielkanoc!

Czekam...

Na wiosnę - to oczywiste. I zaczyna mi jej już brakować jak powietrza. Naprawdę. Chcę, żeby już wyszło słońce, żebym z Izą mogła spędzić na dworze trochę więcej czasu, niż pół godziny. Jestem zmęczona tą zimą.

Planuję...

Intensywnie ostatnio myślę nad tym, że właśnie kończy mi się urlop macierzyński. I to głównie w tym kierunku planuję swoje działania. Nie mogę uwierzyć, że to tak szybko zleciało, kiedy ten czas mija, powie mi ktoś?

Jestem wdzięczna...

Za to, że mam w ciągu dnia choć troszkę czasu dla siebie. Wiem, że niektóre dzieci nie są takie łaskawe dla rodziców :-) Dzięki temu mogę wziąć laptopa i popracować, mogę wziąć książkę do ręki i poczytać, kiedy nie mam motywacji do pracy, albo wyciągnąć maszynę do szycia i uszyć Izie kolejną koszulkę. I jestem za to naprawdę wdzięczna.

Czytam...

Przeważnie wieczorem, obecnie kolejną część Dziedzictwa rodu Poldarków. Naprawdę polecam!

Chciałabym...

Oj, dużo rzeczy bym chciała, ale wiem, że na wszystko jest czas i pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. I minie jeszcze z miesiąc, zanim zrealizuję to, czego najbardziej w tym momencie bym chciała. Ach, i jeszcze chciałabym gdzieś wyjechać. Naprawdę. Oderwać się trochę od tej codzienności.

Uczę się...

Los jak zwykle sprawia, że muszę nauczyć się być cierpliwa. Wiosny nie ma, ja na realizację swoich planów też muszę poczekać... Ten marzec to nic tylko czekanie, czekanie, czekanie...

Słucham i oglądam...

Niczego nie słucham, niczego nie oglądam. Czasem tylko wracam do podcastów, szczególnie MWF, i znowu czekam na czas, kiedy będę mogła nadrobić słuchanie na spacerach z córką.


W marcu jak w garncu podobno. I to się sprawdza. Chociaż to powiedzenie tyczy się głównie pogody, i tutaj w stu procentach to zdanie jest prawdziwe. Przez jakiś czas była wiosna, teraz znowu jest zima. Cały czas za oknem sypie śnieg? Jak to możliwe?...
Ale i mój nastrój marcowy można z powodzeniem podciągnąć pod to powiedzenie. Dzisiaj dodatkowo jestem niewyspana, po nieprzespanej nocy, śnieg za oknem dodatkowo kumuluje we mnie nieciekawe emocje... Ale damy radę. Zaraz kwiecień, zaraz wiosna, prawda? Trzeba być dobrej myśli!
A jak Wam minął kwiecień?





Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter. Otrzymasz ode mnie  
na dzień dobry za darmo zestaw planerów (tygodniowy i miesięczny)
do wydrukowania, a raz w miesiącu wyślę Ci list z marchewkowymi aktualnościami:

Przegląd książkowy #5, czyli 4 bardzo dobre książki i dwie perełki, od których nie można się oderwać

Przegląd książkowy #5, czyli 4 bardzo dobre książki i dwie perełki, od których nie można się oderwać


Ostatnio jakoś tak się składa, że czytam więcej, chociaż czasu wcale więcej nie mam - więc nie wiem, jak to możliwe, ale jest faktem :) Bo nadal mam czas na czytanie tylko wieczorami. Ale lubię te swoje wieczory. Weszło mi to w nawyk i nie wyobrażam sobie nie wziąć książki chociażby po to, żeby przeczytać kilka stron, nieważne jak zmęczona bym nie była :)

Tytuł dziś już mówi sam za siebie. Wszystkie książki poniżej są warte zainteresowania, ale po przeczytaniu tego posta chyba nie powinno być wątpliwości, o które dwie perełki mi chodzi, prawda? :)


Ross Poldark, Winston Graham

Oj, strasznie sceptycznie byłam nastawiona na całą tę serię, mimo że dużo ma pozytywnych opinii. Dlatego też długo przyszło mi zebranie się do niej. Szczerze? Niepotrzebnie. Bo wciągnęła mnie nie na żarty :) To była taka miła odskocznia od wszystkiego i fajnie się można przy takich powieściach po prostu zrelaksować. I co ważne, są momenty, od których nie można się wręcz oderwać, są takie spokojniejsze również, wszystko się ze sobą równoważy. Niedługo pewnie sięgną po kolejną część. Czytaliście?


Nieodnaleziona, Remigiusz Mróz

Wiedziałam, że ta książka mi się spodoba i kupiłam ją od razu, jak tylko przeczytałam jej opis - po prostu nie mogłam się oprzeć. I moja intuicja się nie pomyliła. Niemalże od pierwszej do ostatniej strony ta powieść trzyma w napięciu, nie sposób jej odłożyć chociażby na chwilę. Dawno już nie czytałam tak dobrej książki, naprawdę. Tu po prostu jest wszystko to, co lubię - mnóstwo tajemnic i napięcie, napięcie, napięcie - Mróz jest po prostu mistrzem w budowaniu go. Wcześniej czytałam tylko jedną jego książkę i też mi się podobała, ale "Nieodnaleziona" bije wszystkie kryminały na głowę, jakie do tej pory przeczytałam.


Czerwony parasol, Wiktor Mrok

Kolejna dobra książka, na którą warto poświęcić swój czas :) Chociaż może już nie tak dobra, jak książka Mroza, ale czyta się miło i przyjemnie. Podobało mi się w niej również to, że główną bohaterką jest Rosjanka, w ogóle ja mam jakiś sentyment do tego kraju od dawna. Intryguje mnie również postać autora tej książki, trudno znaleźć o nim jakieś konkretne informacje. A "Czerwony parasol"? Na pewno wciąga i można się przy tej książce zapomnieć, a na pewno jest to miła odskocznia od codziennych spraw. Ciekawa i szybko się czyta.


Labirynt duchów, Carlos Ruiz Zafon

Ta książka po prostu robi wrażenie swoją objętością. Nie ukrywajmy, to jest cegła. I jak tylko ją zobaczyłam, pomyślałam sobie: "Kiedy ja to przeczytam, biorąc pod uwagę moje tempo..." Nic bardziej mylnego. Zafon zawsze potrafi sprawić, że zapomnę się i będę czytać i czytać i ta książka jest kolejnym tego przykładem. Bo po prostu nie można się od niej oderwać. Nawet nie wiem, kiedy przeczytałam te 900 stron i żałuję, że nie ma więcej. Po prstu cudowna książka, cudowne zwieńczenie Cmentarza Zapomnianych Książek. Teraz jedyne na co mam ochotę to przypomnieć sobie całą tę serię od samego początku. I w ogóle wszystkich książek Zafona.



Czytaliście którąś z tych książek? Strasznie jestem ciekawa, jakie są Wasze wrażenia po nich, koniecznie mi dajcie znać w komentarzach. Bo u mnie Zafon i Mróz zasłużyli zdecydowanie na ocenę 10/10, a u mnie naprawdę rzadko się to zdarza :)






Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter. Otrzymasz ode mnie  
na dzień dobry za darmo zestaw planerów (tygodniowy i miesięczny)
do wydrukowania, a raz w miesiącu wyślę Ci list z marchewkowymi aktualnościami:

Co robi mama, kiedy dziecko śpi?

Co robi mama, kiedy dziecko śpi?


Podobno najlepszym rozwiązaniem w takim wypadku, szczególnie, kiedy mama jest notorycznie niewyspana, to... też iść spać razem z dzieckiem... Ja od urodzenia córki mogłam te rady sobie wsadzić... domyślacie się gdzie :P Nie potrafię spać w dzień, dla mnie pora na spanie jest wtedy, kiedy jest ciemno za oknem. I kropka. Jak tylko położyłam się choć na chwilę w dzień i zasnęłam, to zawsze (ZAWSZE!) po takiej drzemce byłam tak zła i zirytowana, a do tego jeszcze bardziej zmęczona, że aż strach mnie ogarniał na własne reakcje i samopoczucie po takiej "drzemce".


Teraz na szczęście Iza już przesypia noce, więc mam te 8 godzin snu w nocy i jest o niebo lepiej. I czuję się też w miarę wyspana w ciągu dnia. Moje dziecię na szczęście lubi spać w dzień i zawsze chociaż jedna drzemka jest - czasem trwa godzinę, czasem dwie... A wtedy to jest szansa dla mamy na zrobienie rzeczy, na które ma ochotę! Nie, nie sprzątam jak dziecię śpi, nie biegam z mopem, nie zmywam naczyń ani nie szoruję łazienki. To jest czas dla mnie, np. na książkę albo na... wyciągnięcie maszyny do szycia :) Marna ze mnie pani domu, ale mam to w nosie!

uszyte na maszynie

I ten post pewnie nie będzie wnosił dużo do tego bloga, ale chciałam się Wam pochwalić po prostu :) Taka to ze mnie skromna mama :P Bo odnajduję się ostatnio w szyciu dla córki i zaczyna mi się to po prostu podobać. Nie samo szycie, bo to kocham od bardzo dawna, ale szycie dla dziecka właśnie.


Wiem, że nie wszyscy zaglądający tutaj mają dzieci (a tym bardziej małe), ale chętnie się dowiem, co Wy robicie, kiedy Wasze pociechy drzemią w dzień. Czy to jest czas tylko dla Was, czy jednak do nadrabiania obowiązków domowych? Jakie są Wasze ulubione sposoby na spędzanie czasu sam na sam?






Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter. Otrzymasz ode mnie  
na dzień dobry za darmo zestaw planerów (tygodniowy i miesięczny)
do wydrukowania, a raz w miesiącu wyślę Ci list z marchewkowymi aktualnościami:

Tu & teraz - luty 2018

Tu & teraz - luty 2018

podsumowanie lutego

Luty jakoś dał mi się we znaki tymi ostatnimi mrozami. Mi osobiście one niespecjalnie przeszkadzają, ale gdy nie mogę wyjść z małą na spacer, a ostatnio była chora (pierwszy raz od urodzenia nabawiła się kataru), wolałam nie ryzykować. Nie ukrywam też, że chciałabym już zamienić zimowy wełniany płaszcz na coś lżejszego. Tęsknię za wiosną... Chociaż ostatnio słońce coraz częściej się pokazuje zza chmur, więc i ja trochę odżyłam - mnie nie potrzeba wysokich temperatur do szczęścia, ale słońca właśnie :) Z utęsknieniem więc czekam na czas, kiedy będę chociaż mogła założyć jakąś lżejszą kurtkę wiosenną, wsadzić dziecia w wózek i pospacerować i pooddychać takim już wiosennym powietrzem... Naprawdę mi tego brakuje.

Wiecie... za dwa miesiące skończy mi się urlop macierzyński (a właściwie już rodzicielski). Od dawna działam i dążę do tego, żebym mogła zostać z Izą jeszcze w domu, ale też nie mogę nie mieć żadnych dochodów, nie przeżyłabym długo bez tego. Zawsze moim celem była praca dla samej siebie i obiecałam sobie, że jeśli porzucę obecny etat, to na rzecz własnej firmy właśnie. I nadal jest to moim marzeniem, ale... no właśnie ale. Jakoś ostatnio zaczęłam tęsknić: za ludźmi z pracy, za rozmową inną niż z dzieckiem 10-miesięcznym (pewnie zdajecie sobie sprawę, jak taka rozmowa wygląda :P), za wstawaniem rano (naprawdę!), za tym, żeby się po prostu ubrać ładnie do pracy... Ja wiem, że ma na to wpływ to siedzenie w domu, że chcę wyjść do ludzi. To z jednej strony. Ale z drugiej bardzo chcę zacząć pracować dla siebie. Nie dla kogoś. To jest dla mnie bardzo ważne. Jednak gdzieś tam z tyłu głowy gniecie mnie myśl, że szkoda mi tego etatu. Naprawdę. Chociaż i tak wiem, że nie wrócę tam, przynajmniej w najbliższych miesiącach...

Ale mimo wszystko jestem wdzięczna za to, co dał mi ten urlop macierzyński. Gdyby nie on, nigdy pewnie nie pomyślałabym, żeby pójść w stronę własnego rozwoju i nie stałabym teraz tu, gdzie stoję.

A zmieniając tematy na trochę lżejsze :) Wiecie, że w końcu chodzę w miarę wyspana? :) Iza zaczęła, po późnej kolacji, w końcu przesypiać noce :) To nic, że zwykle budzi się ok. 6-7 rano - ale do tej 7, czy 7.30 zazwyczaj daje jeszcze mamie trochę pospać i bawi się grzecznie w łóżeczku. Co za fantastyczna rzecz móc od 23 do 7 spać bez budzenia się co 2 godziny. Wiadomo, że nie codziennie jest tak samo, ostatnio z katarem budziła się jednak i w nocy, ale to i tak nic :)

Ja natomiast wieczorami zawsze sobie już leżę w łóżku z książką. Zrobiłam z tego nawyk i dziwnie się czuję, jak nie przeczytam chociaż kilka stron. Znacie serię "Dziedzictwo rodu Poldarków"? przeczytałam właśnie pierwszy tom i chce mi się więcej!

Lutowe Tu&teraz jest jak widać w trochę innej formie, ale nie chciałam tego posta rozbijać na podpunkty. Bo jakoś wszystko w tym miesiącu się ze sobą wiąże i wynika jedno z drugiego. Więc nie mogło być naczej.

A jak Wam zleciał luty?





Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter. Otrzymasz ode mnie  
na dzień dobry za darmo zestaw planerów (tygodniowy i miesięczny)
do wydrukowania, a raz w miesiącu wyślę Ci list z marchewkowymi aktualnościami:

Jak pozbyć się nienoszonych ubrań?

Jak pozbyć się nienoszonych ubrań?

Jak się pozbywać ubrań

Kilka, jak nie kilkanaście razy już w życiu stanęłam przed decyzją, co mam zrobić z ubraniami, w których już nie chodzę. Dla mnie miejsce w szafie (i niekoniecznie na nowe ciuchy) to bardzo ważna rzecz. Był czas, że miałam masę ubrań, ale nie chodziłam w 80% z nich, bo albo był to nietrafiony zakup czy prezent, albo po prostu źle się w czymś czułam.

Podejść do takich porządków też miałam sporo. Często się poddawałam po godzinie, dwóch, bo najczęściej czegoś mi było szkoda, bo może będę jednak w tym chodzić? (fakt, że nie założyłam tego przez ostanie 3 lata nie miał tu znaczenia :P), poza tym przecież wydałam na to swoje pieniądze... Na szczęście częściowo udało mi się pozbyć takich sentymentów, w małym stopniu jednak nadal we mnie są. Wtedy najlepszym sposobem, o ile dana rzecz jest w dobrym stanie, to mój sposób numer jeden. Sprzedać. Wymaga to trochę zachodu, ale warto. Ja późno zaczęłam sprzedawać ubrania, bo niedawno, ale nie żałuję. Chociaż ma mnóstwo wad, no ale co ich nie ma :)

Z poniższych rozwiązań tego problemu nie wykorzystałam tylko dwóch. Z resztą miałam do czynienia, a moje ulubione sposoby na pozbycie się nienoszonych ciuchów to sprzedawanie właśnie, przerabianie (o tak! :D) i zbiórki odzieży.

No więc zacznijmy od początku :)

Sprzedać

Oczywiste, że chcielibyśmy odzyskać chociaż część funduszy, jakie wydaliśmy na ubrania, w których nie chodzimy. Szczególnie, kiedy tych ubrań jest sporo, a szkoda je po prostu oddać lub wyrzucić. Sprzedawanie ubrań ma jednak wiele wad, z mojego własnego doświadczenia to przede wszystkim czas: oprócz tego, że muszą być w bardzo dobrym albo idealnym stanie, trzeba uprać, wyprasować, aby ładnie prezentowały się na wieszakach, zrobić zdjęcia (i to nie byle jakie). A potem czekać... czekać... czekać... No właśnie. To jest moim zdaniem największa wada. Nie wszystko sprzeda się od razu, zauważyłam do tego, że lepiej sprzedają się rzeczy markowe, no name w ogóle nie mają szans na zainteresowanie, nie wiadomo jak dobrej jakości by były, niestety. No i jest jeszcze jeden problem, który mi przeszkadza najbardziej. Skoro chcę się pozbyć ubrań, to chcę się ich pozbyć teraz. A takie rzeczy na sprzedaż trzeba gdzieś trzymać i nie pozbędziemy się ich od razu. Aha, jest jeszcze jedna wada: jeśli już coś sprzedamy, trzeba się będzie pofatygować na pocztę i wysłać. Nie jest to proste szczególnie wtedy, gdy mamy małe dziecko w domu, jak ja :) Bo wtedy ten czas jeszcze trudnej zdobyć :)
Ale mimo wszystko polecam sprzedawanie nienoszonych ubrań. I w tym względzie szczególnie polecam portal Vinted, może być też Olx (chociaż tam sprzedaje mi się dużo gorzej). Nie polecam Allegro - za duża konkurencja, za duża prowizja, praktycznie zero zainteresowania.

Przerobić

To jest moja druga propozycja dla tych, którzy potrafią być kreatywni i mają pomysł na daną rzecz :) Staram się przerabiać co tylko się da, o ile jestem pewna, że będę w tym przerobionym ubraniu chodziła. Można przerobić np. sukienkę na spódnicę, ale też zużyte, znoszone koszulki na ścierki do kurzu, a skarpetkami czy rajstopami podobno świetnie się czyści okna! (nie próbowałam :P)

Wyrzucić

Nie mam oporów przed wyrzucaniem, o ile faktycznie to co wyrzucam już do niczego się nie nadaje. A nie ukrywajmy, często mamy takie rzeczy w szafie. Ale u mnie to są raczej pojedyncze rzeczy.

Oddać siostrze, koleżance, sąsiadce

Ale najpierw zapytać, bo nie każdy lubi rzeczy z drugiej ręki, nie każdy też ich potrzebuje. Ale czasem takie ubraniowe perełki można wyhaczyć właśnie od koleżanki czy siostry :)

Poszukać kogoś, kto jest w trudnej sytuacji

Może jakiś sąsiad? Może pani z klatki obok? Jeśli nie znamy osobiście nikogo takiego, polecam wystawienie worka z ubraniami (w dobrym stanie, nie oddawajmy śmieci) przed klatkę czy obok śmietnika z karteczką, że są do wzięcia - zwykle naprawdę szybko znikają. Bo ludzi w potrzebie niestety nie brakuje. Niech skorzystają.

Zawieść do Domu Pomocy Społecznej, Domu Samotnej Matki

Też wymaga trochę zachodu, rzeczy muszą być w dobrym stanie i najważniejsze: zapytajcie najpierw, czy taki Dom Samotnej Matki czy DPS przyjmuje takie rzeczy. Nie każdy to robi, niektóre mają już przesyt używanych ubrań i nie mają co z nimi zrobić. Najlepiej zadzwonić i się dowiedzieć.

Wrzucić do kontenera

Nigdy z tego nie korzystałam, bo szczerze mówiąc było mi szkoda moich ubrań, nawet nienoszonych. Krążą różne legendy o tym, co z takimi ubraniami się potem dzieje. Ja wolałam zawsze oddać komuś, kto naprawdę potrzebuje, albo sprzedać. Ewentualnie można podobno wyrzucać tam to, co się nie nadaje już do chodzenia, bo ponoć nie powinno się wyrzucać tekstyliów do śmietnika. Nie korzystam jednak z kontenerów i nie jestem w temacie.

Wziąć udział w zbiórce odzieży

I to jest coś, z czego również korzystałam.U mnie w mieście często są ogłoszenia o zbiórce, wtedy taki worek w odkreślonym dniu należy wystawić przed posesję lub klatkę i są zabierane w odkreślonych godzinach. Często takie zbiórki robią różne fundacje. Polecam tylko jedno: przed wystawieniem zajrzyjcie na stronę www tej fundacji, ewentualnie zadzwońcie i dopytajcie, czy robią akurat zbiórkę w waszym mieście, jeśli zależy wam na tym, do kogo trafią te ubrania. Bo też słyszałam już legendy o oszustach. Cóż, nie brakuje ich nigdzie.


A Wy pozbywacie się ubrań, których już nie chcecie mieć w szafie? Macie jeszcze jakieś inne sposoby na to? Czy jednak sentyment wygrywa w tej kwestii i trudno Wam się pozbywać? Co o tym wszystkim sądzicie?






Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter. Otrzymasz ode mnie  
na dzień dobry za darmo zestaw planerów (tygodniowy i miesięczny)
do wydrukowania, a raz w miesiącu wyślę Ci list z marchewkowymi aktualnościami:

Przegląd książkowy #4

Przegląd książkowy #4

przegląd książkowy

Wieczór przed snem to jest u mnie ostatnio właśnie czas na to, aby wziąć książkę do ręki i poczytać... Czasem padam już o godzinie 21, szczególnie wtedy, kiedy dziecko mnie wymęczy w ciągu dnia, ale czasem mam ochotę poczytać sobie sporo i wtedy często odkładam książkę dopiero ok. 23. Na szczęście moja córa coraz więcej śpi w nocy i coraz rzadziej do niej wstaję. Czekałam na to 9 miesięcy. Co nie znaczy, że chodzę w końcu wyspana, o nieee.... :)

Dużo ostatnio nie przeczytałam, bo albo czytam jakieś wypasione tomy, które zajmują mi cały miesiąc (jak "Królowie przeklęci"), albo właśnie jestem za bardzo zmęczona. Ale czytam i to co ostatnio u mnie leżało na nocnej półce obok łóżka dziś jest na blogu.

Kiedy odszedłeś, Jojo Moyes

Tutaj można przeczytać moją opinię o książce "Zanim się pojawiłeś". Nie spodziewałam się po jej drugiej części niczego konkretnego, ani też nie zależało mi specjalnie na tym, aby kontynuacja okazała się tak dobra, jak pierwsza część. A okazała się. Jeśli nie lepsza... chociaż nie. Lepsza może nie, ale brakuje jej niewiele. Ja po prostu chyba lubię Luisę, lubię jej humor, lubię to, jaka jest, nawet jeśli czasem (a właściwie to bardzo często) mam ochotę do niej krzyknąć: Obudź się dziewczyno!, bo strasznie irytują i denerwują mnie jej wybory. Druga część jest trochę inna, ale równie dobra, bardzo dobrze mi się ją czytało i jestem ciekawa, jak będzie dalej.

Królowie przeklęci, tom III, Maurice Druon

Ostatnio wypasiony tom "Królów przeklętych" za mną. Trochę mi szkoda, bo jak się czyta tyle czasu jedną książkę, to czytelnik przyzwyczaja się do bohaterów, a potem trudno się z nimi ot tak rozstać. Ale uważam również, że tak jak pierwsza część trzeciego tomu trzyma poziom poprzednich, tak druga... cóż, czytałam, bo czytałam, a pod koniec już poczułam ulgę, że to koniec. Jakoś tak nie trzymało się to kupy, jakby już autor pisał na siłę... Czwarty tom tej książki to już byłaby gruba przesada.


Lampiony, Katarzyna Bonda

Zaczęłam czytać tę serię nie od tej strony co potrzeba :) W ogóle Bondę jakoś tak czytam nie po kolei. "Lampiony" to była moja pierwsza książka z cyklu o Saszy Załuskiej i szczerze mówiąc mam ochotę na więcej :) Mam nadzieję, że nie zrobiłam sobie krzywdy tym, że przeczytałam teraz tą trzecią część nie czytając poprzednich? Ktoś się wypowie? Ale poprzednie mam na pewno w planach. Chociaż nie powaliła mnie ta książka na kolana, to jednak z przyjemnością mi się ją czytało, więc na pewno sięgnę po resztę. A Wy czytaliście? Jak wrażenia?



Wczoraj zaczęłam natomiast czytać pierwszą część sagi pt. "Dziedzictwo rodu Poldarków". Moja siostra jest wielką fanką tego cyklu. Czytaliście? Polecacie? Wszelkie opinie mile widziane, bo dopiero zaczęłam i nie bardzo wiem, czego się po tej lekturze spodziewać...







Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter. Otrzymasz ode mnie  
na dzień dobry za darmo zestaw planerów (tygodniowy i miesięczny)
do wydrukowania, a raz w miesiącu wyślę Ci list z marchewkowymi aktualnościami:

Linki miesiąca #4 - to na pewno nie będzie regularny cykl...

Linki miesiąca #4 - to na pewno nie będzie regularny cykl...

linki miesiąca

No nie da rady :) Ja już sama to widzę. Nie szperam w necie tylko po to, żeby mieć co tu wstawić, a po prostu czasem trafiam na coś, co mnie zainteresuje. A czasem nie zainteresuje mnie nic. I wtedy... no właśnie nie ma nic :) Więc ten cykl będzie nieregularny, nie będę tu zamieszczać na siłę niczego, będzie się pojawiał wtedy, kiedy kilka tych polecajek uda mi się uzbierać. Ale na pewno z częstotliwością raz na dwa miesiące będzie, czasem częściej.

Tutaj Was pragnę zachęcić do tego, abyście w komentarzach pod tym cyklem umieszczali własne ciekawe linki - również do swoich wpisów, ale nie tylko - jak znajdziecie coś ciekawego z zakamarkach sieci - wrzucajcie. Tu jest do tego miejsce. Nigdzie indziej :)

Błędy, które popełniasz przy realizowaniu celów
Jest już luty, a nam coś nie wychodzi przy realizacji postanowień? Może ten wpis jest dla Ciebie? Warto przeczytać, mi się bardzo spodobał.

Jak stworzyć bazę ubrań, która zawsze będzie aktualna?
To jest jak najbardziej coś dla mnie. Postanowiłam sobie w tym roku stworzyć w końcu taką optymalną szafę, w której niczego nie będzie brakować i gdzie nie będzie za dużo. Może kogoś też zainteresuje?

Co włożyć w ramkę? 9 tanich i niecodziennych pomysłów
Uwielbiam takie niebanalne pomysły, tym bardziej, że sama od jakiegoś czasu szukam inspiracji do mieszkania :)

Co robić w lutym?
Stary wpis Ani, ale zawsze na czasie, jak i cała reszta z tej serii...

Wykorzystaj urlop macierzyński na swój rozwój
Kolejny temat, który jest u mnie jak najbardziej na czasie. Zaczynając ten urlop postanowiłam, że jakoś go wykorzystać muszę... Jestem ciekawa, jak było na Waszych urlopach macierzyńskich?

Piękne mapy do druku w dużych rozmiarach: retro, nieba, aktualne śwata i inne. Genialna strona z setkami niezwykłych plików do pobrania!
Tutaj chyba nie trzeba nic dodawać :)

Zrobiłam prawdziwe naturalne mydło!
Jestem fanką naturalnego mydła. Przyznam szczerze, że od niedawna. Do zrobienia własnego się przymierzam, ale nie wiem, kiedy to nastąpi...

Jak nie reklamować rękodzieła w social media?
Ostatni link dla tych, co lubią tworzyć :) Temat też mi bardzo bliski, bo sama postanowiłam w to wejść, więc się edukuję jak mogę, chociaż tutaj te sprawy są niby oczywiste, ale czy dla każdego?


Mam nadzieję, że znajdziecie w tym miesiącu coś tutaj dla siebie :) I zachęcam jeszcze raz do linkowania w komentarzach :)






Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter. Otrzymasz ode mnie  
na dzień dobry za darmo zestaw planerów (tygodniowy i miesięczny)
do wydrukowania, a raz w miesiącu wyślę Ci list z marchewkowymi aktualnościami:

Tu & teraz - styczeń 2018

Tu & teraz - styczeń 2018

tu i teraz

Ponieważ w grudniu nie było żadnego Tu&teraz, styczniowego posta zdecydowałam się puścić trochę wcześniej :) Bo kto powiedział, że to musi być podsumowanie, prawda? Poza tym ostatnio mam też inne sprawy na głowie, ale dobrze byłoby jednak napisać, co się u mnie dzieje. Oczywiście oprócz tego, że święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok zleciały nawet nie wiadomo kiedy, a w międzyczasie jestem też o rok starsza :) 

No więc do dzieła:

Planuję...

Głównie w głowie ostatnio, chociaż i na papierze również. Planów mam sporo, ale wszystko potrzebuje swojego czasu do zrealizowania, co mnie czasem strasznie męczy, bo chciałabym wszystko na już.  

Jestem wdzięczna...

za Izę. Kocham to dziecko nad życie :)

Czekam...

Na to, aż w końcu prześpię całą noc. Czekam też na marzec i cieplejsze dni. Jakoś mi ostatnio ewidentnie brakuje po prostu słońca.

Czytam...

Obecnie na czytniku mam ostatnią, trzecią część "Królów przeklętych" - uwielbiam tę serię, jest naprawdę lepsza od "Pieśni Lodu i Ognia" - bardziej do mnie przemawia.

Chciałabym...

Aby jakimś magicznym sposobem już był marzec albo kwiecień. Nie lubię lutego, a ten się zbliża nieuchronnie. Dobrze, że jest najkrótszym miesiącem w roku.

Czuję się...

Jak w kalejdoskopie. Czasem pełna energii, czasem okropnie zmęczona, do tego stopnia, że o godzinie 20 nie mam już siły palcem kiwnąć. No i jeszcze częściej czuję się po prostu niewyspana. Ale nad tym nie mam kontroli. Myślę, że to nie tylko przez nieprzespane do końca noce, ale i przez tę ponurą ostatnio aurę...

Uczę się...

Cierpliwości przede wszystkim. Łapię się ostatnio na tym, że chciałabym wszystko już, planuję w głowie i mam ogromny zapał, ale dużo rzeczy po prostu czasami wymaga czasu i tyle.

Oglądam...

Co ja ostatnio oglądam? Oprócz nowych odcinków moich ukochanych "Wikingów", odkryłam także inny serial, trochę w innym klimacie, ale również średniowiecznym: "Templariusze". Aha, i oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok jedynkowego serialu "Korona królów" - oglądam, a jak, ale coś mi w tym serialu nie do końca pasuje... cóż. Ale obejrzeć można :)

Słucham...

Ostatnio wpadłam na świetny podcast biznesowy dla kobiet Dagny Banaś - naprawdę polecam, jeśli ktoś lubi podcasty :) Zresztą pisałam o podcastach już tutaj.


A jak Wam leci styczeń?... :)





Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter. Otrzymasz ode mnie  
na dzień dobry za darmo zestaw planerów (tygodniowy i miesięczny)
do wydrukowania, a raz w miesiącu wyślę Ci list z marchewkowymi aktualnościami:

One Little Word, czyli słowo przewodnie na 2018 rok

One Little Word, czyli słowo przewodnie na 2018 rok

one little word

Nigdy się w to nie "bawiłam". Chociaż na wielu blogach od kilku lat jest to bardzo modne. Wtedy zastanawiałam się: po co? Czy coś to daje? I jeśli tak, to co? Po co wybierać sobie jedno słowo, które niby ma nam towarzyszyć przez cały rok?

Z czasem jednak coraz bardziej zaczęłam się do tego przekonywać i na początku stycznia zdecydowałam się sama sobie wymyślić takie słowo przewodnie na 2018 rok. Po co? Żeby przypominało mi o moich celach do zrealizowania. Celach, na których bardzo mi zależy. Takie słowo to jednak dobry pomysł, bo zawsze gdzieś tam z tyłu jest i przypomina o sobie. Jedno słowo, które obejmie wszystkie nasze postanowienia, marzenia i cele i będzie o tym co jakiś czas przypominać. Tak się bowiem podobno składa, że o większości naszych postanowień na nowy rok zapominamy już pod koniec stycznia. U mnie co prawda nigdy tak nie było, ale doszłam do wniosku, że co mi szkodzi wymyślić sobie słowo, które będzie mi dawało kopa do działania, prawda?

No właśnie... sporo się zastanawiałam nad tym jednym słowem. W zasadzie brałam pod uwagę dwa. Ponieważ w tym roku postanowiłam postawić na samą siebie, bo o sobie nie wolno zapominać (!), szczególnie jak jest się świeżo upieczoną mamą, może dobrym wyborem byłby "rozwój"? Albo "odwaga", bo również sporo by mi się jej przydało w tym roku...
I nagle mnie olśniło... bo skoro ma to być słowo, które ma mi dawać kopa do działania i które ma mi przypominać o moich celach, to dlaczego nie


one little word 2018

I tym samym znalazłam sobie swoje własne słowo przewodnie na ten rok. Po raz pierwszy i jestem ciekawa, czy coś z tego wyjdzie... Czy faktycznie będzie mi majaczyć gdzieś z tyłu głowy i przypominać o sobie co jakiś czas? Może magia słowa zadziała i dzięki temu zrealizuję znacznie więcej, niż gdyby go nie było...
Zobaczymy...





Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:

32 życzenia na 32 urodziny

32 życzenia na 32 urodziny

urodziny

Początek roku zawsze był dla mnie czasem podsumowań nie tylko ze względu na czyste kartki w kalendarzu, ale i ze względu na moje urodziny. Lubię ten czas. Lubię robić podsumowania i lubię planować na tych czystych kartkach. A potem każdą rzecz z osobna odhaczać jako zrobioną. I zawsze się cieszyłam, że moje urodziny wypadają właśnie na początku roku, właśnie z tego względu, że mogę połączyć je z nową, czystą kartką do zapełnienia w nowym roku. U mnie nie 1 stycznia jest tym czasem postanowień (a raczej celów do zrealizowania), ale właśnie 8 stycznia.

Lubię też upływający czas. Wiem, często piszę, że leci za szybko, nie wiadomo kiedy, ale w upływającym czasie jest coś magicznego. Choćby sam fakt, że nie da się go cofnąć :)

Ten post jest więc trochę takim moim urodzinowym wishlist, ale i noworocznym planem na 2018 rok :) Nie mogłam tego nie połączyć. Sam pomysł zaczerpnęłam od jednej z Was. 
A więc do dzieła... czego życzyłabym sobie na 32 urodziny?

  1. Cieszyć się każdą chwilą z córką.
  2. Mieć czas dla swojego TeŻeta, zrobić coś tylko we dwoje, bo od urodzenia Izy ten czas przesłania w stu procentach ona.
  3. Wyjechać w tym roku na wakacje, bo w zeszłym z wiadomych względów to było niemożliwe.
  4. Wyjechać gdzieś również na dłuższy weekend, gdy poprawi się pogoda na wiosnę i zacznie się robić ciepło.
  5. Ograniczyć ilość rzeczy wokół siebie, a skupić się na doświadczeniach.
  6. Częściej się uśmiechać. 
  7. Nie mieć wyrzutów sumienia.
  8. Zrealizować cele, które chciałabym zrealizować w 2018 roku.
  9. Zawodowo przejść na swoje.
  10. Nie ignorować intuicji, bo często ona daje mi znaki i wiem, że powinnam jej ufać.
  11. Robić to, co chcę robić i nie angażować się w coś, na co nie mam ochoty.
  12. Dbać o siebie, zarówno o ciało, jak i o ducha.
  13. Odżywiać się zdrowo i takiego samego odżywiania nauczyć Izę.
  14. Biegać - jak tylko zrobi się ciepło, a ja będę na tyle obudzona rano, żeby wyjść :) 
  15. Częściej iść za głosem serca.
  16. Uczyć się i rozwijać.
  17. Kupić sobie w końcu porządne biurko, nawet jeśli na chwilę obecną nie mam gdzie go postawić :)
  18. Celebrować poranki - lubię rano wstać, tym bardziej teraz, kiedy jest Iza, a rano zazwyczaj śpi, więc to jest chwila dla mnie (i często też dla bloga).
  19. Zwolnić, nie zatracić się w pędzie nie wiadomo gdzie.
  20. Dostrzegać małe przyjemności i dobre chwile nawet wtedy, gdy na pierwszy rzut oka ich nie widać.
  21. Prowadzić dziennik.
  22. Wychodzić z Izą na spacery tak często jak tylko się da.
  23. Łapać chwile na zdjęciach i zamykać je w albumie.
  24. Częściej kupować kwiaty i stawiać w wazonie - wcześniej nawet nie wiedziałam, jak bardzo można tym ożywić mieszkanie.
  25. Nie przejmować się tym, czego nie jestem w stanie zmienić, a po prostu to zaakceptować.
  26. Częściej wyjeżdżać na wieś i spędzać tam czas.
  27. Zrobić w końcu prawo jazdy :)
  28. Mieć dużo czasu na czytanie książek.
  29. Nie liczyć na to, że ktoś się czegoś domyśli (szczególnie TŻ), mówić o tym głośno.
  30. Ograniczyć ilość napływających do mnie informacji, które nic nie wnoszą do mojego życia - czyli zrobić sobie tzw. dietę informacyjną.
  31. Cieszyć się życiem.
  32. Być szczęśliwa.

Tylko tyle i aż tyle. Mam nadzieję, że ten rok 2018 i kolejny rok mojego życia, będzie po prostu dobry. Niczego więcej nie chcę. A do tego wpisu będę, mam nadzieję, często wracać, aby nie zapomnieć o tych 32 punktach.






Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli