Przychodzi w życiu każdego człowieka taki czas...



Połowa grudnia - to jest taki czas w roku, tuż przed świetami, kiedy nie tylko mi włącza się myślenie i podsumowywanie. Większość z nas siłą rzeczy podsumowuje ten mijający właśnie rok, zwalnia, aby wszystko przemyśleć, porobić plany na przyszły. I mnie również to nie omija, zresztą ja lubię ten czas. Lubię podsumowywać, lubię planować. No i oczywiście robić wszystko, żeby te plany zrealizować.

Ale jednocześnie doszłam do wniosku, że tu nie chodzi tylko o ten wyjątkowy czas w roku, jakim jest jego koniec i miesiąc grudzień. Ja chyba doszłam właśnie do takiego momentu w życiu, że siłą rzeczy myślę, analizuję, że chciałabym... a jednocześnie nic nie muszę. Mam wrażenie, że przychodzi w życiu każdego człowieka taki okres, który skłania do myślenia o tym, co będzie. Co się wydarzyło, to się wydarzyło i to jest tylko i wyłącznie nasze, ale co będzie dalej?

Nie ukrywam, że przełomem w tym roku dla mnie, a pewnie i w całym moim życiu jest to, że urodziłam Izę. Ona zmieniła cały mój świat, przewartościowała go, przewaliła do góry nogami, wszystko się zmieniło o 180 stopni, nawet jeśli na zewnątrz tego nie widać. I to ona wpłynęła na to, że zaczęłam myśleć: co będzie dalej? Z naszą rodziną, ze mną, z wszystkimi dookoła, których kocham. Gdy pojawi się na świecie dziecko, człowiek naprawdę zaczyna na pewne sprawy patrzeć zupełnie inaczej - teraz to widzę dokładnie.

Bardzo bym chciała, żeby wszystko zostało tak, jak jest. Żeby moja kochana córa rosła i była najszczęśliwszym dzieckiem na świecie, i żebyśmy my, rodzice, byli z niej dumni z każdym dniem coraz bardziej. Bardzo chciałabym, aby wszystko było tak jak teraz, żeby zawsze byli blisko dziadkowie, którzy są tak szczęśliwi, że mają wnuczkę. Bardzo bym chciała, żeby to wszystko zostało, ewentualnie dochodziły tylko nowe rzeczy, nowe doświadczenia. Ale jednocześnie wiem przecież, że siłą rzeczy za te pięć, dziesięć czy piętnaście lat może być zupełnie inaczej, prawda? I czasami przychodzi w życiu właśnie taki okres, że człowiek... boi się przyszłości. Do mnie chyba właśnie zawitał teraz.

Koniec grudnia chyba dodatkowo nakręca mnie na takie przemyślenia. Bo to był zawsze dla mnie taki miesiąc, który skłaniał do tego. Do rozprawienia się z minionym rokiem. Urodziny córki w tym roku sprawiły, że te moje odczucia względem grudnia nasiliły się milion razy. I moje podsumowanie to nie jest tylko podsumowanie tego roku, który właśnie się kończy, a przynajmniej kilku ostatnich, jak nie kilkunastu minionych lat.

Myślę dużo o swoim dzieciństwie na wsi. Bardzo chciałabym, aby moja Iza również poznała wieś, żeby miała wspomnienia, które będzie pielęgnować i które będą dla niej ważne. Żeby była szczęśliwa. Nic się bardziej w tej chwili dla mnie nie liczy, tylko ona. I my jako rodzina.

Ale gdy się ma dziecko, gdy nie jesteśmy już na świecie tylko my sami, tylko własne ja, ale jest też jeszcze ta mała istotka - takie przemyślenia są nieuniknione. Nie uciekniemy od tego. Nie da się od tego oderwać nijak. I chyba trzeba się z tym pogodzić, że nie zawsze będzie tak kolorowo. Najważniejsze chyba, żeby te wspomnienia pielęgnować jak tylko się da, spędzać ze sobą jak najwięcej czasu, nie zapominać o tym, że to jest najważniejsze.

W te święta chciałabym się naprawdę maksymalnie wyciszyć. Nie biegać jak kot z pęcherzem, nie przywiązywać uwagi tak bardzo do gotowania, dekorowania, prezentów, a zamiast tego cieszyć się tym czasem razem, po prostu. Odpocząć. Tak na maksa, być blisko, cieszyć się, być szczęśliwym.

Kiedyś, kiedy byłam jeszcze w wieku nastoletnim, tak bardzo chciałam kiedyś być szczęśliwa. Sama za bardzo nie wiedziałam, czego od tego szczęścia oczekuję, ale chciałam bardzo móc kiedyś sama o sobie tak powiedzieć. Stojąc tu i teraz, mogę bez zastanowienia się powiedzieć: tak, jestem szczęśliwa. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że szczęściem dla mnie nie będą rzeczy materialne, ale bycie blisko tych, których kocham. Po prostu. I to, że moi bliscy też są szczęśliwi.


*Pisałam ten post dość spontanicznie, poza tym pisałam go również po nieprzespanej nocy, bo moja córka doszła do wniosku, że zamiast spać, lepiej się pobawić :) Więc z góry przepraszam za chaos w nim :) Ale i tak chciałam go napisać i może to był właśnie najlepszy czas na to, kto wie?





Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli