Linki miesiąca #2, czyli na co natrafiłam w sieci w październiku

linki miesiąca

Jeśli mam być szczera, to październik był miesiącem, który mało obfitował w siedzenie na blogach i w ogóle w internecie. Tzn. to ostatnie na pewno było, ale bardziej pod względem pracy i planowania dalszych jej kroków, niż wyszukiwania ciekawych artykułów. Blogów też nie czytałam wiele. Mam grono swoich ulubionych na Bloglovin i tego się staram trzymać, czasem wpadnie coś ciekawego w moje oko i wtedy czasem taki blog również ląduje na liście do obserwowania. Staram się powoli odzwyczajać od obserwowania na Bloggerze na rzecz Bloglovina właśnie. Jakoś bardziej mi odpowiada ta platforma. Mnie możecie obserwować tutaj.

Jednak kilka ciekawych rzeczy znalazłam, co potwierdza poniższa lista. Z tym, że uprzedzam, że jest to zbiór tego, co mnie osobiście zaciekawiło, ale może ktoś z Was też znajdzie coś dla siebie :)

To jest temat, który mnie od dawna interesuje i u mnie ściśle wiąże się z ideą capsule wardrobe. Bardzo chciałabym w końcu znaleźć taki naprawdę mój styl, moją kolorystykę. Jestem na naprawdę dobrej drodze do tego, a takie wpisy dodatkowo mi w tym pomagają. No i dochodzę do wniosku, że mój ukochany granat jak najbardziej jest moim kolorem. Maria fajnie opisuje to, jak znaleźć idealne dla siebie kolory na podstawie szali, jak je dobrać, jakie kolory nam służą: ciepłe czy zimne, jasne czy ciemne? W ogóle warto sobie przejrzeć jej wpisy, mnie zainteresowały najbardziej właśnie te dotyczące analizy kolorystycznej.

Był czas, że faktycznie planowałam sobie menu - głównie wtedy, gdy mieszkałam jeszcze sama - i w zasadzie sama nie wiem, dlaczego od tego odeszłam. Bo to dużo łatwiejsze, bo nie zastanawiasz się: A co by tu dzisiaj zrobić na obiad? Bo masz wszystkie produkty w szafce lub lodówce i nie martwisz się o to, że czegoś brakuje. W końcu - oszczędzasz pieniądze. To ostatnie sprawdzone przeze mnie na własnej skórze, bo planując, wydawałam mniej, miałam wszystko pod ręką, a zakupy robiłam z głową. Kasia na nowo zmobilizowała mnie do tego, żeby to menu znowu zacząć planować, robić listę zakupów i tylko nie mogę się jeszcze przekonać do zakupów online. Tzn. ja jestem ich fanką i zawsze byłam (bo nie tracę czasu na stanie w kolejkach, a wszytko mi przynoszą praktycznie pod nos), ale mój TŻ jakoś nie jest i przekonać go nie można. Mimo wszystko jednak planowanie posiłków od tego wpisu weszło w moje życie. Jeszcze nie w krew, ale mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu.

Pamiętam, jaka ja byłam przerażona kwestią porodu. Zawsze. A im bliżej było, tym bardziej nie potrafiłam sobie tego wyobrazić, chociaż starałam się, żeby moje podejście było pozytywne. Ale żadne poradniki, żadne artykuły w internecie nie potrafiły mnie specjalnie uspokoić i powiedzieć: będzie dobrze. Sama musiałam sobie to wmawiać, im bliżej tego dnia, tym częściej. Szkoda, że Edyta nie stworzyła tego wpisu wcześniej, na pewno moja głowa byłaby spokojniejsza. Wszystkim przyszłym mamom to polecam, szczególnie tym, którzy będą przechodzić przez to pierwszy raz. Teraz, po, wszystko łatwiej się pisze, ale poród to naprawdę nie jest nic strasznego, trzeba tylko zadbać o pewne rzeczy.

Dlaczego? Bo tak. I ja po prostu uwielbiam tę odpowiedź. Te dwa krótkie słowa to cała esencja tego wpisu, więc w sumie już nie trzeba czytać, ale i tak zachęcam. Lubię tego bloga za to, że pokazuje to, jak jest naprawdę, ale z odrobiną humoru. A ten post jest mi szczególnie bliski i zgadzam się z nim w stu procentach. Kto śledzi mojego bloga regularnie wie, dlaczego tematy okołomacierzyńskie itp. pojawiły się na moim blogu :) Więc czasem nie ma rady na to, że wrzucę tu jakiegoś linka :)

Jakoś nie mogę od jakiegoś czasu zebrać się i faktycznie zminimalizować swojej kosmetyczki. Oddać siostrze nieużywane cienie do powiek, zostawić faktycznie to, czego używam. Bo używam naprawdę niewielu kosmetyków, a kilka zasad Kameralnej już dawno wprowadziłam w swoje życie. I polecam, naprawdę. Jakoś tak od razu lżej się robi w głowie i na półce w łazience :)

Na koniec moja perełka - nie wiem, jak to znalazłam, ale tam naprawdę można napisać list do siebie w przyszłości. I ten mail faktycznie dojdzie, przynajmniej tak tam piszą :) Strasznie mnie kusi, żeby coś napisać, zapomnieć i być może za rok, za trzy albo pięć lat przeczytać coś, o czym kompletnie zapomniałam i sprawdzić, czy to co sobie zakładałam, że zrobię w ciągu tych kilku lat, faktycznie doszło do skutku :)

To jak, piszemy maila do siebie za kilka lat? Kto jest ze mną? :) A może coś innego Cię zaciekawiło? Albo dasz linka w komentarzu do czegoś, co mnie może zainteresować?...





Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli