Tu & teraz - podsumowanie października'17

podsumowanie października

Chociaż siedzę sobie właśnie przy kubku kawy, patrzę, co się dzieje na zewnątrz i boję się wychylić za okno choćby kawałek nosa, żeby mi go nie urwało, to październik tak czy inaczej zaskoczył mnie bardzo śliczną pogodą, którą mieliśmy przez jakiś czas. Na tyle ciepłą, że można było na chwilę zapomnieć o kurtkach i przypomnieć sobie o ciepłym lecie... Ale jakby nie było, każda pogoda ma swój urok, z każdej można wyciągnąć coś pozytywnego, nawet jeśli na zewnątrz zieje złem, jak w tej chwili...

Planuję...
długookresowo. Zwykle staram się unikać takich planów, bo nigdy nie wiadomo, co naprawdę z tego wyjdzie, ale ostatnio nie potrafię tego uniknąć. I planuję już, co zrobię, gdy skończy mi się urlop macierzyński. Zazwyczaj, jeśli już coś planuję, to co najwyżej miesiąc do przodu, a właśnie sobie uświadomiłam, że na listopad nie mam jakichś konkretnych planów. Może poza uporządkowaniem domu i przestrzeni wokół siebie.

Jestem wdzięczna...
za tę piękną pogodę, którą poczęstował nas jeszcze październik, i za spacery z córką, które naładowały mnie naprawdę pozytywnie.

Słucham...
przede wszystkim siebie i tego, co mi podpowiada własne ja. A mówi dużo, co się wiąże z punktem pierwszym, czyli "planuję". A tak poza tym cały czas słucham podkastów, które pokochałam, a w takie jesienne dni zawsze mi się również przypomina o tym zespole:



Czytam...
obecnie coś mocno historycznego. Poza tym przeczytałam właśnie swoją pierwszą książkę Jojo Moyes, którą do tej pory omijałam szerokim łukiem, i oczywiście się popłakałam... Teraz rozumiem, na czym polega jej fenomen.

Chciałabym...
wykorzystać jak najlepiej zbliżający się listopad. Najlepiej spędzając czas z rodziną, chciałabym może pojechać gdzieś w końcu, bo odkąd urodziłam dziecko, w zasadzie jeszcze nie byliśmy dalej, niż 20 km. A marzy mi się wizyta u mamy na wsi, bo ostatnio byłam tam na święta Bożego Narodzenia... Potem ciąża i urodzenie dziecka nie bardzo mi na to pozwoliły.

Czuję się...
czasem totalnie zmęczona i przygnębiona tym, że tak szybko leci czas. Moja córa skończy zaraz pół roku, kiedy to zleciało? Może mi ktoś wytłumaczyć? W ogóle cały ten rok leci w zastraszającym tempie, ciekawe jak będzie z następnym.

Uczę się...
cały czas czegoś nowego. Bo lubię zgłębiać wiedzę w zakresie, który mnie interesuje, a internet daje naprawdę ogromne możliwości :) Chciałabym się nauczyć lepiej robić zdjęcia, szczególnie telefonem.

Taki był mój październik, trochę pełen energii, ale i zmęczenia materiału, szczególnie teraz, pod sam koniec. Pogoda jest jak pod psem, więc nawet spacery mamy w tej chwili ograniczone, a to właśnie wyjście na zewnątrz, nie siedzenie w domu, daje mi takiego kopa do działania. Mam nadzieję jednak, że jak tylko przejdzie ten orkan, który mam za oknem, to i pogoda się poprawi i wyjdzie słońce.

Przypominam Wam o konkursie, w którym możecie wygrać książkę Hansa Christiana Andersena "Improwizator" - recenzje można przeczytać tutaj, a zgłaszać się w tym linku.

A jak Wam minął październik? Lubicie ten miesiąc? Bo ja dochodzę do wniosku, że jest mi kompletnie obojętny, dużo bardziej lubię wrzesień czy grudzień...




Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli