Tu & teraz - podsumowanie października'17

Tu & teraz - podsumowanie października'17

podsumowanie października

Chociaż siedzę sobie właśnie przy kubku kawy, patrzę, co się dzieje na zewnątrz i boję się wychylić za okno choćby kawałek nosa, żeby mi go nie urwało, to październik tak czy inaczej zaskoczył mnie bardzo śliczną pogodą, którą mieliśmy przez jakiś czas. Na tyle ciepłą, że można było na chwilę zapomnieć o kurtkach i przypomnieć sobie o ciepłym lecie... Ale jakby nie było, każda pogoda ma swój urok, z każdej można wyciągnąć coś pozytywnego, nawet jeśli na zewnątrz zieje złem, jak w tej chwili...

Planuję...
długookresowo. Zwykle staram się unikać takich planów, bo nigdy nie wiadomo, co naprawdę z tego wyjdzie, ale ostatnio nie potrafię tego uniknąć. I planuję już, co zrobię, gdy skończy mi się urlop macierzyński. Zazwyczaj, jeśli już coś planuję, to co najwyżej miesiąc do przodu, a właśnie sobie uświadomiłam, że na listopad nie mam jakichś konkretnych planów. Może poza uporządkowaniem domu i przestrzeni wokół siebie.

Jestem wdzięczna...
za tę piękną pogodę, którą poczęstował nas jeszcze październik, i za spacery z córką, które naładowały mnie naprawdę pozytywnie.

Słucham...
przede wszystkim siebie i tego, co mi podpowiada własne ja. A mówi dużo, co się wiąże z punktem pierwszym, czyli "planuję". A tak poza tym cały czas słucham podkastów, które pokochałam, a w takie jesienne dni zawsze mi się również przypomina o tym zespole:



Czytam...
obecnie coś mocno historycznego. Poza tym przeczytałam właśnie swoją pierwszą książkę Jojo Moyes, którą do tej pory omijałam szerokim łukiem, i oczywiście się popłakałam... Teraz rozumiem, na czym polega jej fenomen.

Chciałabym...
wykorzystać jak najlepiej zbliżający się listopad. Najlepiej spędzając czas z rodziną, chciałabym może pojechać gdzieś w końcu, bo odkąd urodziłam dziecko, w zasadzie jeszcze nie byliśmy dalej, niż 20 km. A marzy mi się wizyta u mamy na wsi, bo ostatnio byłam tam na święta Bożego Narodzenia... Potem ciąża i urodzenie dziecka nie bardzo mi na to pozwoliły.

Czuję się...
czasem totalnie zmęczona i przygnębiona tym, że tak szybko leci czas. Moja córa skończy zaraz pół roku, kiedy to zleciało? Może mi ktoś wytłumaczyć? W ogóle cały ten rok leci w zastraszającym tempie, ciekawe jak będzie z następnym.

Uczę się...
cały czas czegoś nowego. Bo lubię zgłębiać wiedzę w zakresie, który mnie interesuje, a internet daje naprawdę ogromne możliwości :) Chciałabym się nauczyć lepiej robić zdjęcia, szczególnie telefonem.

Taki był mój październik, trochę pełen energii, ale i zmęczenia materiału, szczególnie teraz, pod sam koniec. Pogoda jest jak pod psem, więc nawet spacery mamy w tej chwili ograniczone, a to właśnie wyjście na zewnątrz, nie siedzenie w domu, daje mi takiego kopa do działania. Mam nadzieję jednak, że jak tylko przejdzie ten orkan, który mam za oknem, to i pogoda się poprawi i wyjdzie słońce.

Przypominam Wam o konkursie, w którym możecie wygrać książkę Hansa Christiana Andersena "Improwizator" - recenzje można przeczytać tutaj, a zgłaszać się w tym linku.

A jak Wam minął październik? Lubicie ten miesiąc? Bo ja dochodzę do wniosku, że jest mi kompletnie obojętny, dużo bardziej lubię wrzesień czy grudzień...




Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:


Jak w jeden dzień znacznie poprawić stan swoich włosów?

Jak w jeden dzień znacznie poprawić stan swoich włosów?

jak szybko poprawić stan włosów

Długo szukałam sposobu, aby faktycznie poprawić stan swoich włosów. Zapuścić zawsze było mi ciężko, bo szybko rozdwajały się na końcach (często na kilka warstw i łamały) i wyglądało to po prostu źle. Poza tym odkąd pamiętam, zawsze włosy mi wypadały, bardziej lub mniej. Oprócz magicznych 9 miesięcy, kiedy nie miałam problemu ani z włosami i ich wypadaniem, ani z cerą. No ale ciąża to żadne rozwiązanie. Po niej znowu zaczęły wypadać, rozdwajać się, łamać. Gdybym wcześniej wiedziała, że właściwie wystarczy tak niewiele...

Porządek z końcówkami
Tych rozdwajających się po prostu trzeba się pozbyć, nawet jak boli serce, bo przecież zapuszczam, chcę żeby były długie. Zawsze było mi ich szkoda, a one przez to ani szybciej nie rosną, ani nie wyglądają estetycznie, są matowe i brzydkie. Ja to zrobiłam sobie sama w domu, ale jeśli ktoś nie potrafi, polecam fryzjera :) Naprawdę to pierwszy i najważniejszy krok :)

Mycie w wodzie o odpowiedniej temperaturze
Woda gorąca nie służy moim włosom i chyba żadnym nie służy. Ja o tym wiedziałam, ale przez długi czas i tak uparcie płukałam je w gorącej niemalże wodzie. Stop. Gorąca woda nigdy nie sprawi, że włosy będą lśniące, bo rozchyla łuski włosa, więc nie ma nawet takiej opcji, żeby nie były po niej matowe. Naprawdę to robi różnicę.

Dobrze spłukany szampon
To też jest ważne, żeby dobrze wypłukać włosy po szamponie, szczególnie te, do których woda z trudem dochodzi. Ja najczęściej używam do tego prysznica i robię to zawsze trochę dłużej.

Ulubiona odżywka
Bez odżywki do włosów nie mogę się obejść, po niej moje włosy są naprawdę miłe w dotyku. No i ja osobiście nigdy nie używam odżywek bez spłukiwania (chociaż wyjątkiem była ta w sprayu z Joanny, ale już się z niej wyleczyłam). Generalnie polecam taką odżywkę, po której czujemy, że nasze włosy są w dobrym stanie, więc jeśli macie jakąś ulubioną, spokojnie się nada. Nakładam ją na włosy (zawsze dość sporą ilość) i przeczesuję szerokim grzebieniem, wtedy rozprowadzi się równomiernie na włosach. I czekam tyle, ile radzi producent (ostatnio nawet znalazłam taką, która działa od razu, nie trzeba czekać). Nie muszę chyba dodawać, że tak jak szampon do włosów, odżywkę trzeba tym bardziej dobrze spłukać.

Ręcznik i co z nim zrobić...
Zawinąć turban na głowie. Po prostu. Nie trzeć nim włosów, nie wycierać, nie targać, a to też wcześniej bardzo lubiłam robić. Od jakiegoś czasu próbuję się tego oduczyć i jakoś idzie :) I zaczekać, aż ręcznik trochę wchłonie wodę, na tyle, aby nie kapała z włosów.

Dlaczego warto wysuszyć włosy?
Kiedyś nie suszyłam. Uparcie wierzyłam w to, że moje włosy będą dzięki temu lśniące i będą dobrze się układały. Prawda była jednak inna - układały się jak chciały, czyli każdy w inną stronę, a wcale nie były takie milutkie i delikatne w dotyku. A jeśli już suszyłam włosy, to zawsze strumieniem powietrza z suszarki, który leciał w każdą stronę jak chciał. Było lepiej, ale też nie do końca dobrze. Odkąd suszę włosy na okrągłej szczotce, włosy są naprawdę miłe w dotyku, rozczesane, nie plączą się i są bardziej lśniące. I ja sama jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem tego, jak do tej pory znienawidzona przeze mnie szeroka okrągła szczotka potrafi zrobić taką różnicę moim włosom. Naprawdę. Oczywiście włosy najlepiej suszyć chłodnym strumieniem powietrza od góry, nigdy od dołu, bo to znowu rozchyla łuskę włosa. Szczotka daje efekt naprawdę gładkich, sprężystych włosów, czego nie osiągniemy samą suszarką, nawet susząc od góry do dołu. Sprawdzone. Naprawdę warto przekonać się do takiej szczotki. Ja przez długi czas jej nie lubiłam, bo po prostu nie potrafiłam sobie wysuszyć przy jej pomocy włosów, zawsze była to bardziej gimnastyka niż suszenie :) Ale ćwiczenie czyni mistrza i teraz jest o wiele lepiej. 

Dlaczego nie warto zostawiać włosów do samodzielnego wyschnięcia? 
Bo takie wysychanie nie domknie łuski, poza tym mokre włosy szybciej i łatwiej "łapią" brud z powietrza. Nie mówiąc już o zasypianiu z mokrymi włosami... Też tak kiedyś robiłam, a potem się dziwiłam, dlaczego moje włosy są takie, jakie są, a potem sięgałam po najgorsze z możliwych rozwiązanie: prostownicę. Używałam jej przez długie lata i doprowadziła moje włosy do naprawdę złego stanu. Prostownica jest fajna, ale raz na jakiś czas, bardziej od święta, ale nie po każdym myciu! A ja jej używałam naprawdę często. Teraz, odkąd suszę włosy na szczotce, leży sobie i używam jej naprawdę rzadko, właściwie od roku użyłam może raz albo dwa. W ostateczności.

Zdradzę Wam jeszcze jedno: najważniejszym punktem w tym wszystkim jest właśnie ostatni, czyli suszenie włosów, koniecznie na szczotce. Dzięki temu stan moich włosów naprawdę się poprawia niemalże w jednej chwili. Są proste, lśniące (!), nigdzie się nie załamują, a na końcach ładnie układają i uwaga: NIE WYPADAJĄ. Tak! Widzę wielką różnicę wcześniej i teraz, bo wypada ich dużo mniej, właściwie tyle, ile ma wypaść i kropka. A po ciąży miałam z tym naprawdę ogromny problem. Zaprzyjaźniłam się więc z okrągłą szczotką bardzo i polecam to wszystkim, którzy chcą w krótkim czasie poprawić stan swoich włosów. Działa! Przynajmniej na moich włosach, ale podejrzewam, że i na większości. Na pewno warto spróbować i przekonać się samemu.




Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:

Konkurs: do wygrania "Improwizator" Hansa Christiana Andersena

Konkurs: do wygrania "Improwizator" Hansa Christiana Andersena

konkurs

Chciałabym dzisiaj zaprosić Was do udziału w konkursie - do wygrania będzie mój osobisty egzemplarz "Improwizatora" Hansa Christiana Andersena. Książka ciekawa już ze względu na osobę jej autora. Ale nie tylko, bo jest to naprawdę wartościowa pozycja. Jeśli jesteście ciekawi o czym jest, odsyłam do recenzji w poprzednim wpisie i zapraszam do udziału :)

Regulamin konkursu
1. Organizatorem konkursu, jak i sponsorem nagrody jestem ja, autorka bloga Marchewkowe Myśli.
2. Nagrodą w konkursie jest egzemplarz książki "Improwizator" Hansa Christiana Andersena.
3. Warunkiem przystąpienia do konkursu jest wyrażenie chęci wzięcia w nim udziału poprzez:
  • podanie swojego imienia oraz adresu mailowego w formularzu poniżej 
  • posiadanie adresu do wysyłki w Polsce
  • odpowiedź na pytanie: Dlaczego chciałabyś/chciałbyś dostać tę książkę? (wystarczy dosłownie jedno zdanie)
Bardzo mile widziane będzie obserwowanie mojego bloga na Facebooku lub zapisanie się do newslettera (ale nieobowiązkowe) oraz dalsze udostępnianie (można do tego wykorzystać obrazek główny).
4. Konkurs będzie trwał od dzisiaj, 17.10.2017 do 16.11.2017.
5. O wygranej poinformuję zwycięzcę poprzez wiadomość mailową.
6. Zwycięzca zostanie wybrany przeze mnie na podstawie odpowiedzi z formularza lub komentarzy pod postem.
7. Konkurs jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.
8. Książka zostanie wysłana do zwycięzcy przeze mnie w ciągu 5 dni roboczych od otrzymania adresu do wysyłki.
9. Zgłoszenie w konkursie jest równoznaczne z akceptacją regulaminu i wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych (które zostaną wykorzystane tylko i wyłącznie do wysłania nagrody, do niczego więcej).

Zapraszam i życzę wszystkim powodzenia!





Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:

Improwizator - Hans Christian Andersen

Improwizator - Hans Christian Andersen

wydawnictwo mg

Nie ma takiej osoby, która nie słyszałaby o Hansie Christianie Andersenie. Po prostu nie ma. Ja sama zaczytywałam się w dzieciństwie baśniami stworzonymi przez niego. I zapewne nie ma nikogo, komu chociaż nie obiłoby się o uszy jego nazwisko, a jego baśnie zna każde niemalże dziecko i dorosły. I powiem Wam szczerze: nie miałam pojęcia o tym, że ten duński autor napisał jeszcze inną książkę. W ogóle chyba niewielu ma o tym pojęcie. A napisał. Jakże inną od swoich baśni.

Improwizator to opowieść o chłopcu, który w dzieciństwie traci matkę. Zbiegiem okoliczności trafia do rodziny Borghese, szanowanej i znanej familii w Rzymie. To senior rodu finansuje jego dalszą naukę, jednak Antonio ma jeden wrodzony talent - potrafi improwizować i porywać publiczność, tworzyć taką poezję, którą może mu pozazdrościć niejeden poeta. Jednak nieoczekiwane wydarzenia każą mu wyjechać z Rzymu. Poprzez Neapol, powrót do Rzymu, Wenecję, Capri obserwujemy wędrówkę Antonia i to, jak się zmienia jako człowiek, oraz to, jak podchodzi do miłości.

Nie ma naprawdę okrutniejszego zwierzęcia niż człowiek! Gdybym był bogaty i niezawisły, wnet by się ich przekonanie zmieniło! Ale tak, wszyscy byli mądrzejsi, gruntowniejsi i rozsądniejsi ode mnie. Nauczyłem się wdzięcznie uśmiechać tam, gdzie powinienem był płakać; kłaniać się tym, którymi pogardzałem, i słuchać cierpliwie próżnego gadania głupców. To wychowanie, narzucone mi przez okoliczności i ludzi, śliczne dla mnie zrodziło owoce! - obłudę, gorycz i obrzydzenie życia. (str. 252)

Tę książkę czyta się naprawdę przyjemnie. Ogromnie dużo jest tutaj opisów przyrody, opisów włoskich miast XIX wieku, wszystko to jest niezmiernie kolorowe, zapierające czasami dech w piersiach. Ma rację wydawca, pisząc na okładce, że Andersen miał niezwykły talent do opisywania wszystkiego: kolorów, smaków, zapachów. Ta powieść jest tym naładowana, ale wcale z tego powodu nie ciężka, wręcz przeciwnie. Czyta się ją swobodnie, jest lekka i przyjemna. Chociaż same przygody Antonia, od wczesnych dziecięcych lat aż do dorosłości nie zawsze były takie kolorowe. Czasem czytelnik poczuje smutek, czasem wręcz irytację na głównego bohatera, czasem poklepie się po głowie ze współczuciem. Ale mimo to Antonio wzbudza sympatię i chcemy dla niego jak najlepiej. To jedna z tych postaci, która, mimo że czasem irytuje, to jednak sprawia bardzo pozytywne wrażenie na czytelniku.

Ale oprócz Antonia to również miłość jest tutaj główną bohaterką. Antonio stroni od miłości, po wielkim zawodzie miłosnym musi opuścić Rzym, podróżuje więc po Italii, poznając nowe miejsca, smaki, zawierając nowe znajomości. Jednak przez cały ten czas stara się uciekać przed miłością, która go tak zawiodła na początku.  Jak to się skończy, można się domyśleć, jednak nie jest to książka, którą czyta się dla zaskakującego zakończenia (chociaż dla mnie takie było). To jest powieść, którą czyta się dlatego, że napisał ją Andersen, czyta się ją dla pięknych opisów i pięknych słów.

Naprawdę polecam tę książkę każdemu, kto lubi delektować się literaturą i kto choć trochę jest ciekaw tego, jaką jeszcze książkę mógł napisać Hans Christian Andersen, oprócz swoich słynnych baśni. Po skończeniu tej powieści absolutnie nikt nie pożałuje czasu nad nią spędzonego. Bardzo się cieszę, że miałam przyjemność ją przeczytać.

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu MG.





Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:

Torebkowa capsule wardrobe, czyli ile ja ich właściwie posiadam? + ankieta

Torebkowa capsule wardrobe, czyli ile ja ich właściwie posiadam? + ankieta

capsule wardrobe

Torebki i buty to jest taka rzecz, do której każda kobieta podchodzi inaczej. Jednej wystarczy jedna para szpilek, inna musi mieć ich 20. Jedna posiada 3 torebki, jedną do pracy, jedną na zakupy i jedną kopertówkę na przyjęcia, druga ma ich w szafie dziesiątki, bo lubi zmieniać je co kilka dni, albo nawet codziennie. Ciekawa jestem, jak jest w Wami? Dużo toreb wisi u Was w szafach? Czy raczej podchodzicie do tego minimalistycznie?

Lubiłam kiedyś mieć dużo butów i dużo torebek. Jednak gdy pewnego dnia doszłam do wniosku, że w większości butów nie chodzę, połowa obciera mi piętę za każdym razem, jak je włożę, a druga połowa spada mi zwyczajnie ze stopy, postanowiłam zrobić z tym porządek. Podobnie było z torbami. Jestem co do tego strasznie wybredna i długo muszę szukać tej idealnej. Miałam ich wiele, ale i tak najbardziej sprawdzała się jedna czy dwie. Więc z torbami też zrobiłam porządek. No więc, ile ja ich właściwie posiadam?

Przez ramię i na ramię, czyli dwie codzienne
To są torby, które służą mi już naprawdę długo. Obie mam ponad trzy lata, obie mi się nosi bardzo dobrze, obie nadają się i do pracy, i na zakupy, przenosiłam w nich kilogramy książek i zakupów i jeszcze nic się z nimi nie stało, a o dziwo - są to torby handmade. Wiem, że trudno mi będzie znaleźć osobę z drugą taką samą, o ile w ogóle ją znajdę :) Jestem miłośniczką rękodzieła i w tej kwestii zaufałam również torebkom. Jak widać, był to strzał w dziesiątkę.
torebka handmade

Mała listonoszka na co dzień
To taka torebka, w której mieści się właściwie tylko portfel, telefon, chusteczki higieniczne i ewentualnie czytnik. Na dni, w które wychodzę tylko na spacer z córką, ale może zrobię jeszcze jakieś zakupy? Albo posiedzę w parku i poczytam?

Kopertówka
Mam czarną kopertówkę, która pasuje mi do każdej sukienki, i tej torebki używam naprawdę sporadycznie, na większe imprezy, które potrzebują bardziej formalnego stroju. Czyli dosyć rzadko :)

I to jest w zasadzie tyle. Naprawdę. Nie wiem, czy to mało, czy dużo, ale mnie naprawdę wystarcza i nie mam ani wrażenia przesytu, ani niedosytu.
Ciekawa jestem, ile Wy posiadacie toreb, drogie Czytelniczki? Czy dla Was cztery torebki to mało, czy dużo? A może jest tu ktoś, komu w ogóle to jest zbędne?

Ankieta
Bardzo interesują mnie Wasze odpowiedzi na pytania, ponieważ pracuję właśnie (w zasadzie to dopiero rozpoczynam pracę) nad pewnym projektem. Dlatego przygotowałam ankietę, której wypełnienie powinno zająć max. 5 do 10 minut, albo może nawet jeszcze mniej. Mnie jednak ogromnie pomoże w mojej pracy. Ankieta jest anonimowa, jednak zachęcam również na końcu do podania swojego adresu e-mail. Nie mam zamiaru spamować Waszych skrzynek, nic z tych rzeczy, jeśli jednak bylibyście ciekawi, co to za przedsięwzięcie, będę mogła Was poinformować w odpowiednim czasie :) Oto ona, zachęcam do wypełniania i serdecznie dziękuję każdej z Was, która to zrobi:







Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:

Linki miesiąca #1, czyli co ciekawego czytałam we wrześniu i propozycja dla Was

Linki miesiąca #1, czyli co ciekawego czytałam we wrześniu i propozycja dla Was

wrzesień

Ten cykl nie jest u mnie regularny. Powiedziałabym raczej, że bardzo nieregularny, bo często gdy trafię na coś ciekawego w sieci, to oczywiście nigdzie tego nie zapiszę i znika - z mojej pamięci przede wszystkim. Ale obiecałam sobie jednak, że postaram się bardziej regularnie sobie zapisywać te ciekawe linki z sieci, choćby po to właśnie, żeby się potem z Wami nimi podzielić. I po to, żebym sama trochę więcej z nich zapamiętała. Taka już ze mnie jest zapominalska, dlatego właśnie między innymi nie potrafię obejść się bez kalendarza...

To będzie garść linków, które jakoś zainspirowały mnie we wrześniu, czymś zainteresowały itp. Postaram się zrobić z tego comiesięczny cykl, ale kto to może wiedzieć, co z tego wyjdzie...

Nie jesteś byle kim, nie traktuj się byle jak - uważam, że jest to jeden z najlepszych tekstów u Ani, naprawdę. W sumie ona każdy ma dobry, lubię u niej czytać nawet zwykłe tygodniki, ale po przeczytaniu tego tekstu coś mnie uderzyło... osobiście we mnie. Jak wiecie jestem młodą mamą (w sensie bardziej mamą, niż młodą, chociaż staro też się nie czuję :D), i kto jest w podobnej sytuacji, zrozumie mnie po przeczytaniu tego tekstu u Ani. Ja myślę, że nic więcej tutaj nie trzeba dodawać. Bo jak się zostaje mamą, to nagle dziecko staje na pierwszym miejscu, a potem długo, długo nic... A gdzie miejsce dla siebie?

Zmiana planów to nie porażka. Dlaczego nie jesteś sobie nic winien - kolejny tekst, który trafił w sedno. Znowu. Ten wrzesień coś w sobie zawsze ma, bo przynajmniej ja jakaś jestem wtedy bardziej nostalgiczna i analizuję różne rzeczy. We wrześniu zrezygnowałam w końcu z czegoś, co do tej pory było dla mnie bardzo ważne, jednak czasem trzeba sobie te cele trochę aktualizować i nie trzymać się kurczowo czegoś tylko dlatego, bo tak. Bo przecież to było takie istotne kiedyś... No właśnie, kiedyś było. Teraz nie musi i nie znaczy to, że ponieśliśmy porażkę, bo nie wyszło. Czy moja rezygnacja będzie trwała, czas pokaże, może wrócę do tego kiedyś...

Gdzie jest dziecko w naszym domu? - czy posiadanie dziecka musi się wiązać z tym, że teraz cały dom będzie zawalony porozrzucanymi zabawkami, klockami, pieluchami itp? Czy jednak można to jakoś ogarnąć? Ja zawsze byłam przekonana, że się da, a Niebałaganka tym bardziej mnie w tym utwierdziła. Chociaż mój dom jeszcze nie jest tak idealny jak jej, to jednak można... A Wy co o tym sądzicie?

14 fajnych rzeczy do zrobienia jesienią - tego chyba nie trzeba komentować. Sama chciałam napisać podobny post, właśnie w stylu: dlaczego warto polubić jesień, ale ostatecznie dałam sobie spokój, bo co chwila teraz jakiś powstaje. Ja jesień kocham, również tą słotną, chociaż dużo bardziej złotą. W tym roku mamy i taką, i taką, ale nie warto jej marnować, tylko czerpać inspiracje i działać :)

Strachy na lachy, które każą Ci odkładać na później - wiadomo, każdy się boi. Czegoś. Że się nie uda, że coś pójdzie nie tak itp. Ale wiadomo też, że strach ma wielkie oczy i jest bardzo motywujący. Fajny tekst u Pani Swojego Czasu, polecam.

Sypialnia w bloku - jak urządzić miniaturowy pokój - nasza sypialnia nie jest tak miniaturowa jak u Natalii, ale niewiele większa. Jakieś 6.5m2. I również właśnie jesteśmy w trakcie jej urządzania (chociaż to bardziej ja jestem, niż mój TŻ). Jak widać, da się i o dziwo można w niej zmieścić jeszcze parę mebli, oprócz łóżka. Nasza będzie wyglądać trochę inaczej no i ma okno, ale ta u Jest Rudo też mi się bardzo, bardzo podoba :)


Tyle będzie na dziś, ale chciałabym Was do czegoś zachęcić. Mianowicie do tego, abyście w komentarzach do tego wpisu sami podawali mi linki do jakichś ciekawych tekstów, które udało Wam się znaleźć w internecie, ale przede wszystkim... do tekstów, które wyszły również spod waszego pióra (ewentualnie klawiatury). Jeśli uważacie coś za coś wartościowego, dawajcie śmiało. Jeśli mnie coś zainteresuje, w przyszłym miesiącu zestawię następną porcję linków i być może będzie tam link właśnie do Ciebie?... Czekam :)



Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli