Rok z bullet journal - co się u mnie sprawdziło?

bullet journal

Właśnie niedawno zdałam sobie sprawę, że pierwszy swój notes, taki typowy bullet journalowy, założyłam właśnie rok temu! A mam wrażenie, jakby to było co najwyżej kilka miesięcy. Niewiarygodne, jak szybko zleciał ten czas. Dokładnie pamiętam ten dzień, kiedy poszłam do księgarni i kupiłam zeszyt, to był wrześniowy dzień, podobny do dzisiejszego. Też pochmurny i dość chłodny. Wychodzi więc na to, że wrzesień w tym roku mamy bardzo podobny do tego zeszłorocznego.

Ten rok to był czas głównie testowania. Tego, co ma być w moim planerze, co tam się musi znaleźć koniecznie, a co mi jest kompletnie niepotrzebne. Tego, na ile mi wystarczy jeden notes i czy notes w kratkę będzie okay, czy będzie mnie to na tyle denerwować, że będę musiała go zmienić. Rok to jest chyba też taki optymalny czas na to, żeby faktycznie dojść do tego, co nam naprawdę odpowiada, a co kompletnie się nie sprawdza. Wiadomo, niektórzy dojdą do takich wniosków po kilku miesiącach, inni będą potrzebować więcej niż rok. Ale po roku chyba już można sobie co nieco wyklarować, co o tym sądzicie?


Bullet journal - co się u mnie sprawdziło?
  • minimalistyczny bullet journal - bez ozdobników, bez naklejek, bez różnych takich dodatków - fakt, fajnie to wygląda u innych, ale ja doszłam do wniosku, że marnuję na to mnóstwo czasu i energii, które wolałam wykorzystać na samo planowanie, albo jeszcze lepiej: działanie. Ładne, to prawda, ale mi to było kompletnie do niczego niepotrzebne. A ładne bullet journale mogę sobie zawsze pooglądać na instagramie, mój ma mi służyć, nie musi być piękny.
  • kalendarz roczny na początku notesu - ja wiadomo, bullet journal prowadzi się na bieżąco, nie robi się rozpisek na cały miesiąc, ani tym bardziej rok - taki roczny kalendarz na początku zeszytu to jest dla mnie konieczność, przeznaczyłam na to kilka stron i świetnie się sprawdziło - to był element, do którego chyba najczęściej wracam podczas prowadzenia plannera.
  • kalendarz miesięczny na początku miesiąca - swoją drogą i ten, i poprzedni ma jakąś specjalną nazwę w bullet jounalu - nie spodobała mi się, więc jej nie pamiętam :) Zawsze na początku miesiąca lubię sobie zaplanować działania, więc taki kalendarz też się świetnie sprawdził. Jedno spojrzenie i widać jak na dłoni cały miesiąc i to, co nas czeka. Moim zdaniem niezastąpione.
  • habit tracker - to jest jedyna nazwa, która odnosi się bezpośrednio do bullet journala, którą pamiętam, chociaż też jej nigdy nie używałam. U mnie zawsze to były "nawyki". Nawyki nie sprawdzały mi się na początku, nie chciało mi się codziennie ich uzupełniać, ale z biegiem czasu się do tego przekonałam. Teraz bardzo lubię tę część swojego plannera, bo widać, kiedy coś zrobiłam ostatnim razem, ale też jest motywacja do tego, żeby jednak te kratki zamalowywać, żeby nie było pusto. Albo przypominać sobie o czymś ważnym, co muszę zrobić codziennie, a czasem po prostu wylatuje mi to z głowy.
  • lista spraw do załatwienia, budżet domowy, menu - zawsze na początku miesiąca, potem sobie tylko odhaczam to, co zrobiłam, a to czego nie zrobiłam, przenoszę na następny, albo i nie, planuję budżet, menu (chociaż to ostatnie to jest taka bardziej inspiracja, co zrobić na obiad, żeby nie jeść w kółko tego samego, bo często nie mam na niego pomysłu).
  • tygodniówki i dniówki - bardzo długo egzystowałam bez tygodniówek. Uważałam, że do niczego mi nie są potrzebne, bo mam na początku miesiąca kalendarz, na który zawsze mogę spojrzeć, ewentualnie na tyle miejsca, żeby zawsze coś tam dopisać. Dopiero w okolicach marca albo kwietnia znalazłam dla siebie idealny układ tygodniówki, gdzie wpisuję między innymi listę zadań do zrobienia w tygodniu właśnie, listę zakupów itp.
  • adresownik i ważne informacje, które mam zawsze na końcu notesu.


Co się u mnie kompletnie nie sprawdza?
  • codziennik - to jest taka moja robocza nazwa na stronę, na której w jednym zdaniu zapisuje się cały dzień, co się wydarzyło. Robocza, ale tak została, jednak w ogóle tego nie prowadziłam, jak się później okazało. Jasne, coś tam sobie od czasu do czasu wpisałam, jak mi się przypomniało, ale prawda jest taka, że większość dni u mnie wygląda teraz bardzo podobnie, musiałabym tam ciągle wpisywać to samo. Strata czasu i papieru.
  • ozdabianie - tak jak wspomniałam na początku, dla mnie to była strata czasu i energii, którą mogłam wykorzystać inaczej. Wolę minimalistyczny bullet journal. 
  • kolekcje - czyli listy: zakupów, książek, filmów, seriali i co tam jeszcze nam przyjdzie do głowy. Przeczytane książki mam na lubimyczytac.pl. Listy zakupów robię co tydzień, a nawet codziennie, więc mi to niepotrzebne. Seriali oglądam mało (w zasadzie tylko dwa), a filmów też niewiele i zawsze jest to spontaniczny wybór. Na takie listy też było mi szkoda miejsca i czasu. Jeśli faktycznie mam jakieś kolekcje, listy, to są to tylko te bieżące, których nie przepisuje się z notesu do notesu, ale wykreśla i zapomina o nich, bo się dezaktualizują. Jedyną listę, jaką mam, to ksiażki do przeczytania, gdzie faktycznie wpisuję tytuł, który mi wpadnie w ucho i o którym naprawdę nie chciałabym zapomnieć.


Bullet journal jest dla mnie takim trochę eksperymentem. Pamiętacie, jak tworzyłam swój własny planner? (Swoją drogą ten post bije rekord popularności u mnie na blogu, nie mam pojęcia dlaczego.) Dla mnie był on może nie idealny, ale używałam go z przyjemnością i zapisałam do końca. Chociaż do ideału mu sporo brakowało. Chciałabym przyszły rok zacząć również z własnoręcznie zaplanowanym kalendarzem, ale żeby był on bardziej przemyślany. Bullet journal mi w tym sporo pomógł, zrozumieć to, czego faktycznie mi potrzeba. Chociaż nie ukrywam, że być może wcale nie stworzę czegoś swojego od przyszłego roku, może zostanę przy bullet journalu jeszcze jakiś czas? Kto to wie? Lubię zmiany i lubię zmieniać to, co mnie otacza, więc zobaczymy.

A Wam co się podoba w idei bulletjournalingu? Prowadzicie? Czy wolicie zwykłe kalendarze? Co Wam się w nich sprawdza, a co nie? Chętnie poczytam, może jeszcze bardziej udoskonalę swoje planowanie... :)




Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku lub Bloglovin
albo zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli