Jak bycie mamą zajmuje czas... - podsumowanie sierpnia

podsumowanie miesiąca

Nie wiem, kiedy zleciało całe to lato... Naprawdę. Cały lipiec i sierpień przeleciał mi jak przez palce, ale z drugiej strony wcale mnie to nie dziwi. Bycie mamą kilkumiesięcznego szkraba pochłania naprawdę mnóstwo czasu i muszę przyznać, że naprawdę jest to praca na cały etat i nie zawsze jest kolorowo. To, że notorycznie jestem niewyspana to już codzienność. Ale i tak nie zamieniłabym się z nikim. 

Kiedyś myślałam, że jak zostaje się mamą, to zmienia się postrzeganie przede wszystkim samej siebie. Coś w rodzaju: "teraz jestem mamą, wow, ależ się zmieniłam, co innego myślę, robię, czuję"... Powiem szczerze, że jeśli naprawdę tak jest, to ja jestem wyjątkiem. Czuję się dokładnie tak samo jak przedtem, myślę o sobie dokładnie tak samo, tyle tylko, że teraz jest ze mną ta mała istotka i że jest dla mnie i ja dla niej jestem najważniejsza. I tyle.... Może gdy usłyszę pierwsze świadome "Mamo", to się to zmieni, nie wiem.

Ale to miało być przede wszystkim podsumowanie miesiąca, więc... w sierpniu szczerze mówiąc niewiele się wydarzyło. To był chyba pierwszy taki leniwy miesiąc w tym roku. Dałam sobie na luz, przede wszystkim w tym, że nie muszę być idealna - mamą na pełen etat, do tego posprzątane, ugotowane... Nigdy nie będę taką typową kurą domową, bo nigdy też nie chciałam i nie chcę nią być. Szczerze mówiąc czasem już tęsknię za swoją pracą na etacie, za swoimi studiami... Ale nie zmienia to faktu, że gdy tylko mała śpi, staram się wykorzystać ten czas nie tylko na obowiązki domowe, ale przede wszystkim dla siebie. I na czytanie. Może nie przeczytałam w tym miesiącu jakiejś ogromnej liczby książek, nie na ilości mi zależy, ale na jakości przede wszystkim. 4 czy 5 książek w miesiącu to dla mnie takie optimum. Nigdy pewnie już nie wrócę do czytania 10-15 książek miesięcznie i nawet nie chcę do tego wracać.

Na jesień mam jednak już bardziej konkretne plany. Plany dotyczące przede wszystkim mnie samej, ale nie tylko. Nie wiem dlaczego, ale mam poczucie, że muszę wykorzystać tę jesień jak tylko się da. Oczywiście bez spinania się, bez zaniedbywania "bycia mamą", ale jednak. I w ogóle cały mój urlop macierzyński chciałabym wykorzystać w miarę produktywnie. Przecież często taki długi urlop się nie zdarza, prawda?...

A jak Wam minął sierpień?



Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku
lub zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli