Co ma wspólnego krem do twarzy z kawą - #ulubione

#ulubione

Co ma wspólnego kawa z kosmetykami? Szczególnie z kremem do twarzy czy płynem do kąpieli? To, że w ostatnim czasie wszystkie te rzeczy trafiły na listę moich ulubionych. A ponieważ ja rzadko zmieniam kosmetyki, szczególnie jeśli coś się u mnie sprawdza, takich postów u mnie nie ma i nie będzie wiele. Ale od czasu do czasu po prostu mam ochotę Wam pokazać te moje ukochane, ulubione ostatnich miesięcy czy tygodni...

#ulubione

Kremu do twarzy, który pasowałby mi w stu procentach, albo chociaż w dziewięćdziesięciu, szukałam naprawdę długo. Chciałam znaleźć taki, który będzie mi pasował zarówno pod makijaż, jak i na noc, kiedy już jestem po kąpieli. Szukałam, szukałam... i znalazłam od razu dwa. Żółtego Miya zaczęłam używać właśnie na noc, długo go szukałam, bo u mnie nie jest dostępny ani w Rossmannie, ani w żadnej innej drogerii, znalazłam go stacjonarnie tylko i wyłącznie w Hebe. I pokochałam, za konsystencję, za zapach (!) i za działanie. Drugi natomiast kupiłam chyba z tydzień wcześniej niż Miyę, w konsystencji oba są bardzo podobne (nie cierpię bardzo gęstych kremów, szczególnie tych do twarzy), ale Mixy używam przede wszystkim pod makijaż, bo fajnie matuje cerę, która potem się tak nie świeci jak żarówka... A ja mam z tym problem zawsze.
No a pomadkę kocham za zapach mlecznej czekolady... Aż chce się ją całą zjeść. Idealna na co dzień, kiedy nie używam szminki, a nawilżone usta to podstawa.

#ulubione

Nie jestem jakoś strasznie wybredna co do płynów pod prysznic i do kąpieli, ale jedno muszą mieć: ładny zapach. U mnie płyn do kąpieli ma przede wszystkim spełniać swoją funkcję, ale naprawdę kocham wszystko, co ma piękny zapach, a zapach świeżych owoców to jest niebo... Do tej pory kupowałam co popadnie, byle myło i odświeżało, ale od jakiegoś czasu jestem wierna Le Petit Marseillais. Te zapachy są obłędne, szkoda tylko, że jest taki mały wybór. I fajnie się pienią. Dla mnie na razie numer jeden.

#ulubione

Co prawda Inka ma niewiele wspólnego z kawą, ale ja kocham Inkę za to, że była ze mną przez całe dzieciństwo. Teraz staram się trochę ograniczać zwykłą kawę (chociaż uwielbiam jej smak), więc musiałam znaleźć sobie jakąś alternatywę... I znalazłam. Karmelową Inkę. Wróciły wspomnienia z dzieciństwa, ale też jest i powiew świeżości, bo czegoś takiego wcześniej nie było (chociaż karmelowa Inka jest na rynku już jakiś czas, jest też czekoladowa, mleczna, z magnezem, z błonnikiem - nic tylko wybierać...). Chociaż ja zazwyczaj piję kawę tylko z mlekiem, to uważam, że szczególnie do tej karmelowej świetnie nadawałaby się jeszcze bita śmietana na szczycie. Pachnie jak waniliowo-karmelowe lody :)

#ulubione

Na koniec coś, co towarzyszy mi w każdej wolnej chwili. Czytnik. Ale nie o czytnik tutaj właściwie chodzi, ale etui. Długo szukałam idealnego do swojego zwykłego, poczciwego Kindle 5 i niestety ze świecą szukać. A stare etui już naprawdę do niczego się nie nadawało. Aż mnie olśniło, że przecież mogę poszukać na AliExpress... I to był strzał. Świetnie pasuje, świetnie się sprawdza, świetnie mi się teraz czyta. Ja swoje etui kupiłam tutaj, ale jest masa rożnych, do wyboru, do koloru pod tym linkiem.

A tak kompletnie zmieniając temat, przypominam Wam o konkursie, gdzie do wygrania jest książka - naprawdę zachęcam, bo ta książka, choć niepozorna, jest rewelacyjna. Warto się przekonać samemu, a książkę będziecie mieć za darmo, wystarczy się zgłosić.




Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku
lub zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli