Czas leci nieubłaganie...


Trudno uwierzyć, że minęło już tyle czasu... Czasami nie wiadomo, gdzie ten czas ucieka, bo mija, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, bo mamy wrażenie, jakby stał w miejscu.

Jednak sporo przez ten czas zastanawiałam się, co zrobić z tym blogiem. Kiedyś sprawiał mi wielką frajdę, teraz sama nie wiem, co do niego czuję. Czasami mam ochotę już sobie dać z tym spokój, bo w moim życiu są teraz ważniejsze rzeczy, są priorytety, a na drugim miejscu dopiero własne widzimisię i zachcianki. A ten blog nie wiem, czy w ogóle do którejś z tych grup się zalicza. Czasem jednak mam wielką ochotę tutaj wrócić, znowu zacząć pisać, śledzić co u Was (czasem nadal to robię, chociaż rzadziej)... I nie wiem. Stoję na rozdrożu i nie wiem, którą drogą pójść, czy mi się opłaca i co mi w ogóle to da. Nie wiem i nadal się zastanawiam.

Jedno wiem: czas naprawdę leci nieubłaganie. Ostatni wpis zrobiłam tutaj we wrześniu zeszłego roku, a w tym czasie moje życie obróciło się niemalże o sto osiemdziesiąt stopni.

Zostałam mamą. Mamą cudownej Izy. Mojego kochanego dziecka.

Sama jeszcze nie wierzę w to wszystko, bo zawsze się zarzekałam, że jak dzieci to nie ja, a w ogóle kwestia porodu to było dla mnie jedno wielkie przerażenie w oczach, więc nie, podziękuję.
A tu los tak potrafi płatać figle.

A co najlepsze: gdy tylko zobaczyłam te dwie kreski na teście, wiedziałam, że chcę zostać mamą. Moje postrzeganie w tym temacie zmieniło się dosłownie w jednej chwili. I jestem najszczęśliwszą mamą na świecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli