Wrzesień jak z Matrixa [podsumowanie września]

Wrzesień jak z Matrixa [podsumowanie września]


Taki właśnie miałam wrzesień. Wcześniej narzekałam od czasu do czasu, że czas mi szybko leci, ale wrzesień po prostu pobił wszelkie rekordy wszystkiego. Nie pamiętam go kompletnie, a raczej pamiętam... jako miesiąc, w którym wręcz przykuta do łóżka sobie przez cały ten czas chorowałam... Więc czuję się, jakbym ten cały miesiąc autentycznie przespała... 

Trochę też przegapiłam naszą piękną, złotą polską jesień, która niedawno do nas przyszła. Uwielbiam jesień, właśnie szczególnie taką, kiedy nie ma błota, za to jest masa pięknych złotych liści na drzewach i pod nimi i świeci piękne słońce. Na szczęście to dopiero początek jesieni, ale mam nadzieję, że taka właśnie, przyjemna, będzie długo.

Mam teraz w planach ponadrabiać wszelkie zaległości, bo powoli chyba zaczynam wracać do świata żywych. Nareszcie. Przede wszystkim nadrobić zaległości w książkach, bo i czytać za bardzo nie miałam ochoty we wrześniu i strasznie się już za tym stęskniłam. A o innych planach napiszę może później... Pisałam Wam już kiedyś, że nienawidzę się przeprowadzać? Cóż, tej jesieni znowu czeka mnie przeprowadzka właśnie, ale powiem Wam, że... cieszę się na nią.

Dzisiejsze podsumowanie będzie krótkie, bo i wrzesień był dla mnie... hm... krótki i przeżyty jak w Matrixie właśnie...

A jak Wam minął ten miesiąc?
Gdańsk część 1: Westerplatte

Gdańsk część 1: Westerplatte


Wiem, wakacje już za nami i szczerze mówiąc każdy chyba już o nich zapomniał, ale... ja jednak wciąż żyję nimi (stąd cieszę się na to, jaką pogodę obecnie mamy i chciałabym, żeby została taka jak najdłużej), a samego Gdańska moimi oczami jeszcze nie oglądaliście :-) A to jest chyba dobry moment (chodzi mi o miesiąc wrzesień), żeby zacząć pokazywać Wam Gdańsk od... Westerplatte.



Sam spacer na Westerplatte (płynęliśmy tam tramwajem wodnym, polecam!) to już jest atrakcja. Piękne morze. Cisza! Można się zatrzymać co jakiś czas i podziwiać. Naprawdę cudowna sprawa.



Podobało mi się również to, że chociaż ludzi zwiedzających było sporo, to jednak jest tam tak spokojnie. Można bez pośpiechu pospacerować, zatrzymać się, popatrzeć. Naprawdę, zadziwiające.


Przy samym pomniku niestety jest zazwyczaj już więcej ludzi... Ale on sam robi ogromne wrażenie. Naprawdę polecam samemu się przekonać.



Nie skłamię, jeśli napiszę, że dzień (a w zasadzie to pół dnia), który spędziliśmy właśnie tam, to był najlepszy dzień mojego urlopu. Pogoda piękna (chociaż pogoda przez cały czas była piękna), chociaż wrzesień najprawdopodobniej też jest doskonałym miesiącem na odwiedzenie Gdańska i Westerplatte - z wiadomych powodów.


Już myślę o tym, jak dobrze byłoby tam wrócić w przyszłym roku (chociaż pewnie nie będzie to proste tak jak w tym).

Widzieliście już Westerplatte na żywo?
Jeśli nie, zostawiam Was dzisiaj z fotkami i naprawdę zachęcam - piękne miejsce, pełne historii. Trzeba je odwiedzić koniecznie.
Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli