#MyFirst7Jobs, czyli moje pierwsze (i kolejne) doświadczenia zawodowe

#myfirst7jobs

Spotkaliście się już z #MyFirst7Jobs? Bo ja już na kilku blogach widziałam podobne posty, dotyczące pierwszych w życiu prac i doświadczeń zawodowych... i tak mi się to spodobało, że postanowiłam sama spróbować, a przy okazji przypomnieć sobie, jak to było... i trochę odgrzebać dawne wspomnienia, bo niekiedy wiążą się z tym naprawdę cudowne chwile...

No to do dzieła - oto moje pierwsze siedem prac:

1. Zbieracz truskawek

Tak, zaczynałam praktycznie od podstawówki i to były moje takie naprawdę pierwsze zarobione pieniądze. To była taka praca na wakacje, a raczej na pierwsze jej tygodnie - zbierałam owoce, głównie truskawki, a zarobione pieniądze zawsze odkładałam na coś. Nie istniały jeszcze dla mnie banki, miałam naście lat, więc konta nie posiadałam, a pieniądze trzymałam w pudełku, jednak były moje - jaka frajda wtedy z tego była, że mam własne pieniądze... W ten sposób też jakiś czas później zarobiłam na swój pierwszy bilet do Anglii :)

2. Stażystka w biurze

...czyli pierwsza praca, do której musiałam wstawać rano i wracać popołudniu. Trwała kilka miesięcy, pieniędzy nie było z tego dużo, ale pokazała mi, jak wygląda taka "prawdziwa" praca, a i oszczędzić trochę mogłam, bo mieszkając jeszcze z rodzicami zarabiałam wtedy tylko dla siebie - odłożyć mogłam wszystko, co zarobiłam. Pamiętam, że już pod koniec mojego stażu nie mogłam się doczekać, kiedy to wszystko już się skończy mimo wszystko :)

3. Opiekunka w Anglii

A potem powędrowałam prosto do... Wielkiej Brytanii. I to chyba była taka moja prawdziwa, dorosła praca. Pojechałam, bo strasznie wtedy tego pragnęłam (teraz sama się sobie dziwię, ileż to ja w sobie zamozaparcia miałam wtedy i odwagi, żeby wyjechać sama za granicę...), chciałam zobaczyć, jak tam się żyje (a trochę takiej namiastki już miałam kilka miesięcy wcześniej odwiedzając tam siostrę), nauczyć się języka. Więc pojechałam i nigdy tego nie żałowałam.

4. Asystentka fizjoterapeuty

Praca również w Anglii i bardzo podobna do poprzedniej, ale jednak... byłam bardzo dumna, że sama tam, w innym świecie znalazłam sobie pracę lepszą od poprzedniej i lepiej płatną. W ogóle to... leciałam do Anglii z zamiarem zostania tam na co najmniej kilka lat, a może na zawsze? Los jednak ułożył się inaczej. Do Polski wróciłam po dwóch latach. Dlaczego? Bo po prostu tęskniłam za nią, za znajomymi, za rodziną.

5. Recepcjonistka

Po moim "medycznym" doświadczeniu szybko znalazłam pracę w Polsce, w prywatnej przychodni. I tam jak do tej pory chyba pracowałam najdłużej, bo prawie 3 lata... Jednak nijaka perspektywa na przyszłość i umowa zlecenie z czasem mnie stamtąd wygoniły, aby zacząć pracować, również jako recepcjonistka, w hotelu. Z językiem angielskim praktycznie nie miałam problemów, więc tej pracy też nie musiałam długo szukać. Okazało się jednak, że to nie dla mnie, głównie dlatego, że praca na zmiany, szczególnie nocą, sprawiała, że chodziłam czasami jak zombie.

6. Archiwista

Ach... i w końcu trafiłam do wymarzonego miejsca! Do archiwum z prawdziwego zdarzenia, nie żadnego tam składziku na dokumenty! Strasznie żałowałam, że tylko na rok (umowa na zastępstwo), ale w końcu to było coś, co mi się naprawdę podobało, z czym chciałam wiązać swoją przyszłość, wreszcie mogłam też zacząć studia historyczne, bo w końcu miałam na to pieniądze. I strasznie żałowałam, że po roku musiałam opuścić tamto miejsce, żałowali też prawie wszyscy, z którymi pracowałam...

7. A potem znowu zostałam recepcjonistką...

Niestety po upływie czasu, na jaki podpisałam wcześniejszą umowę, znowu zostałam bez pracy, na szczęście moje doświadczenie pozwoliło mi na to, aby znaleźć coś innego. Nie było wtedy mi łatwo, ale udało się i ze zdobycia tej pracy też byłam strasznie dumna i znowu odetchnęłam z ulgą, że będę miała z czego żyć. Jak widzicie, od rodziców wyprowadziłam się dawno (miałam chyba 20 lat) i chyba wcześnie jak na tamte czasy(?... zależy jak na to patrzeć), zawsze ciągnęło mnie do tego, żeby jak najszybciej się uniezależnić i utrzymywać sama...


Obecna praca jest moją ósmą pracą. A jak policzyć również takie małe kilkudniowe epizody w moim życiu (bo i takie były), to pewnie nawet dziesiątą albo jedenastą... Cóż, może to i dużo, ale ja naprawdę nie czuję się jakaś mega doświadczona zawodowo... W moim życiu też, między jedną pracą a drugą bywały momenty, kiedy nie pracowałam dość długo, czasem to były przerwy kilkudniowe, ale czasem kilkumiesięczne, a nawet roczna, która doprowadziła mnie wtedy do takiej frustracji i niemalże depresji, z którą ciężko było mi sobie poradzić. W pewnym momencie jednak praktycznie o 180 stopni zmieniłam swoje podejście i wtedy zmieniło się praktycznie wszystko. Bo uwierzyłam, że mogę. I uparcie dążyłam do celu. Nikt mi nigdy nie załatwił żadnej pracy (a jak próbował, to ZAWSZE kończyło się to fiaskiem), do wszystkiego doszłam sama. I mimo tak różnych prac, których się podejmowałam, nie żałuję chyba żadnej. A obecną również bardzo lubię.

A Wy pamiętacie swoje pierwsze prace?...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli