Bo inni to mają lepiej...

inni mają lepiej

Znacie to? Chyba w każdym z nas tkwi trochę zazdrości w stosunku do innych ludzi - nie tylko rodziny czy znajomych, ale czasem też zupełnie obcych ludzi... O ile taka mała zazdrość jest zdrowa, bo popycha nas do działania, to czasem jednak przeradza się to w coś, co sama nazywam "lepszymi innymi" :) Jak wiadomo, lubimy narzekać. Tak wiem, generalizuję teraz :-)

Byłam ostatnio u znajomej. Mieszka sama w kawalerce (marzyłam o tym od zawsze, bo im jestem starsza, tym chyba bardziej nie nadaję się do mieszkania z obcymi ludźmi w wynajmowanym mieszkaniu). Mieszkanie ma urządzone tak, że jak tam weszłam (nie pierwszy raz zresztą), to... zabolało mnie serce. Bo to jest dokładnie mój styl mieszkania. Minimalistyczny, poukładany, niczego zbędnego w nim nie ma. Ma pracę, w której zarabia pewnie dwa razy tyle, co ja... Wiecie co? Naprawdę zabolało mnie serce. Dlaczego ja nie mieszkam we własnym mieszkaniu? Dlaczego muszę się dzielić kuchnią, łazienką z zupełnie obcymi osobami, którzy mało mnie obchodzą i których tylko mijam od czasu do czasu, a jedyne słowa, które wymieniamy, to "cześć". Jak ja bym chciała mieć takie mieszkanie, taką pracę...!

Stop!

Hola hola, nagle uświadomiłam sobie jednak, że chyba się za bardzo rozpędziłam...

Fakt, ona ma fajną pracę, ale przecież ja też mam fajną. Którą lubię, i w której nie muszę siedzieć od 8 do 20, bo punkt 16 mnie już tam nie ma (w przeciwieństwie do niej). Fakt, nie mam mieszkania (ech, to mieszkanie własne strasznie mnie boli, bo w tym wieku chyba już powinnam mieć własne, albo chociaż sama mieszkać...), ale mam inne rzeczy, których ona nie ma: mam wspaniałego faceta (z którym kiedyś na pewno będę mieszkać), niedługo będę miała wyższe wykształcenie, którego ona nie ma, może nie mam tyle pieniędzy, ale mam wystarczająco, aby wyjechać na wakacje, na które ona nie jeździ... Niedługo też będę mieć prawo jazdy, którego ona też nie ma. 

I w pewnym momencie wyszło mi na to, że... przecież ja wcale nie mam tak źle, a może nawet mam... lepiej. Chyba pierwszy raz w życiu pomyślałam: hej, a może ona też mi czegoś zazdrości? I zrozumiałam w końcu, że przede wszystkim ja MAM SWOJE ŻYCIE, a ona TEŻ MA SWOJE. Każde jest inne, każde ma swoje mroki i uroki, ale jest moje/jej/Twoje/jego... I każdy z nas powinien je docenić. Bo jest nasze, indywidualne, niepowtarzalne - dlatego właśnie, że NASZE OSOBISTE.

Bardzo długo mi zeszło, aby to zrozumieć. Baaardzo, bardzo długo. I złożyło się na to wiele elementów, ale ostatnie tygodnie o wszystkim przesądziły. Sama nie wiem, dlaczego właśnie teraz, może dlatego, że postanowiłam zacząć spełniać swoje marzenia, być szczęśliwą, że moje marzenia stają się powoli celami do zrealizowania, a nie tylko marzeniami. A jeśli chcę być szczęśliwa, muszę po prostu przestać patrzeć na to, co mają inni - bo nie tylko może się okazać, że jak sama to dostanę, to wcale nie zapewni mi szczęścia, ale muszę nauczyć się również cieszyć z tego, co sama mam. Bo sama to wszystko wypracowałam własnymi rękami. Sama do wszystkiego doszłam. 

Jeśli za każdym razem będziemy zazdrościć rodzinie, znajomym, jakimś bliżej nieokreślonym innym, to... nigdy nie dostrzeżemy tego, co sami mamy. A bez tego po prostu nie da się być szczęśliwym. Ważne, żeby zacząć spełniać SWOJE marzenia, a nie kopiować to, co ma ktoś. Bo sami doskonale powinniśmy wiedzieć, czego chcemy i co nas uszczęśliwi.

I myślę, że zrozumienie tej kwestii jest kluczem do tego, aby w ogóle móc zacząć spełniać swoje marzenia. SWOJE, nie innych. Zrozumieć w końcu, że to co mamy, jest nasze, i cieszyć się z tego. I wiedzieć, czego się chce. Tak po prostu, po ludzku (bo zauważam, że wiele ludzi po prostu nie wie i patrzy na innych).

Bo inni wcale nie mają lepiej. Mają po prostu INACZEJ.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli