100 marzeń

100 marzeń

Spełnij marzenia/zrealizuj swoje cele/żyj tak jak chcesz albo jeszcze coś innego, o czym marzysz albo chcesz, żeby się spełniło... Każdy o czymś marzy, ale nie każdy ma odwagę realizować swoje marzenia, a szkoda. Ja postanowiłam spróbować. Dać sobie cały rok, 52 tygodnie na to, żeby choć trochę spełnić się w życiu. Będzie więc cykl, który ma na celu mi w tym pomóc. I może Wam również :-) Jeśli ktoś chce się pobawić, poeksperymentować ze mną, zapraszam, razem będzie raźniej.

Myślałam o tym, od czego tak naprawdę zacząć (zarówno ten cykl, jak i ogólnie to, co ma na celu cały ten eksperyment). I długo nie musiałam myśleć, bo niemalże od razu przypomniałam sobie o pewnej książce i o zadaniu, które gdzieś tam, wśród tych czterystu stron, było do wykonania. Było inne niż wszystkie, intrygujące i ogromnie byłam ciekawa, jak sama się w tym sprawdzę. Albo czy jestem na tyle kreatywna i mam wyobraźnię.

Zadanie polegało na tym, aby wziąć do ręki czystą kartkę i długopis i od góry do dołu ponumerować ją od 1 do 100. A potem... spisać swoje sto marzeń :-) Ową książkę czytałam dwa lata temu i nadal tkwi tam między stronami moja stara kartka. Ponumerowana, ale wypełniona w... zaledwie jednej czwartej. Nie potrafiłam wtedy wymyślić więcej. Generalnie nie chodzi w tym o wymyślanie nie wiadomo jakich marzeń, chodzi o wypisanie nie tylko tych dużych, ale przede wszystkim tych zupełnie małych, jak to, że na przykład chciałabym sobie kupić nową sukienkę, iść na koncert albo na wystawę do muzeum czy zdać egzamin. Oczywiście te wielkie marzenia też tam spisałam. Wszystko co chciałam zrobić, albo żeby się wydarzyło. Wszystko co przychodziło mi do głowy. Absolutnie wszystko.
Dwa lata temu wypełniłam zaledwie dwadzieścia kilka punktów (nawet wzięłam tę kartę teraz i patrząc na nią, doszłam do wniosku, że kilka z nich się spełniło... tak po prostu).
Teraz wzięłam nową kartkę. I zaczęłam ją wypełniać od nowa :-)

Nie chodzi tutaj o to, aby od razu w ciągu godziny wymyślić 100 marzeń. Od razu wam oszczędzę wysiłku i powiem, że... nie da się. Nie zrobicie tego od razu. To może zająć tydzień, albo miesiąc... albo jeszcze dłużej. Albo w ogóle nigdy nie wymyślicie stu marzeń. U mnie ta ostatnia opcja jest najbardziej prawdopodobna. Chodzi jednak o to, aby uzupełniać kartkę wtedy, kiedy przyjdzie nam coś do głowy. Coś, co sprawi nam radość i chcemy to zapisać. I tylko nam. To mają być nasze osobiste marzenia. Chcesz założyć własną firmę i zbijać kokosy? Zapisz to. Chcesz zrobić prawo jazdy? Również to wpisz. Chcesz cały jeden dzień leżeć plackiem na kanapie i czytać książkę? Zapisz.

Wtedy zastanawiałam się, co to w ogóle ma na celu. Ale cel tego zadania jest bardzo jasny. Sami często nie wiemy, czego tak naprawdę chcemy. Czegoś, ale nie potrafimy tego sprecyzować. Tutaj każde marzenie trzeba zapisać, nawet jeśli to mają być dwa słowa: np. napiszę książkę. To jest właśnie ważne, żeby to zapisać, żeby nam nie uciekło gdzieś w zakamarkach pamięci, żebyśmy zawsze mieli dostęp do tego, czego naprawdę chcemy i o tym pamiętali. I nieważne, że marzy Ci się kurs pilota, który jest dla ciebie niemalże niemożliwy do zrealizowania. Na tym etapie to mało ważne. Ważne, że tego chcesz, więc to zapisz.

Nie będzie łatwo wymyślić tych sto punktów :-) Ale ja cały czas próbuję.
Pobawi się ktoś ze mną?... :-) A może ktoś wymyśli więcej niż 100?...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli