Zadbać o włosy, czyli wyzwanie na lipiec

włosowe wyzwanie na lipiec

Postawiłam sobie w tym miesiącu cel - taki tylko dla siebie, a który powinnam postawić już daaawno temu - włosy! Jeszcze półtora roku temu miałam długie włosy... co z tego, skoro zniszczone, a końcówki wręcz połamane (i to do tego stopnia, że jeden włos dzielił się na kilka, a złamany był czasem w kilku miejscach - pewnie efekty przez długi czas używanej prostownicy)... Hodowałam te włosy kilka lat, jednak były tak zniszczone, że nie pożałowałam, obcięłam. Wcześniej co prawda nie robiłam z nimi nic oprócz mycia szamponem i nałożenia odżywki (bez niej się nie obędzie). Czasem (ale to od święta) nałożyłam jakąś maskę, potem (krótko przed ścięciem) poczytałam o olejowaniu. Niestety na olejowanie i to, żeby coś pomogło, było już za późno.

Włosy ścięłam na długość do ramion, i taką długość mam do tej pory, raz krótszą do szyi, raz dłuższą (jak już odrosną), mniej więcej tak, jak rok temu w Krakowie. Ostatni raz włosy ścięłam w połowie kwietnia tego roku. Od tamtego czasu ich nie ruszałam i są trochę dłuższe, niż te ze zdjęcia profilowego.

Jest jeszcze jeden powód tego, że zdecydowałam się na ścięcie włosów - wypadały. Włosy wypadają mi, odkąd pamiętam. Tak, jest to na pewno jakiś skutek farbowania, prostowania, pewnie jakiejś nieodpowiedniej diety sto lat temu, ale w zasadzie nigdy nic mi tak naprawdę na wypadanie włosów nie pomogło. Ach! Jest takie coś - pokrzywa, którą uwielbiam, i którą piję codziennie, ale... dwa miesiące temu pod wpływem skoku hormonów znowu zaczęły wypadać. Wcześniej je obcięłam, bo krótsze włosy mniej wypadają, teraz, od dwóch miesięcy, problem wrócił. Pokrzywa już nie daje rady. Krócej ich ścinać nie chcę, bo właściwie jedynym wyjściem byłoby chyba dla mnie ogolenie się na zapałkę, ale... ja chcę te włosy trochę zapuścić.

Tak, kobieta zmienną jest, a ja nie jestem wyjątkiem i chociaż nigdy nie żałowałam, że ścięłam włosy, to jednak chyba... tęsknię za tym, gdy były długie... 

Postanowiłam więc, że w końcu coś z tym zrobię. Pokrzywa się poddała, chociaż nadal ją piję, szukam więc nowych sposobów na wzmocnienie włosów. Lipiec więc ogłaszam dla siebie miesiącem włosów (a może by tak co miesiąc postawić przed sobą jakieś nowe wyzwanie, tylko dla siebie?...). Poczytałam, stałam się trochę mądrzejsza (a może mi się tylko tak wydaje) i postawiłam na: 

jantar

Jantar - oj dużo dobrych rzeczy o nim słyszałam, podobno hamuje wypadanie, niektórym przyspiesza wzrost, a praktycznie wszyscy po jego stosowaniu zauważają wysyp tzw. "baby hair"... Cóż, mi w sumie najbardziej zależy na tej pierwszej właściwości, dlatego kupiłam ten już legendarny wręcz jantar i od dziś zaczynam wcieranie... Producent zaleca go używać codziennie przez 3 tygodnie, potem zrobić kilkudniową przerwę i ponowić kurację. Ja mam jantar dokładnie ten ze zdjęcia powyżej z Farmony - mam nadzieję, że buteleczka starczy mi na miesiąc, po miesiącu zobaczymy, czy coś się zmieniło...

Olejowanie - wracam do tego! Jeszcze przed ścięciem moich długich włosów stałam się wielką fanką olejowania, co prawda nie naprawiło to moich zniszczonych końcówek, ale naprawdę pomagało ogólnie na kondycję całych włosów i skóry głowy... A gdy ścięłam... jakoś tak zapomniałam o tym... Teraz mam zamiar olejować włosy przynajmniej raz w tygodniu - nie ma, że się nie chce czy nie starcza czasu - musi starczyć!

serum z olejkiem arganowym

Serum na końcówki - codziennie! Obecnie mam serum z olejkiem arganowym firmy Marion, na końcówki sprawdza się świetnie (głównie na sucho), ale do tej pory (znowu to samo) zapominałam i używałam go sporadycznie. Teraz mam zamiar nakładać codziennie. Nie mogę dopuścić do tego, że znowu zniszczę końcówki, bo zapuszczanie mija się wtedy z celem, nie?

Poza tym odżywka po myciu szamponem to zawsze konieczność - bez tego moje włosy w ogóle się nie układają i są suche. Jedna z moich ulubionych to Jedwab z Joanny - po prostu jest cudowna dla moich włosów. Są gładkie i łatwiej się układają. No ale nie hamuje wypadania niestety. 

odżywka joanna jedwab

Przez cały lipiec mam zamiar zadbać o włosy właśnie powyższymi sposobami i za miesiąc może pochwalić się efektami. W zasadzie najbardziej jestem ciekawa, jak zadziała u mnie jantar, bo to dla mnie nowość i czy faktycznie zahamuje wypadanie.

Zamówiłam też jeszcze jeden specyfik - zachwalany w internetach, hit włosowy i w ogóle same superlatywy, i jestem go ogromnie ciekawa... Chodzi o Andreę (przeczytałam o niej pierwszy raz właśnie u Ani). Na razie jednak nic o nim nie napiszę, bo zanim wpadnie w moje łapki, pewnie minie z jakiś miesiąc (pierwszy raz zamówiłam coś z AliExpress, ale za takie pieniądze to żadne ryzyko). Więc szybko pewnie nie pochwalę się efektami, ale jestem go ogromnie ciekawa (o ile przyjdzie, bo jakoś abstrakcją dla mnie jest przesyłka z Chin) :-) 
Jeszcze mam na oku kozieradkę, zachwalaną przez koleżankę - jak jantar nie da rady, to ona pójdzie w ruch.

Wracając jednak do jantaru - macie z nim jakieś doświadczenia? Dobre czy złe?  A może jeszcze jakieś sposoby znacie na piękne włosy i mi coś podpowiecie? Jestem otwarta na rady i propozycje :-) Na eksperymentowanie też, byle nie wypadły mi wszystkie :P
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli