Morze, prawo jazdy oraz o tym, jak zaliczyć sesję bez nauki [podsumowanie lipca]

podsumowanie miesiąca

Że zaliczyłam sesję bez żadnego przygotowania to może trochę przesada, bo się uczyłam... Tyle, że miałam do wyboru z czegoś zrezygnować na koszt czegoś, z czego ostatecznie wynikło to, że na jeden egzamin byłam przygotowana dobrze, na drugi gorzej. U mnie na uczelni wszystkie egzaminy są ustne (nienawidzę ich!), a wiadomo, jak to jest z ustnymi - trafi się na pytania, albo nie trafi. Na jeden, ten dobrze przygotowany, trafiłam... Na drugi już nie. Moje szczęście jednak, że ze wszystkich profesorów egzaminujących trafiam na tych "najlepszych" w tym sensie, że po prostu najlepiej u nich zdać :-) Więc żaden ze mnie przykład studentki, która nie uczy się, wszystko zapamiętuje i zdaje - wręcz przeciwnie, w naukę muszę włożyć zawsze sporo czasu i pracy. Niech Was nie kusi brać ze mnie przykładu typu: nie uczę się, i tak zdam! 

Ogólnie lipiec był bardzo dobrym miesiącem. Naprawdę. Chyba jednym z lepszych ostatnio. Pozałatwiałam część spraw na uczelni, więc miałam namiastkę wakacji. W pracy również rozpoczęłam urlop, z TeŻetem zwiedziliśmy Trójmiasto, było naprawdę super. Byłam tam raz jakieś wieki temu na wycieczce szkolnej, kiedy modne jeszcze były takie kierunki, jak morze czy góry (swoją drogą nie wiem, gdzie się teraz jeździ na wycieczki szkolne... jeździ się w ogóle?), pamiętam z tego tyle, co nic. Nawet Neptuna nie pamiętam. Więc fajnie było sobie co nieco przypomnieć, a raczej odkrywać na nowo. Chciałabym mieć więcej czasu i pieniędzy na takie małe nawet wycieczki... Naprawdę.



Co nieco Wam uszczknę z tego naszego wyjazdu nad morze w jednym z następnych postów :-) Chcecie? Bo dzisiaj zapraszam tylko na Instagrama... Fotek jeszcze nawet nie zgrałam na dysk, ale będą i wywoływane, choćby do Project Life'a.

No i mój hit ostatnich dni: tadam, zapisałam się na kurs prawa jazdy. W końcu. Chociaż zaczęłam się zastanawiać, czy ja naprawdę nie jestem już za stara na to. Poważnie tak pomyślałam. Teraz jestem pełna obaw, bo ja faktycznie nigdy nie siedziałam za kierownicą samochodu. No ale wszystko jest dla ludzi, prawda? Poza tym odkryłam, że ja mam trochę inne podejście do tego kursu, bo naprawdę chcę się nauczyć jeździć. Nie zdać, ale nauczyć. A z tego co zauważyłam, większość robi to dla papierka. Cóż, a potem nie brakuje wariatów na drogach...

Tylko książek trochę mało przeczytałam w lipcu, ale tłumaczę to sobie nauką do sesji. Czasem coś trzeba poświęcić, żeby dostać coś innego... Teraz ponadrabiam.

Ciekawa jestem, jaki będzie sierpień... A jak tam Wasze lipce? :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli