Szanuj swój czas! (i olej tych, którzy tego nie robią!)

szanuj swój czas

Miałam kiedyś znajomą. Notorycznie spóźniała się na spotkania. Zawsze. Wiadomo, że czasem coś nam wypadnie niespodziewanego, czasem stoimy w korkach i nie jesteśmy w stanie pojawić się wcześniej. Ale ona spóźniała się za każdym razem, nie siląc się nawet na wymówki. W końcu powiedziałam dość. Na jednym ze spotkań czekałam 15 minut. Potem poszłam do domu. Na kolejnym zrobiłam to samo. Na trzecie z kolei się nie spóźniła. Po raz pierwszy. Ale ta nasza znajomość gdzieś potem po drodze wygasła. Ciekawe czemu?...

Dzisiaj i w ogóle ostatnio miałam dość podobną sytuację, tylko osoba, na którą czekałam, o trochę innym charakterze. Zaliczenie na studiach. Umawianie się przez maila na określoną godzinę, potem zmieniona na o wiele wcześniejszą na prośbę profesora. Przyszłam na czas, nawet przed czasem. Stoję i czekam. Czekam 15 minut, czekam pół godziny. 45 minut. Już mam zrezygnować, chociaż to ważne, to jednak praca też jest ważna, a ja powinnam w niej być od 1,5 godziny. W końcu jednak się zjawił. Po godzinie. Ja rozumiem, czasem są korki, tym bardziej w Warszawie. To normalne. Ale to się nie zdarzyło jeden raz. Spóźniał się zawsze (!) na pierwsze sobotnie zajęcia. Zawsze co najmniej pół godziny. My staliśmy pod salą i czekaliśmy, bo co mieliśmy robić. Nigdy nawet nie przeprosił za spóźnienie. 

Wiecie, ja strasznie nie lubię marnować swojego czasu. Nie cierpię stać w długich kolejkach, bo zaraz mam myśli typu: mogłabym zrobić zamiast tego jeszcze to, i tamto... Nienawidzę chodzić na pocztę, bo na mojej poczcie są zawsze ogromne kolejki. Zawsze! (Ostatnio o wiele bardziej polubiłam paczkomaty, jeśli już coś chcę wysłać.) Kolejka jest w mięsnym i w piekarni rano. Dlatego tak sobie zawsze obmyślam plan działania, żeby w tych kolejkach nie stać, a jak już stoję, mieć coś do czytania przy sobie. Inaczej tej kolejki nie przetrwam. I nienawidzę, jak ktoś się spóźnia. Te 15 minut jeszcze wytrzymam, ale dzisiaj już mi nerwy siadły, bo czekałam na ważne zaliczenie rano, spieszyłam się również do pracy. Gdybym weszła o umówionej godzinie, byłabym w pracy godzinę wcześniej. Teraz tę godzinę muszę odrobić (i dwie pozostałe, na które miałam to zaliczenie zaplanowane...).

Ja byłabym w stanie zrozumieć to jednorazowe spóźnienie, nawet gdyby to było i półtorej godziny. Ale facet się spóźniał zawsze. A dzisiaj już przeszedł samego siebie. Profesor z kolekcją tytułów przed nazwiskiem... Nie wiem, co o tym myśleć, bo to jest po prostu niepoważne...

Dzisiejsza sytuacja była dość wyjątkowa, czekać musiałam, bo zależało mi na tym, aby dziś załatwić tę sprawę, mieć z głowy przedmiot, który mnie kompletnie nie interesuje, poza tym to wykładowca, jakiś tam (niby) autorytet... (chociaż i tak powiedziałam sobie, że czekam określoną ilość czasu, i dość, wracam - na szczęście zjawił się w ostatniej chwili...)

Ale ogólnie rzecz biorąc - nie cierpię takich sytuacji. Nie lubię, gdy ktoś nie szanuje mojego czasu, bo mój czas dla mnie samej jest na wagę złota - nieważne, czy akurat przygotowuję się do ważnego egzaminu, czy chcę poleżeć do góry brzuchem. Zwykle jednak mam zaplanowany dzień i naprawdę nie mam ochoty marnować go na to, czego robić nie chcę. Na szczęście grono moich znajomych myśli podobnie o sobie i szanuje czas innych. A to, że jest ich malutko - nieważne. Dla mnie teraz ważniejsza jest jakość, nie ilość. I to, czy ktoś szanuje mój czas, czy go marnuje, jest jedną z pierwszych rzeczy, na którą zwracam uwagę przy nowych znajomościach. 

Chociaż... powiem Wam szczerze... kiedyś byłam ogromnie nieśmiała i moim marzeniem było mieć masę znajomych. Nawet kosztem własnej siebie. W końcu jednak zrozumiałam, że nie tak powinno być. Na szczęście to czasy zamierzchłej, szkolno-nastoletniej przeszłości :-)

Szanujmy siebie i swój własny czas. Nikt inny za nas tego nie zrobi. A czasu niestety nie da się zatrzymać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli