Chcesz zachować radość życia? Nie idź na studia!

czy warto studiować

Czerwiec. Dla studentów to dość intensywny miesiąc - chodzi o naukę oczywiście. Czas sesji egzaminacyjnych. Chwila prawdy, podczas której okaże się, czy na 3 miesiące będzie można zapomnieć o nauce, czy wręcz przeciwnie przez kolejne trzy miesiące gdzieś z tyłu głowy będą obecne wyrzuty sumienia i głosy, który powtarzają: "Ucz się! Powinnaś się uczyć, a nie sięgać po kolejny kryminał"...

Pomysł na tytuł dla tego tekstu, nie będę ukrywać, ściągnęłam od Dr Lifestyle, mam nadzieję, że mi wybaczy, ale... pasuje wręcz idealnie do mojej obecnej sytuacji... :-) Tak idealnie, że już bardziej się nie da. I coś w tym jest, bo jednak podziela to zdanie większość osób z mojego roku. Wszyscy jesteśmy okropnie zmęczeni. Wypaleni do cna. Tak, że już bardziej się nie da, czekamy na koniec, wypatrujemy go niczym zbawienie. Jak to się stało, że tacy pasjonaci (bo nie uwierzę, że na taki kierunek idą ci, co nie mają pomysłu na siebie ani na studia, ani tym bardziej ci, którzy chcą zarabiać konkretną kasę) po trzech latach studiów mają już wszystkiego serdecznie dosyć... Czy problem tkwi w uczelni, w utrudnianiu studentowi życia na każdym kroku, w wykładowcach, czy w nas zwyczajnie... Ale jeśli w nas samych, to żeby tak naprawdę wszyscy naraz?

Zapisywałam się na te studia z wielkim entuzjazmem. Naprawdę. I ostatecznie miałam ogromne szczęście, że w końcu zaczęłam studiować, bo po drodze do nich miałam różne perypetie, które mi to skutecznie utrudniały. Głównie za mało chętnych. W trzech uczelniach, po jakimś czasie po złożeniu dokumentów, usłyszałam: "Nie uruchomimy kierunku, za mało osób"... Teraz, kiedy ja naprawdę na starość chciałam iść na te studia, chciałam się uczyć, miałam taki zapał... W ostatniej chwili stał się cud. Dosłownie w ostatniej się udało.

Pierwszy rok minął z minimalną ilością stresów, chociaż tych też nie zabrakło, szczególnie podczas sesji egzaminacyjnych. Drugi rok też był okay, ale już nie tak entuzjastyczny, jak poprzedni. Nie to że trudniej, niee. Po prostu, jakoś tak już mniej zapału, i nie tylko u siebie to zaobserwowałam. Teraz, na trzecim, już wszyscy mamy dosyć. Wszyscy bez wyjątku. I podejrzewam, że ma w tym swój udział jedna z najlepszych uczelni w Polsce. Może za ambitna? Może my wszyscy przyszliśmy tu tylko i wyłącznie dla tego papierka, który u większości z nas i tak nic specjalnego nie zmieni w życiu zawodowym... Bo kokosów zarabiać na pewno nie będziemy. Tak, to jest jednak kierunek dla pasjonatów, takich jak ja. Tyle, że przez te wszystkie trzy lata ta pasja gdzieś tam coraz bardziej się ulatnia. Jest za to coraz więcej problemów na głowie, coraz mniej czasu na naukę, a samej nauki coraz więcej... Może to po prostu przez to, że prawie każdy z nas zaczynał studia nie pracując, a w ich trakcie prawie każdy zaczął pracować? Może takie są uroki państwowych uczelni, gdzie wymagają od studentów tyle, że ten student potem już nie ma na nic siły? Ciągle myśli o nauce, egzaminach, kolokwiach i... ta radość życia też gdzieś ucieka?

Ja się właśnie tak w tej chwili czuję. Coraz więcej zaległości, coraz więcej wyrzutów sumienia, brak motywacji do nauki. I mam wrażenie, że zamiast rudości na mojej głowie niebawem zacznie się pojawiać coraz więcej siwych włosów. Męczą mnie te studia i z jednej strony cieszę się, że to ostatni rok, że koniec, że napiszę pracę i będę mieć wolną głowę od tego wszystkiego. Z drugiej strony wiem jednak, że po tym roku przerwy, który mam zamiar zrobić, pewnie znowu odzyskam swój zapał i pójdę dalej... :-) Taka już jestem - lubię ponarzekać, a potem znowu włażę do tej samej rzeki... :-)

Ale coś jednak jest w tym tytule, że tak dobrze się z nim utożsamiam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli