Atmosfera w pracy - czy jest w ogóle ważna?...

atmosfera w pracy

Chociaż moim marzeniem zawsze była praca dla samej siebie, nadal pracuję na etacie. Tak, to jest jedno z moich chyba największych marzeń, aby być szefową dla samej siebie, żeby nikt mi nie mówił, co powinnam i co mam zrobić, żeby móc się podczas pracy maksymalnie wyciszyć i skupić, a to jestem w stanie zrobić tylko i wyłącznie, gdy jestem sama. Podobnie zresztą jest z nauką. W dalszym ciągu jednak marzę o tym, że kiedyś będę pracować tylko dla siebie. Nie dla korporacji, nie dla żadnej małej lub dużej firmy - w chwili obecnej jednak nadal pracuję na etacie, można powiedzieć: w małej, rodzinnej niemalże firmie. Codziennie rano wstaję, aby do tej firmy dotrzeć, codziennie popołudniu z niej wychodzę. Nie pracuję w domu, chociaż to też zawsze było moim marzeniem. Jeszcze się nie spełniło.

Miałam tych swoich prac w życiu już całkiem sporo. Zaczęłam jeszcze na pierwszych studiach (żeby nie było, tylko licencjat, na dodatek bez dyplomu), z grubej rury wyjeżdżając ni stąd, ni zowąd za granicę. Tak, moja pierwsza praca to była praca na emigracji, w dodatku dość ciężka i fizycznie, i psychicznie. Ale wyjechałam, bo bardzo chciałam wyjechać. Nie była to jednak praca moich marzeń. Pracowałam dużo, dużo marzyłam o dniach wolnych (taka ze mnie marzycielka przez całe życie), bo już w pierwszym tygodniu wiedziałam, że to nie jest to. Tak było też z kolejnym moim zajęciem, bardzo podobnym do poprzedniego. Po dwóch latach wróciłam do Polski, żeby znaleźć już pracę tutaj - lepszą czy gorszą, to zależy, jak na to spojrzeć. Na pewno lepszą, bo już nie stricte fizyczną, ale... pełną stresu, użerania się, ciężką psychicznie. Wytrzymałam prawie 3 lata. Nieźle. Miałam jeszcze kilka małych epizodów, trafiłam nawet do miejsca moich marzeń, które popchnęło mnie do studiów na obecnym kierunku. Teraz pracuję w małej firmie, w ogóle nie związanej branżą ani z moimi studiami, ani w ogóle z niczym, z czym miałam do czynienia w całym swoim zawodowym życiu.

Przez wszystkie te moje prace, które wcześniej wykonywałam, nie miałam poczucia, że jestem na swoim miejscu. Nigdy nie pomyślałam, że z przyjemnością chodzę do pracy, że ją lubię. Naprawdę nigdy. Zastanawiałam się często, dlaczego tak jest. Czy to ze mną jest coś nie tak, że na wszystko narzekam? Że cały czas kręcę nosem? Że non stop coś mi nie pasuje? Czy może jeszcze w czymś innym tkwi problem, może w ludziach, z którymi pracowałam, albo z miejscem, albo bóg wie z czym jeszcze? Może nie jest tak, że wszystkich swoich dotychczasowych prac nienawidziłam, ale jedną lubiłam mniej, inną bardziej od innych, żadnej jednak do tego stopnia, że chodziłam tam z przyjemnością i mogłam powiedzieć: Kurcze, ja naprawdę lubię swoją pracę!

Do teraz. Dopóki nie zaczęłam pracować w tej małej firemce, która w ogóle nie jest związana z niczym, z czym miałam dotychczas do czynienia, z branży, z którą nie wiążę absolutnie żadnej swojej przyszłości, i w ogóle nie sądziłam, że kiedyś do takiej trafię. Trafiłam. I zostałam. I po raz pierwszy mogę powiedzieć (naprawdę po raz pierwszy w życiu, ja naprawdę nie przesadzam!), że... lubię swoją pracę. Lubię do niej chodzić, mimo że jest to praca na etacie, a ja zawsze marzyłam o samozatrudnieniu. Mimo że wcale nie robię tego, co mnie zawsze interesowało i interesuje. Że nie jest to praca moich marzeń. Lubię ją i już! Dlaczego? Co sprawia, że ludzie chodzą do pracy z przyjemnością (pewnie niewiele takich jest...), mimo że niekoniecznie lubią to co robią, i dlaczego praca naszych marzeń czasem nas kompletnie nie satysfakcjonuje i jej nie lubimy?...

Wiecie, co to jest?... Atmosfera.

I ja tu mam na myśli głównie ludzi, z którymi pracujemy. Nie oszukujmy się, nasi współpracownicy to ludzie, z którymi spędzamy większość naszego czasu, naszego życia nawet... Ja jakoś do tej pory nie miałam szczęścia do ludzi. Niby fajni koledzy, ale... zawsze było gdzieś to ale, a nawet zdarzyło mi się pracować w miejscu, gdzie notorycznie ktoś na kogoś donosił... Bez komentarza. Zawsze ta atmosfera była jakoś zachwiana...

Po raz pierwszy w życiu nie mam takiego poczucia. Wiem, że pracuję z fajnymi ludźmi i mimo tego, że nie zarabiam tam kokosów, że niekoniecznie robię to, co chciałabym robić - to lubię swoją pracę. Głównie ze względu na atmosferę tam panującą. Nie mówiąc już o tym, że po raz pierwszy mam wrażenie, że zostałam tam potraktowana poważniej, niż w poprzednich moich miejscach pracy, już na samym początku. To również sobie cenię.

Ciekawa jestem, czy przyczyniło się do tego również to, że od jakiegoś czasu trochę inaczej też patrzę na pracę zawodową. Że mniej narzekam, więcej cieszę się chwilą tu i teraz, mniej przejmuję. Pewnie też jakiś wpływ to ma na wszystko...

A Wy co sądzicie? Czy dla Was atmosfera w pracy jest ważna? Czy nie? Bo ja uzmysłowiłam to sobie wcale nie tak dawno, że owszem, dla mnie jest bardzo ważna, jeśli nie najważniejsza. I po raz pierwszy nie myślę o zmianie pracy, po raz pierwszy mam wolną od tego głowę, bo ja po prostu... lubię chodzić do swojej pracy. I tyle.

A Wy?...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli