Wiosenne porządki w (jeszcze) mojej zimowej biblioteczce


Myślałam już nad tym od bardzo, bardzo dawna... Jednak nie mogłam się zebrać w sobie, bo sentymentalna ze mnie bestia i przywiązuję się do rzeczy - tak po prostu. Jednak z drugiej strony medalu tkwi we mnie coś z minimalistki... I ta druga dusza właśnie coraz częściej się we mnie odzywa.


Dzisiaj będzie więc o porządkach wiosennych. Tak, chociaż wiosna już się zaczęła na dobre (chociaż częściej chyba deszczowa niż słoneczna), to ja nadal tkwiłam w zimie, a pora się z tego zimowego snu otrząsnąć. To, co postanowiłam zrobić, chciałam zrobić już dawno temu, a utwierdziła mnie w tym postanowieniu ostatnia przeprowadzka ponad miesiąc temu. Wiecie, co jest zawsze najtrudniejsze do przeniesienia z jednego miejsca do drugiego? O ile oczywiście nie ma się ciężkich mebli... Nie ubrania, nie naczynia kuchenne... To są książki. Ciężkie jak cholera, miejsca zajmują dużo... Chociaż ja wiele ich nie posiadam, to jednak okazało się, że za dużo. Książek, które przeczytałam, które bardzo mi się podobały, ale nie oszukujmy się, ja już do większości z nich więcej nie wrócę. Jasne, są takie, których nie pozbędę się za żadne skarby i będę je za sobą wozić do końca życia, ale są takie, z którymi właściwie nie będzie mi szkoda (a może i będzie, ale nie aż tak bardzo) się rozstać. 
Przekonała mnie do tego jeszcze jedna rzecz: post opublikowany kilka dni temu na blogu Simplicite. Postanowiłam - więc oto i ten post.

Najpierw z propozycją postanowiłam się zwrócić do Was - moich czytelników, bo Wy macie pierwszeństwo i zawsze specjalne względy - jeśli kupno którejkolwiek z książek Was zainteresuje, to piszcie. Większość z nich sprzedam nie drożej jak za 12, 15 zł, resztę za jeszcze mniej. Może i są to grosze, ale nie zależy mi szczerze mówiąc na kasie - chcę się po prostu ich pozbyć, a jeśli ucieszą kogoś z Was, ja też się będę cieszyć. U mnie na półce stoją i się kurzą. Kontakt na maila mile widziany. No i oczywiście bohaterowie - dużo bohaterów - dzisiejszego posta:







Na końcu podręczniki i słownik, którymi pewnie nie będziecie zainteresowani, ale jeśli jednak, to będę się cieszyć - je też sprzedam taniej. Seria Diany Gabaldon jest również wyjątkowa, bo po angielsku (kupiona jeszcze w Wielkiej Brytanii - tak, stamtąd też taszczyłam książki!) i bardzo chciałabym ją sprzedać w całości (chociaż nie będę bardzo uparta...) Za jakiś czas wszystko, czym nie będziecie zainteresowani, wyląduje na Allegro. Jak widać, są tu również całe serie - dla kogoś, kto będzie zainteresowany kupnem kilku książek naraz, z chęcią obniżę cenę jeszcze bardziej. Jedyne, co trzeba doliczyć, to koszt przesyłki - do uzgodnienia. Większość z tych pozycji jest w ogóle nie zniszczona prawie w idealnym stanie, a o wszystkich odchyleniach od normy będę informować bezpośrednio zainteresowanych... 

trinity801@autograf.pl

Przeczytałam gdzieś fajne zdanie, że nie ilość książek w domu świadczy o tym, czy ktoś czyta dużo, czy mało... i... zgadzam się z tym w stu procentach.

To jak, skusicie się?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli