Urodzinowe podsumowanie kwietnia

Urodzinowe podsumowanie kwietnia


Wiecie co? Ja chyba cały czas żyję marcem... Nawet teraz, w tytule, chciałam zrobić podsumowanie marca, jak myślę o swoim Project Life'ie, też ciągle myślę o mojej pierwszej tak naprawdę, rozkładówce marcowej... Hej, gdzie mi uciekł jeden miesiąc po drodze?... Bo tu się nagle okazuje, że za kilka dni mamy już... maj!

Migawki z Malborka

Migawki z Malborka


Przeglądałam ostatnio swoje zdjęcia... Te na dysku w laptopie głównie, celem wybrania ulubionych fotek z Krakowa, by krakowskim akcentem z zeszłego roku rozpocząć swój Project Life. Mam wrażenie, jakby mój i mojego TeŻeta urlop w Krakowie był niespełna miesiąc temu. A tu już tyle miesięcy minęło... Ale o upływającym czasie nie będę się rozpisywać. Bo podobne poczucie mam co do Malborka. Byłam tam jeden raz w życiu, prawie cztery lata temu. A wrażenie, jakby co najwyżej kilka miesięcy minęło, a nie kilka lat.

Project Life - co to właściwie jest?...

Project Life - co to właściwie jest?...


Od dłuższego czasu myślałam o albumie... Pamiętacie? Kiedyś wywoływało się fotki u fotografa, wrzucało do albumów i przy różnych zlotach rodzinnych albo po to, żeby sobie co nieco powspominać, wyjmowało i przypominało... Teraz większość z nas ma zdjęcia w telefonach, aparatach, robi się je praktycznie codziennie (w przeciwieństwie do kiedyś, wtedy aparat fotograficzny to było coś!), trzymane są na dyskach twardych komputera... Kto z nas ma jednak jeszcze albumy na półkach?... Teraz albumy tworzy się na fejsie...

Wiosenne porządki w (jeszcze) mojej zimowej biblioteczce

Wiosenne porządki w (jeszcze) mojej zimowej biblioteczce


Myślałam już nad tym od bardzo, bardzo dawna... Jednak nie mogłam się zebrać w sobie, bo sentymentalna ze mnie bestia i przywiązuję się do rzeczy - tak po prostu. Jednak z drugiej strony medalu tkwi we mnie coś z minimalistki... I ta druga dusza właśnie coraz częściej się we mnie odzywa.

O stosikach wiosennych

O stosikach wiosennych


Wiosenne czytanie zacząć czas. Właściwie to już zaczęłam jeszcze przed wiosną, ale ostatnio nazbierało się trochę nowych książek na mojej półce... Los się do mnie uśmiechnął i nawet wygrałam rozdawajkę, więc na brak książek do czytania nie mogę narzekać - większość z nich i tak jest ukradziona z półki mojej Siostry (za jej wiedzą oczywiście), więc wrócą do właścicielki za jakiś czas...

Ludzie, którzy jedzą ciemność

Ludzie, którzy jedzą ciemność


Chociaż już cztery dni kwietnia za nami, ja zaczynam go tutaj właśnie teraz... Pierwszym postem w kwietniu o książce, od której nie mogłam się oderwać i postanowiłam przeczytać ją jak najszybciej, kosztem innych zajęć i nauki... To jest właśnie książka, z którą spędziłam święta wielkanocne w tym roku. Taka niepozorna okładka nie mówiła mi zupełnie nic, jednak cieszę się, że na nią trafiłam... Że poleciła mi ją właściwie moja Siostra, niemalże wcisnęła w ręce, mówiąc: "Masz, czytaj!". Jestem jej ogromnie wdzięczna.

Ludzie, którzy jedzą ciemność to reportaż. Wydarzenia w niej opisane są prawdziwe. I to chyba czyni tę książkę tak poruszającą, tak ciekawą i tak przerażającą zarazem. To właśnie ten fakt czyni Tokio, miasto, o którym tu mowa, miasto, które jest jednocześnie również bohaterem książki, jeszcze bardziej tajemniczym, intrygującym, niezrozumiałym dla nas, Europejczyków. A zdawałoby się, co również potwierdzają statystyki, że to jedno z najbezpieczniejszych miast na świecie...

Dwudziestoletnia Lucie wyjeżdża do Tokio po to, aby dorobić - praca hostessy wydaje się być wymarzonym zajęciem, aby w łatwy sposób dorobić i spłacić niewielki dług. Jednak pewnego dnia dziewczyna znika, wszelki ślad po niej ginie. Tajemniczy nieznajomy, który dzwoni do jej przyjaciółki kilka dni po zniknięciu Lucie twierdzi, że wstąpiła ona do sekty i nie ma sensu dalszy z nią kontakt. Jednak ani przyjaciółka w Tokio, ani rodzice i siostra w Londynie nie mogą w to uwierzyć. Rozpoczyna się więc walka - z tokijską policją, japońskim wymiarem sprawiedliwości, ale przede wszystkim z tym, kto ma coś wspólnego z zaginięciem Lucie. Nikt jednak nie wie, kto to taki i gdzie szukać jakichkolwiek śladów...

Nie wiem, czy mieliście kiedykolwiek w rękach tę książkę... ja nawet wcześniej o niej, przyznam się szczerze, nie słyszałam. Jednak wciągnęłam się w tę historię już po kilku stronach. I trzyma w napięciu niemalże do ostatniej. Poza tym cały czas majaczy gdzieś z tyłu głowy poczucie, że to jest przecież prawdziwe, to naprawdę się wydarzyło... Trudno w to wszystko uwierzyć, jest się w szoku i uczuciu przerażenia wręcz... Co innego, gdyby to była fikcja literacka, takie historie zupełnie inaczej się odbiera od tych autentycznych. Być może właśnie dlatego, że ta książka to reportaż, aż do tego stopnia była w stanie wbić mnie w fotel... To nie jest niestety historia, która dobrze się kończy, tego się można domyślić już na samym początku i to jest oczywiste... Ale prawdy szybko się nie dowiemy... I dlatego czyta się ją z taką ciekawością...


Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli