Przekleństwo, Zdobycie Kołobrzegu. Psie Pole

Pisałam ostatnio o czytanych przeze mnie starociach... Nie ma lepszej książki, która by pasowała do tego miana, jak powieść Karola Bunscha... Jednak jest on doskonałym przykładem tego, że są książki, które są ponadczasowe, które się czyta mimo upłyniętego od ich wydania czasu. Ciekawa jestem, czy odkąd maltretuję Was i bloga tym autorem, ktokolwiek przekonał się w tym czasie do niego. Jest taka osoba? Jeśli nie, to po raz kolejny muszę napisać: Warto! Mało jest takich powieści, które nie tylko są ponadczasowe, ale też uczą, pozwalają się sobą delektować, cieszyć każdym przeczytanym słowem... Ja mam tak właśnie z cyklem piastowskim Karola Bunscha. 

Zarówno Przekleństwo, jak i następna część Zdobycie Kołobrzegu. Psie Pole w niczym nie ustępuje poprzednim częściom. Wiadomo, że czasem jakaś część bardziej chwyta za serce niż inna, ale naprawdę wszystkie z nich są warte tego czasu przy nich spędzonego. Karol Bunsch miał wielki talent do pisania i zainteresowania czytelnika. A jego opisy!... Głównie opisy przyrody. Jestem zaskoczona realizmem, z jakim autor opisuje naturę, jak tworzy klimat - nikt tak nie potrafi. Z nim czujemy się częścią tych historii, jednym z bohaterów. To jest cecha nie tylko tych dwóch, przeczytanych przeze mnie ostatnio części, to jest absolutnie cecha wszystkich jego książek...

Zima naskoczyła z nagła, srogi wicher z północy naniósł śniegowych chmur, które wytrzepały swą zawartość na lasy i łęgi. Gałęzie drzew mozolnie dźwigały zamarzniętą okiść, pochylone pod ciężarem, pola leżały wygładzone i białe jak nie zapisana karta pergaminu.
Gdy jednak wiatr zebrał resztę chmur i poleciał dalej, ziemię ścisnął mróz, a śniegowa biel zapisywać się zaczęła niezliczonymi śladami: jak podwójny łańcuszek paciorków kręciły się tu i tam odciski drapieżnych łapek gronostaja, krzyżując się z pojedynczym łańcuszkiem lisich tropów. Nad rzeką i po zalewiskach ślad wydry zdradzał jej siedzibę pod korzeniami pochylonych nad wodą wierzb, w lesie kuna znaczyła swą dziuplę w pokręconym pniu starego buka. A wszystek zwierz w nowych, puszystych futerkach, za które srebrem pono płacą kupcy w niedalekim Głogowie.
(Psie Pole)

Uwielbiam cały ten cykl nie tylko za historię Piastów, ale za te opisy właśnie, tak realistyczne i tak czasami piękne...

No ale to właśnie tych historii jest tutaj najwięcej. Różnych historii, bo co bohater, to inna opowieść. Ta o Szczodrym i konflikcie z biskupem Stanisławem jest dobrze znana historykom, ale jednocześnie wiele w niej tajemnic. Bunsch nie bał się przedstawiać własnych hipotez i własnej wersji. O tym właśnie jest Przekleństwo, o klątwie nałożonej na potomków króla Bolesława. Zdobycie Kołobrzegu. Psie Pole mówi za siebie samym tytułem. Ale ja sobie cenię w tych powieściach nie tylko wątki historyczne, ale również te fikcyjne i fikcyjnych bohaterów - niekiedy są bardziej realni niż historyczni. Mam w opowieściach Bunscha mnóstwo bohaterów-przyjaciół, których bardzo chciałoby się spotkać w rzeczywistości. Niestety - albo na szczęście - są tylko w książkach. 

Będę przekonywać do tego cyklu zawsze i wszędzie. Naprawdę warto. Mimo tego, że książka ma na swoim koncie dobre kilkadziesiąt lat (tak, już w dziesiątkach trzeba jej liczyć), to dzięki temu chyba cenniejsza dla mnie od mnóstwa innych nowości, którymi zalewa nas rynek wydawniczy. Mnie się marzy, aby cały ten cykl doczekał się nowego wydania - pewnie nigdy się nie spełni, ale pomarzyć zawsze można.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli