W cieniu Pałacu Zimowego

Sankt Petersburg to jest jedno z tych miejsc, do których mnie niesamowicie ciągnie... Czytaliście kiedykolwiek Jeźdźca Miedzianego Paulliny Simons?... Nie?... Bo ja właśnie dzięki niej zauroczyłam się dawno temu tym miastem. Jest to jedno z nielicznych miejsc poza granicami naszego kraju, które naprawdę kiedyś chciałabym odwiedzić. Bardzo.

Dlatego do przeczytania tej książki nie trzeba mnie było namawiać. W zasadzie to gdy zobaczyłam sam tytuł, wiedziałam, że kiedyś po nią sięgnę. Kwestia czasu. To jest jedna z tych magicznych chwil, kiedy można poznawać jakieś miejsce w ogóle go wcześniej nie znając i nie widząc, ale wystarczą sami bohaterowie, spacerujący brzegiem Newy czy Polem Marsowym podczas białych nocy, aby poznać to miejsce tak, jakby się tam faktycznie było, jakby rzeczywiście widziało się noce jasne jak za dnia... Sankt Petersburg jest jednym z moich miast-marzeń. A W cieniu Pałacu Zimowego znowu przeniosło mnie tam, znowu pokazało swoje oblicze, znowu zaczarowało... 

Nie ukrywam, że po tę powieść sięgnęłam również ze względu na autora, tego samego, który swoim czasem wycisnął mi łzy z oczu Chłopcem w pasiastej piżamie. Jednak to Petersburg, główny miasto-bohater tej książki sprawił, że zwróciłam na nią uwagę. Ale to nie wszystkie zalety tej historii (chociaż tę uważam za najważniejszą). Lubię książki, które dzieją się równolegle w przeszłości i w teraźniejszości, lubię wspomnienia, historię, lubię konfrontować ze sobą oba czasy... Ta powieść zaczyna się bardzo smutno, ale i autor, i główny bohater, który opowiada nam całą swoją historię, udowadnia, że mimo wszystko to jest piękna, wzruszająca opowieść i że nie zamieniłby ani jednej chwili ze swojego życia. Historia życia szczęśliwego, choć nie usłanego różami, ale cóż innego jest najważniejsze w życiu, jak nie miłość i szczęście u boku bliskiej osoby?...

To jest naprawdę wartościowa książka, z Petersburgiem w tle (a czasem na pierwszym planie, co mi się najbardziej podobało), z historią prawdziwą i prawdziwymi postaciami, takimi jak car Mikołaj Romanow i cała jego rodzina, jak Rasputin... Historia tej rodziny ma wiele niewyjaśnionych tajemnic, autor przedstawia jedną z jej wersji... Tutaj niektórzy bohaterowie wcale nie są tymi, za których się podają, niektórzy zaskoczą, niektórzy rozczarują. Ale bez wątpienia nie jest to nudna opowieść, to raczej jedna z tych, w które można wsiąknąć na dobre, a po przeczytaniu poczuć spory niedosyt. Wiedziałam, że ta książka mnie zaczaruje i nie pomyliłam się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli