Pasja?... A po co mi to?...


Natknęłam się ostatnio na pewnego bloga... Hm.. w sumie ostatnio trafiam dość często na nowe dla mnie rzeczy w internecie, chociaż staram się tu nie siedzieć często... To jest jedno z moich postanowień noworocznych - odciąć się trochę od tego świata informacyjnego, od Facebooka, od wiadomości codziennych nawet (chociaż ja, historyczka, powinnam się orientować, co się dzieje na świecie, ale jakoś niespecjalnie mam na to ochotę...). Trafiłam jednak ostatnio na posta o rysunku... O tym, jak nauczyć się rysować i podobno może się do tego zabrać każdy (inną sprawą jest, jak długo będzie opanowywał tę sztukę :P). Ja zawsze byłam wielką miłośniczką rysunku, największą tego zwykłym ołówkiem... Nie potrzeba do tego wiele, wystarczy w miarę dobry ołówek i kartka, a można stworzyć prawdziwe cuda... Wiecie, że ja nawet rysowałam?... Nie było to długo, nie powstało wiele, ale gdzieś w domu rodzinnym w jakiejś teczce jeszcze te rysunki mam... Dawno temu one powstały. Przypomniały mi się one właśnie teraz, kiedy trafiłam na tego wspomnianego bloga. Wspomniany blog sprawił również, że w tej samej chwili wzięłam kartkę, ołówek do ręki... i zaczęłam rysować. Pierwszy raz od naprawdę wielu lat, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby okazało się, że minęło z dziesięć albo i więcej... A wydaje się to tak niedawno...

Pamiętam jak w szkole podstawowej miałam same szóstki z plastyki (nie chwaląc się oczywiście :P), bo już większych ocen nie dało się stawiać :-) Poważnie. Ja zawsze miałam gdzieś jakiś do tego dryg, porzucony albo i zapomniany i zaszufladkowany gdzieś w głowie, gdzie nie miał wyjścia na światło dzienne... Ale był. Zawsze. I jest tam gdzieś do dziś. Wyjrzał na chwilę i zaczerpnął powietrza właśnie teraz, kiedy wzięłam ten ołówek do ręki. I pomyślałam sobie wtedy: ej, a może ja sobie porysuję? Może czasem, gdy nie będę miała nic do roboty (tylko kiedy to będzie?...), wezmę kartkę, ołówek, i czasem coś ciekawego powstanie? Za artystkę żadną się nie uważam i nigdy nią nie będę, ale przecież od tego jest praktyka, potem idzie lepiej i lepiej, prawda? A ja naprawdę chciałabym rysować...

Tylko ze mną zawsze jest taki problem, że zaraz w następnej dosłownie chwili, myślę sobie zawsze... tylko po co? Co mi z tego, jak od czasu do czasu wrzucę do teczki kolejne bazgroły? Po co mi to? To jest mój największy problem. Że zawsze z czegoś, co robię, muszę mieć jakąś korzyść... Nie mogę robić czegoś ot tak, po prostu?... Właśnie po to, żeby robić? Żeby mieć w tym przyjemność zwyczajnie?...

Chyba po raz pierwszy (a na pewno nie zdarzało się to często wcześniej) zaczęłam o tym myśleć trochę inaczej. Że właśnie chciałabym się czegoś nauczyć dla siebie, zrobić coś dla siebie, nie mieć w tym żadnych widzialnych korzyści, po prostu mieć z czegoś przyjemność. Nawet jeśli to rysowanie będzie tylko i wyłącznie dla mojego oka, niczyjego innego (a tak będzie). Po przekroczeniu tego magicznego wieku chyba zaczęłam trochę inaczej patrzeć na pewne sprawy...

Tylko bez przerwy gdzieś tam w głowie majaczy to natrętne pytanie: "po co"?

Ciekawa jestem, co Wy o tym myślicie... Macie jakieś pasje, hobby, które jest tylko dla Was? Warto w ogóle coś takiego mieć?... Coś, co i tak nigdy nie ujrzy światła dziennego, ale sprawia Wam ogromną przyjemność?... Bo ja cały czas do takich rzeczy podchodzę jak pies do jeża, nie wiem, dlaczego... Może ktoś mnie w końcu naprawdę przekona, że jednak warto?

*tak, ten chłopiec na fotografii naprawdę jest narysowany ołówkiem. Niesamowite, prawda? To jest jedna z moich ulubionych fotografii, znaleziona dawno temu gdzieś w zakamarkach internetu... chciałabym kiedyś narysować coś tak realistycznego, bardzo bym chciała...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli