Książka na październik #3

Książka na październik #3

Tak jak Wam obiecałam dwa dni temu, kolejny post będzie z książką, która wkrótce trafi do kogoś z Was. Trzeba się tylko zgłosić po nią, wyrażając w komentarzu chęć jej posiadania oraz podając maila (to ważne, bo tylko tak się z kimś z Was skontaktuję po ewentualnym wylosowaniu - na blogu jak już pewnie zauważyliście, nie podaję żadnych wyników - szczęśliwy przyszły posiadacz dowie się o tym ode mnie drogą mailową).

Pamiętajcie! Książka jest dla kogoś, kto naprawdę chciałby ją przeczytać - taki obrałam sobie cel tej akcji. Myślę jednak, że takich osób nie zabraknie :-) Zależy mi bowiem na tym, aby te książki nie były rzucone gdzieś w kąt i zapomniane, ale żeby były czytane - myślę, że wiecie, co co chodzi... :-) Jeśli nie, w ramach przypomnienia zapraszam tutaj:

Czekam więc na wasze zgłoszenia, do niedzieli do 23:59, osoba, która ją otrzyma, dostanie ode mnie maila na początku przyszłego tygodnia i w przyszłym tygodniu też ją postaram się wysłać (o ile dostanę oczywiście adres do wysyłki - uwaga! Wysyłka tylko na terenie Polski!)


Ah, no tak, jeszcze książka... 
Oto ona:


44 Scotland Street - moim zdaniem idealna na zimne, jesienne i deszczowe wieczory.

Czekam na zgłoszenia :-)
Krótki przegląd tego, co było ostatnio, czyli przeczytane, ale nie zapomniane

Krótki przegląd tego, co było ostatnio, czyli przeczytane, ale nie zapomniane

Wypadałoby się trochę usprawiedliwić, ale co ja mam na to usprawiedliwienie?... Brak czasu przede wszystkim, ale czas można sobie zorganizować, żeby starczyło go na wszystko, prawda?... No niby tak... Faktem jest, że wrzesień mnie przyszpilił do książek i podręczników, bo sesja wrześniowa niestety o sobie przypominała co i rusz... Teraz z kolei znowu nauka... Ale powiem szczerze, że ten czas mi takim piorunem leci ostatnio, że nawet nie wiem, kiedy to wszystko minęło?... Przecież dopiero co zaczął się październik, no hola, może by tak zwolnił trochę?.. Też macie takie wrażenie, że pędzi ten czas nawet nie wiadomo kiedy i gdzie?... Ja nie wiem, kiedy ten październik zleciał, naprawdę, jakbym go przespała w większości...

Nie znaczy to, że nie czytałam, choć siłą rzeczy czytałam mniej. Wrzesień mnie dobił i czytać za dużo nie pozwolił, trochę odżyłam po sesji :-) Ale tak jakoś przede wszystkim dla Was, ale również dla siebie, chciałabym coś napisać o tych książkach, które w moje ręce ostatnio wpadły. Nie będzie to jednak pełnowartościowa recenzja, raczej kilka zdań - ciekawa jestem, czy czytaliście i jeśli tak, to jakie wrażenia Wam zostały... 


Na pierwszy ogień pójdzie więc Charlotte Link, bo... polubiłam tę autorkę, a za sprawą Ciernistej róży jeszcze większą sympatią do niej zapałałam. Dlaczego? Bo ta książka jest trochę inna, bo dopiero gdzieś w połowie drugiej połowy tej książki (tak, dopiero pod koniec praktycznie) dowiedziałam się, że to jednak jest kryminał, o czym... po prostu nie pamiętałam do tego momentu. Czytałam i czytałam i nawet nie zastanawiałam się, jakim gatunkiem jest ta książka i zapomniałam kompletnie, że to przecież kryminał i jakieś zabójstwo powinno być... Dobre, nie? Historia przeplatana teraźniejszością z przeszłością, czyta się wyśmienicie, a sam wątek kryminalny nie jest tu taki ważny, ważna jest jednak przeszłość i stosunki panujące pomiędzy bohaterami - tutaj to się wysuwa na pierwszy plan i uważam, że to był strzał w dziesiątkę. Dzięki temu ta powieść się wyróżnia po prostu.
Po Hannie Cygler spodziewałam się... hm... więcej chyba. Do tej pory czytałam jej książki i potem było mi szkoda odkładać je na półkę, a Bratnie dusze to taka zwykła, babska, że tam powiem, historia. Ciekawa, bo przeczytałam do końca i nie usnęłam, czytało się fajnie, ale czegoś mi zabrakło, co do tej pory w książkach tej autorki mogłam uchwycić - tutaj tego nie ma. Ale dobra na odmóżdżenie, a czasem potrzebuję takiej powieści.
Cóż... natomiast o Karolu Bunschu mogę... pisać i pisać. Bez obaw, nie będę się rozpisywać, chociaż byłoby o czym, a i Imiennik swoimi rozmiarami też by na to pozwolił (bo to taka gruba cegiełka). Jednak każda powieść tego autora okazuje się za krótka, nieważne, ile stron by miała... Ja się po prostu jego książkami delektuję. Poważnie :-) Uwielbiam jego literaturę, jest niepowtarzalna, po prostu. Trzeba spróbować, żeby zrozumieć. Ja tego autora po prostu uwielbiam i nic się w tej kwestii nie zmieni przez najbliższy czas.



No a tak na zakończenie dzisiejsze na pewno Wam obiecuję, że postaram się być na pewno częściej. Na sto procent mogę Wam obiecać, że w następnym poście przedstawię Książkę na październik, spóźnioną, ale będzie i będzie można się po nią zgłaszać :-)
Nie żyje Henning Mankell...

Nie żyje Henning Mankell...


Jeden z moich ulubionych autorów, tych najbardziej ulubionych... To dzięki niemu pokochałam skandynawską literaturę...
Henning Mankell nie żyje. Miał 67, chorował na raka płuc, o swojej chorobie poinformował w zeszłym roku...
Szkoda, wielka szkoda, że literatura straciła takiego pisarza... 
[***]
Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli