Zostać wege na 30 dni


A dlaczego tylko na 30, a nie na zawsze...? Bo te trzydzieści dni to będzie eksperyment i sprawdzian. Nigdy jakoś szczególnie nie pałałam miłością do mięsa, ale jadłam - bo tak było u mnie w domu od urodzenia, bo jedzą wszyscy, bo co mi zostanie, jak wykluczę mięso - sam chleb i woda?... Potem jakoś, mieszkając już sama, zaczęłam jeść więcej warzyw, ale to mięso też zawsze było, chyba z przyzwyczajenia. Nie jestem jednak na wskroś mięsożerna - nie jadam wędliny na śniadanie (ba, w ogóle nie kupuję wędliny jak doszłam do wniosku, że śmierdzi po 2 dniach i ocieka... wodą?...), kotleta na obiad itp. O wykluczeniu mięsa myślałam jednak od kilku dobrych... miesięcy... Ale zawsze coś tam wpadło. A to jakiś kurczak w niedzielę, a to jakaś tam - sporadycznie - wędlina na śniadanie - zazwyczaj z TeŻetem, bo on bez mięsa nie wyobraża sobie życia i dla niego bez mięsa nie ma obiadu. Tak samo moja mama (u niej jadam rzadziej, bo daleko). Gdy jestem jednak sama, kupuję mięso tak rzadko, że prawie wcale.... Wróć - kupowałam. Teraz bowiem nie mam zamiaru go kupować w ogóle. Co najmniej przez 30 dni.

Dlaczego trzydzieści? Bo nie mam nad sobą bata, że teraz już do końca życia i kropka. Mam 30 dni (właściwie już 27). A czas pokaże co będzie potem. I myślę, że nie będzie z tym większych problemów, biorąc pod uwagę moją dotychczasową dietę. Teraz jednak robię to w pełni świadomie. Doszłam do wniosku, że mięso nie jest mi do szczęścia potrzebne. Nie wiem jeszcze, jak zareaguje na to mój TeŻet, znajomi, rodzina - zobaczymy, za miesiąc. Ten miesiąc to będzie taki sprawdzian tego, jak się będę czuła jako wegetarianka :-) A czas pokaże, czy 30 dni przerodzi się w dłużej.

A pisząc o tym będę miała więcej motywacji, aby wytrwać, niż gdybym sobie ot tak postanowiła tylko we własnej głowie. To do czegoś zobowiązuje, prawda? :-) To jest takie postanowienie/wyzwanie nie-książkowe, bo nie samymi książkami człowiek żyje... Ciekawa jestem, ile wege chowa się wśród osób zaglądających tutaj...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I jeszcze krótka notatka na temat posta i Książki na sierpień. Ponieważ nikt jeszcze nie zgłosił się do tego, aby ją otrzymać (nikt nie chce?), książkę wyślę pierwszej osobie, która wyrazi chęć jej przeczytania/posiadania i da mi o tym znać, najlepiej pod tamtym postem właśnie. Dalsze edycje oczywiście będą, ale być może też na zasadzie 'kto pierwszy, ten lepszy' - zobaczymy.

7 komentarzy:

  1. Mam dokładnie tak samo. Wędliny nie tykam od dłuższego czasu, bo mi śmierdzi i wydaje mi się obmierzła i obrzydliwa. Parówki ostatecznie zakończyły swój żywot w moim jadłospisie, po obejrzeniu dokumentu o nich. Czasem lubię pasztet, ale tylko taki robiony przez mojego tatę. I właśnie na obiad kurczaka, kotleta lub ugotować zupę na jakiejś padlince. Też kilka razy robiłam podejście, ale zawsze brakowało mi pomysłów na jedzenie i jakoś odpuszczałam. Masz jakieś fajne strony z inspiracjami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W necie można znaleźć sporo fajnych przepisów i prostych przede wszystkim, np. wspomniana niżej Jadłonomia :) Ja sama tyle mam pomysłów już że mam problem co ugotować, ale nie dlatego, że mało, tylko że za dużo :)

      Usuń
  2. U mnie zostań wege na 30 dni zamieniło się w prawie 3 lata. Teraz musiałam włączyć do diety trochę mięsa/ryby ale jem raz na tydzień czasem raz na dwa. Więc wege już nie jestem ale w dalszym ciągu zwracam uwagę co ląduje w moim talerzu. Ze stron z przepisami vege mogę polecić http://deliciouslyella.com/ i oczywiście jadlonomię Marty Dymek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Jadłonomię już trafiłam, ale tej drugiej strony nie znałam, dzięki :)

      Usuń
  3. Chętnie przeczytam tę książkę :)
    A wegetarianką nie wyobrażam być sobie.. Za bardzo lubię mięso, jego smak, zapach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie na temat, ale cieszę się, że będą kolejne odsłony akcji. Ps. Wysłałam adres dam też znać kiedy książka do mnie dojdzie.

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli