Upalne lato Gabrieli

Biorąc pod uwagę ostatnią aurę pogodową ta książka jest  idealna do tego, żeby ją teraz recenzować :-) Chociaż do moich rąk trafiła dość dawno temu, sporo też przeczekała na swoją kolej, bo ważniejsze rzeczy miałam na głowie, jak np. uczelnia, ale gdy już po nią sięgnęłam... Potem znowu dość sporo czasu minęło, aż w końcu postanowiłam napisać o niej kilka słów... Szczerze mówiąc, to ogarnęła mnie ostatnio jakaś niemoc i nie chce odejść, może to zmęczenie nauką, pracą i w ogóle wszystkim. Co będzie dalej - nie wiem :-)

Upalne lato Gabrieli jest trzecią częścią trylogii Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak. Pierwsza, z tego co pamiętam, nie bardzo mnie porwała... Z drugą już było o niebo lepiej, coraz lepiej, bo czytałam ją z wielką przyjemnością. Od Gabrieli... cóż... nie mogłam się oderwać i przeczytałam ją niemalże w jeden dzień... Nie wiem, czemu tak dziwnie mi się ułożyło z tą serią, że im dalej w las, tym bardziej mnie wciągała... Ale tak właśnie jest. Myślę, że nie pomylę się za bardzo, gdy stwierdzę, że ten cykl jest jak wino, które im starsze, tym lepsze - tutaj ta seria dojrzewa wraz z historią, którą opisuje, a raczej trzema historiami, które są historiami trzech innych osób, ale powiązane są ze sobą bardzo mocno. Tak, owszem można je czytać niezależnie, jak oddzielne powieści, ale moim zdaniem nie odnajdzie się tu wtedy tego całego uroku, jaki roztacza wokół siebie Upalne lato, nie odnajdzie się tej głębi, która w tych historiach tkwi, tego się po prostu nie poczuje. Nie poczułoby się tego również wtedy, gdyby nie czekało się na kolejny tom tyle czasu - to również sprawia, że ta historia ma coś w sobie. Na początku irytowało mnie to, że przerwy między poszczególnymi tomami to całe pokolenie, teraz widać, dlaczego tak było i dlaczego nie mogło być inaczej. Gdyby tego wszystkiego,  o czym wspomniałam powyżej, nie było, byłyby to zwykłe powieści na lato. Ale nie są.

Czytałam tę książkę dość dawno temu, ale czytałam ją w ogródku, leżąc na słońcu, w spokoju, wiejskiej ciszy, nikt mi nie przeszkadzał. Może właśnie dlatego tak mnie wciągnęła... takie powieści w takich okolicznościach przyrody robią na mnie jeszcze większe wrażenie. Tak samo jest z książkami Katarzyny Enerlich, tak samo z książkami tej autorki, chociaż literatura obu nie ma ze sobą wiele wspólnego. Będzie więc krótko i na temat: polecam całą tę trylogię - od początku, tom po tomie - tylko wtedy odnajdzie się jej prawdziwy urok. 


Za powieść serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mg

6 komentarzy:

  1. Mam w planach tę serię. W okolicach premiery pierwszej części nie miałam na nią zupełnej ochoty. Wręcz byłam przekonana, że nigdy nie przeczytam. Jak to dobrze, że jestem zmienna ;) Cieszę się, że im dalej, tym historia okazała się dla Ciebie ciekawsza. To będzie dla mnie motywacja, by przeczytać całą serię, gdyby pierwszy tom nie przypadł mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo tak pozytywnej recenzji mysle, ze to ksiazka (a wlasciwie ksiazki) nie dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam całą trylogię - rewelacyjna, ale najbardziej podobała mi się druga - Kalina.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ogromną ochotę na książki tej autorki, więc pewnie ostatecznie skuszę się i na tę trylogię :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam w planach pierwszy tom i mam ogromną nadzieję, że mi się spodoba :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli