Niemoc, lenistwo... a może coś jeszcze innego?


A może to po prostu zwykłe znużenie, zmęczenie materiału? Szczerze mówiąc nie wiem i również nie wiem, do czego to zmierza... Chociaż doskonale wiem, czym jest spowodowane - całym rokiem akademickim, który dla niektórych już się skończył, dla mnie teoretycznie też, ale wciąż wiszą nade mną dwa przedmioty, które musiałam zostawić na wrzesień. Nie lubię tego. Nie lubię mieć nad sobą czegoś, czego nie mogę zrobić już teraz i mieć tego po prostu z głowy. Nie lubię i już. Ale nie miałam wyjścia.

Niemoc była przymusowa, bo cały czerwiec poświęciłam na naukę do sesji. Wynik jest taki, że nie mogłam przez kilka dni patrzeć na książki, więc wzięłam do ręki swój czytnik, bo książek w wersji tradycyjnej miałam serdecznie dosyć. I wcale mnie ten fakt nie dziwi. Każdy by miał. Teraz coraz częściej patrzę z tęsknotą na półkę, coraz częściej mam ochotę odłożyć Kindla na rzecz zwykłej książki. Tak mam, że wracam na zmianę do obu tych wersji co jakiś czas. Ale i tak ostatnio jakoś czytam mniej.
Ale sesja się skończyła, ja mam trochę więcej czasu, powinnam go umiejętnie wykorzystać, a... nie potrafię. Co widać było po nieobecności na blogu, po ilości przeczytanych książek, po wszystkim. I nie wiem na razie, jak to zmienić. I nie wiem, czy mi się chce. Bo nie o to tu chodzi, żeby się do czegoś zmuszać, ale o to, żeby robić, to co lubimy, z przyjemnością i żeby sprawiało nam to radość, prawda? Ale z drugiej strony chciałabym się już ogarnąć choć trochę, bo coś czuję, że wlazłam w jakiś labirynt, w który wchodzę coraz głębiej, a coraz trudniej odnaleźć drogę do wyjścia... Na szczęście chyba zrobiłam już w tył zwrot i będę szukać tej drogi powrotnej. Lato ucieka, trzeba działać!

Wymęczył mnie ten rok akademicki okropnie, naprawdę. Nic dziwnego, że marzy mi się urlop od wszystkiego, od pracy, książek i w ogóle... Poleżenie na słońcu (tę książkę oczywiście też bym wzięła, najlepiej jakiś kryminał), w ogrodzie na wsi u rodziców, albo jakiś aktywny wyjazd ze zwiedzaniem... I po prostu taki zwyczajny odpoczynek. I nie myślenie przede wszystkim. Zatopienie się w przyjemnościach i już.

6 komentarzy:

  1. W takim razie - zatop się w tych przyjemnościach. Obowiązki zaczekają. Blog też może.
    Życzę Ci duuużej dawki relaksu, chęci i powrotu do normalnego funkcjonowania! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Koniecznie musisz odpocząć. Najlepiej na działce/wiosce, na kocyku. Widać, że bardzo tego potrzebujesz :) A do czytania się nie zmuszaj. Miej pod ręką w razie czego książkę, ale bez przesady. Przecież nie o to chodzi, by robić coś, na co się nie ma ochoty. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też uważam, że powinnaś sobie zrobić urlop od wszystkiego. Nie ma co się zmuszać, odpocznij, naładuj akumulatory i zobaczysz, na co będziesz miała ochotę:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Koniecznie musisz odpocząć, zrobić coś tylko dla siebie, blog nie ucieknie, studia też nie, a o dobre samopoczucie trzeba walczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie też okropnie wymęczył ten rok akademicki. Teraz właśnie odpoczywam . Tobie też tego życzę.

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli