Ziemskie radości

Dawno już nie sięgałam po książki Philippy Gregory... Jakiś czas temu jednak przypomniało mi się znowu o tej autorce - do tego stopnia, że zachciało mi się jakiejś jej powieści "na już". Pognałam więc do biblioteki, jednak tego, co by mnie najbardziej interesowało, nie było, były za to powieści, które już znałam. I jedna nieznana jeszcze: Ziemskie radości właśnie. Chyba najmniej znana i popularna jej książka, bo wcześniej co prawda coś mi się obiło o uszy, ale zupełnie mnie to tej książki nie ciągnęło. Teraz wzięłam, bo było to jedyne dzieło Philippy jeszcze przeze mnie nie czytane, chociaż jakoś wiele się po tej książce nie spodziewałam, może z powodu okładki - moim zdaniem niezbyt ładnej... Jak nie okropnej. Ale z tego co widzę książka ta nowego wydania się nie doczekała... Szkoda.

Wiele się nie spodziewałam i... za wiele nie dostałam... Nie zauroczyła mnie ta książka, chociaż nie jest zła - naprawdę! Philippa dość wnikliwie przedstawiła charakter głównego bohatera, ogrodnika Johna Tradescanta, a ona ma to do siebie, że robi to zwykle doskonale. Tutaj również to widać. Nie jest to kryształowa postać, chociaż na pewno pozytywna, to jednak były rzeczy, które zwyczajnie mnie w nim irytowały i miałam ochotę zostawić tę książkę w cholerę. Bo John wywołuje zarówno pozytywne, jak i negatywne emocje. No ale to cecha charakterystyczna wielu bohaterów Philippy. Plusem jest również tło historyczne powieści, czyli wojna domowa w Anglii pod panowaniem Karola I. Może nie jest to część historii tego kraju, która mnie jakoś szczególne interesuje, ale staram się patrzeć na to, co dostałam, dość obiektywnie i ta ocena wypada równie dobrze, jak bohaterowie. Faktem jest jednak, że... czytałam tę książkę dość długo. Brałam ją na krótki czas, często odkładałam, jakoś nie mogłam się specjalnie wciągnąć w tę historię i jej "poczuć". Chociaż książka ta ma sporo swoich fanów, to ja jednak doszłam do wniosku, że jest... cóż, taka przeciętna. Może właśnie dlatego, że nie byłam w stanie czytać jej długimi godzinami, i z powodu innych obowiązków, ale również tego, że... nie potrafiła mnie w pełni wciągnąć... tak po prostu.

Tak czy inaczej autorka nadal pozostanie w gronie moich ulubionych i postanowiłam w najbliższym czasie poznać w końcu inne jej książki, których nie miałam okazji mieć jeszcze w rękach, głównie cykl o Tudorach. Ziemskie radości mogą być niezłym przerywnikiem w tym, co dotychczas znamy dzięki Gregory, bo jest to książka nieco inna - może dlatego właśnie ma zarówno fanów, jak i przeciwników. Ja się wiele po niej nie spodziewałam i chyba dobrze zrobiłam, bo pewnie rozczarowałabym się jeszcze bardziej. To jest chyba coś, co największą przyjemność sprawi zagorzałym fanom Philippy, którzy bardziej sobie cenią jej warsztat pisarski, niż samą opisywaną historię. Dla takich czytelników książka jak znalazł.

4 komentarze:

  1. Jeszcze nie miałam do czynienia z tą autorką, przynajmniej tak mi się wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie mogę się do tej autorki przekonać. Zaczęłam jedną jej książkę, ale zupełnie mnie nie porwała i nie skończyłam jej nawet...

    OdpowiedzUsuń
  3. Okładka rzeczywiście nie zachęca. Brzydka , co tu ukrywać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy o tej książce nie słyszałam. Może na razie będę sięgać po inne jej powieści, na razie czytałam dopiero dwie :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli