Nie oddam dzieci

Minęło już sporo czasu, odkąd tę książkę przeczytałam… Tak się jednak jakoś nie mogłam zebrać w sobie, żeby cokolwiek o niej napisać. Naczytałam się masę recenzji przed, i o zgrozo!, wcale te recenzje nie były najlepsze… Więc tak trochę jak pies do jeża podeszłam do tej książki, a potem zajęłam się nauką, sesją egzaminacyjną, życiem pozablogowym i… czas zleciał… Nie wiem nawet kiedy, ale widzę, że leci niemiłosiernie, bo wydawało mi się, jakbym ostatnią notkę na tym blogu pisała tak niedawno temu, a tu już koniec miesiąca… Za chwilę przyjdzie lipiec.

Wracając do książki… Lubię Katarzynę Michalak, lubię oderwać się czasem od rzeczywistości, przenieść do czasem idealnego, czasem niekoniecznie, świata jej bohaterów, w którym i tak wszystko zawsze dobrze się kończy. Lubię tę jej literaturę, przyznaję się bez bicia, chociaż czasem mnie wkurza tą swoją idealnością, to jednak coś w tych powieściach jest takiego, że po lekturze czasem trudno się pozbierać albo tkwi w nas taka tęsknota, że to jednak książka, a nie nasze własne życie… Cieszyłam się więc, że mam na półce Nie oddam dzieci, że kolejna książka czeka, książka, która przecież musi mnie porwać, musi się spodobać, bo jeszcze się na książkach Kasi nie zawiodłam… Potem przyszły negatywne recenzje, a ja zaczęłam myśleć: qrcze, chyba jednak odłożę tę książkę na jakiś bliżej nieokreślony czas. Przestałam jakoś mieć na nią taką jak wcześniej ochotę. Ale z braku laku w końcu po nią sięgnęłam i pomyślałam: zobaczymy, co to takiego autorka tym razem wymodziła, co się tak ludziom nie podoba…

Wiecie co? Ta książka jest do przeczytania. Naprawdę. Muszę się jednak zgodzić z większością, że… to nie jest to, co wcześniej. Temat fajny, można by z niego stworzyć naprawdę świetną powieść, gdyby to wszystko nie było potraktowane tak do bólu powierzchownie. Zarówno bohaterowie, akcja, wydarzenia – wszystko to takie po macoszemu, jakby brakowało pomysłu na tę książkę, miało się tylko plan wydarzeń i opisywało po kolei, bez żadnych emocji, fakt po fakcie. Katarzyna Michalak zawsze potrafiła we mnie wzbudzić masę emocji, czy to pozytywnych, czy negatywnych, Nie oddam dzieci nie wzbudziło praktycznie żadnych… Wszystko potoczyło się szybko, moim zdaniem zdecydowanie na szybko, za łatwo, ot, historia się zaczęła, kilka stron, bum! Koniec. Nie rozkręciła się ta książka w ogóle, a już się skończyła… I to jest mój główny zarzut co do niej, to mi najbardziej utkwiło w pamięci, a skoro tylko to, to znaczy, że jednak faktycznie trochę nie to dostałam, czego naprawdę oczekiwałam. Tyle w tym temacie.

Chociaż powtarzam: jest do przeczytania. Nie miałam ochoty nią rzucać o ścianę albo wywalić przez okno, ale mnie nie porwała. Skończyłam ją zupełnie bez entuzjazmu, bo była krótka (co jest jej wadą niestety i zarówno zaletą), ale jakichś emocji ze mnie nie wykrzesała w ogóle, nie wczułam się w sytuację, po prostu stałam z boku i obserwowałam. Pewnie szkoda byłoby mi na nią czasu po raz drugi, niestety. Trudno. Nie można być idealnym za każdym razem, nikt z nas nie jest i autorka też nie. Każdemu pisarzowi zdarzają się lepsze i gorsze książki. Ta należy do tych drugich. Ale warto ją przeczytać, żeby wyrobić sobie własne zdanie na jej temat, a nie polegać na innych. A nóż widelec ktoś napisze naprawdę dobrą, pochwalną recenzję na jej temat?...

9 komentarzy:

  1. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Michalak, na razie nie po drodze mi z jej twórczością..

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam już jakiś czas temu, ale recenzja będzie dopiero po obronie. W swoim tekście skieruje pod jej adresem sporo krytycznych słów choć parę plusów też się znajdzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. A niedawno przeczytałam niesamowicie pochwalną recenzję. Tak to jest z tą autorką. Jednym się jej książka spodoba, innym wprost przeciwnie:)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż, to kolejna recenzja - która nie wychwala tej powieści. Ja też lubię czytać powieści Pani Michalak, szczególnie ujęły mnie pozycje takie jak: "Bezdomna", "Nadzieja" czy Trylogia kwiatowa. Jednak po tą powieść raczej nie sięgnę, jakoś po prostu temat oraz opinie o niej mnie nie przekonują.

    Pozdrawiam, http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Książki Michalak chyba nie przypadłyby mi do gustu. Nie jest to to, co zazwyczaj czytam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam autorki Serię z Kokardką i bardzo mi się podobała, inne jej książki ciągle przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Do przeczytania" to wciąż za mało, abym chciała po nią sięgnąć. Tym bardziej po tych wszystkich negatywnych opiniach. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. A to pierwsza negatywna recenzja tej ksiazki, z jaka sie spotykam, ciekawe. Twoja opinia nie zacheca :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię tę autorkę, ale tej książki nie czytałam. Muszę, wiec to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli