Planner idealny, czyli DIY - własny organizer


Postanowiłam wyjść naprzeciw swojemu zorganizowaniu, a raczej niezorganizowaniu i stworzyć coś, co pomoże mi nad tym moim czasem zapanować... Pomyślałam, że muszę w końcu ułożyć nie tylko w głowie głównie swoje obowiązki i plany uczelniane, a nad tym, uwierzcie, trudno zapanować, szczególnie historykowi z bałaganem w głowie. I tak oto właśnie zmajstrowałam sobie swój planner idealny.


Ja wiem, że jest maj i początek roku już dawno za nami, ale to jest właśnie pierwszy plus własnego, w stu procentach stworzonego własnoręcznie organizera - można go rozpocząć w dowolnym dniu, dowolnym momencie, w środku roku lub pod koniec, na miesiąc, na trzy, albo na cały następny rok... Mój się więc zaczął od maja. Do tej pory używałam małego kalendarza, który kupiłam pod koniec zeszłego roku w księgarni... jednak choć mam do niego sentyment, przestał mi wystarczać - po prostu. Za mało miejsca na własne notatki i myśli, za dużo niepotrzebnych rzeczy (no bo po co mi numery kierunkowe do państw europejskich albo inne kosmiczne rzeczy?). Za mało zorganizowania, za duży bałagan w mojej głowie, który tylko się powiększał... Popełniłam więc coś własnego, co będzie w pełni moje, takie, jak ja chcę, gdzie nie będzie niepotrzebnych zakładek, kartek, informacji - będą tylko te, które mi mają zorganizować życie, a nie dodatkowo robić w nim nieporządek. Bo nie o to tu chodzi, prawda?


Bazą został więc zwykły segregator A5 - idealna dla mnie wielkość, nie za mały, nie za duży, poza tym ma się zmieścić do torebki, ale i zostawić w niej jeszcze dużo miejsca na inne rzeczy, które noszę codziennie ze sobą... Kupiłam go za grosze, a że podobał mi się sam w sobie, obkleiłam go minimalnie. A potem... wzięłam się za robotę... I nie wiecie, ile frajdy daje projektowanie własnego kalendarza! Fakt, trochę czasu trzeba na niego poświęcić, komu się nie chce, niech jednak poszpera w necie, bo jest tam cała masa, skarbnica wręcz szablonów gotowych do wydrukowania... Chociaż ja wolałam sama sobie zaprojektować swój planner w całości, to jednak warto skorzystać z takich gotowych wzorów (jednemu i ja uległam), bo może akurat coś nam przypadnie do gustu?...

Ja podzieliłam swój świat (i organizer) na pięć części, najważniejszych, które powinny się w nim znaleźć: kalendarz sam w sobie oczywiście, studia, książki, blog i pozostałe rzeczy. Kalendarz ma się rozumieć - być musi, ja bez kalendarza czuję się jak bez ręki, gdy go nie mam, o niczym nie pamiętam, chodzę jeszcze bardziej zabałaganiona, niż z nim. Więc to był must have. Studia były inspiracją, więc kolejna ważna rzecz, bo to dzięki nim postanowiłam go stworzyć i w końcu zapisywać ważne terminy egzaminów i testów, to co do zrobienia przede mną, to co zostało zrobione z przyjemnością wykreślać :) Książki to również sprawa oczywista, ostatnio nie panuję nad książkami, które mam z biblioteki i nad terminami zwrotów, więc stworzyłam sobie listę, gdzie to wszystko zapisuję. Blog - to zakładka do tego, co z nim związane, a ostatnia do wszystkiego, co nie dotyczy poprzednich - są tam listy zakupów, listy rzeczy do zrobienia, miejsce na inne notatki i różne inne luźne myśli.



A na samym końcu - koperta na skarby :)


Powiem Wam, że o wiele więcej frajdy sprawia korzystanie z takiego własnej roboty plannera, niż tego kupionego w sklepie... Nie ma w nim niepotrzebnych rzeczy, są tylko te, które sami chcemy, żeby były... Kiedyś tworzyłam sobie takie własne kalendarze, potem jakoś uległam tym księgarnianym... A taki własny, własnoręcznie stworzony, jest o wiele lepszym pomysłem, niż kupowanie organizera z masą niepotrzebnych informacji, z których się nie korzysta... nie sądzicie?...





Chcesz być na bieżąco? Obserwuj na Facebooku
lub zapisz się na Marchewkowy Newsletter, a raz w miesiącu otrzymasz ode mnie list z marchewkowymi aktualnościami:

8 komentarzy:

  1. Także jestem nie zorganizowana. Swoje plany, terminy pisze w Tel. Mam na windowsie to opcji tyle ile potrzebuje. Ale za to założyłam specjalną teczkę na moje jadłospisy. W zeszytach mi nie pasiło. Teraz moje zdrowe jedzonko jest pod kontrolą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Spadasz mi z nieba, ponieważ chciałabym sobie coś takiego zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam również swój własny kalendarz-planer-organizer, ale jakoś przestałam z niego korzystać, sama nie wiem czemu. Może na studia zrobię taki kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajnie wyszedł Ci ten planner :) Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny pomysł :). Kalendarze książkowe kupowane w sklepach zawsze są dla mnie albo za małe, albo za duże lub też mają za mało kartek. Robiony własnoręcznie zawsze będzie pasował idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudny, szacun, że chciało Ci się samej go zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Super sprawa, zachęciłaś mnie do stworzenia własnego :) Tylko..mam mały probkem, gdzie, jak stworzyc strony ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoje zaprojektowałam w zwykłym Wordzie :-)

      Usuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli