Lalka anioła

Chyba tylko Rosjanin potrafi o strasznych wydarzeniach pisać lekko, z ironią, a  nawet humorem. Tak pisali najwięksi: Buhałkow, Gogol, Sałtykow-Szczedrin, Zoszczenko. W taki też sposób opowiada o swoim życiu Eduard Stiepanycz Koczergin, wybitny scenograf, którego nazwisko znane jest ludziom teatru od Nowego Jorku po Tokio. A życie Koczergina jest niezwykłe.

To prawda. Chyba tylko Rosjanie potrafią pisać w ten sposób, o wydarzeniach, których w zasadzie nie chciałoby się pamiętać, potrafią powiedzieć bardzo wiele w bardzo specyficzny sposób, potrafią dojrzeć w tym ironię, potrafią nawet czasem rozbawić. Mimo tego jednak gdzieś w powietrzu unosi się prawda, straszna i bolesna... Bo to co przeżył autor jako dziecko i później, najprawdę nie było beztroskim dzieciństwem. W Rosji pierwszej połowy XX wieku nie było beztroskiego dzieciństwa, było się za to oskarżanym o szpiegostwo, o zdradę, wywożonym do łagrów. Tam trafiła matka Koczergina, Polska, uznana za szpiega, ojciec autora natomiast, Rosjanin, został od razu rozstrzelany jako wróg ludu. Mały Eduard trafił do "sierocińca", czyli tak naprawdę dziecięcego więzienia na Syberii. Sama więc dziwiłam się, ile znieść może małe dziecko, któremu zabrano brutalnie dzieciństwo, skazano go na ciężkie życie w obozie... Eduard wyszedł z tego, ba, nawet, po wielu próbach udało mu się uciec do rodzinnego Leningradu - i osiągnął naprawdę wiele.

Lalka anioła to zbiór opowiadań. Ale te opowiadania są niezwykłe, bo każde z nich łączy się ze sobą i opowiada historię jednego człowieka. Są pisane czasem z lekką ironią właśnie, czasem z humorem, ale w każdym z nich tkwi gdzieś tam ból i cierpienie, o których chciałoby się w zasadzie zapomnieć. Tylko że życia, które los zesłał na autora, zapomnieć niestety się nie da. Aż dziw bierze, gdy się to wszystko czyta, i naprawdę podziwia tego człowieka za to, że osiągnął w życiu tak wiele, że los skazał go na to, ale to wszystko przetrwał, wyrwał się w końcu i zaczął normalnie żyć. Tylko że ta zadra gdzieś tam pozostała, a jej efektem jest ta książka - takie jakby rozliczenie się z przeszłością, która ciągnie się za człowiekiem całe życie i będzie się ciągnąć aż do śmierci...

To jest naprawdę wybitna literatura. To nie jest książka, którą przeczyta się jednym tchem, od niej od czasu do czasu trzeba odpocząć, przystanąć, zastanowić się, przemyśleć. To nie jest łatwe dzieło, ani do czytania, ani do rozmyślania nad nim. Ale na pewno jest to książka, którą można się delektować, która napisana jest wspaniale, która jest perełką literacką - mało jest takich książek. I mam wrażenie, że niewiele też osób o niej wie lub słyszało... Ja sama miałam ją w planach od bardzo dawna, upolowałam ją w końcu w bibliotece - nie żałuję. Mimo, że tak niewiele stron, tak niepozorna zdawałoby się książeczka - a zawiera w sobie tak wiele...

5 komentarzy:

  1. To tytuł, którego wcześniej nie znałam, a muszę to koniecznie zmienić. Książka z pewnością trudna, ale również warta uwagi. Ciesze się, że mi ją przybliżyłaś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hah! Własnie na taką książkę mam ochotę! Cieszę się, że ją polecasz - nie wpadła mi wcześniej w oko, a teraz już wiem, że bardzo chciałabym ją poznać bliżej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko, muszę dorwać tę książkę! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz słyszę o tej książce i muszę powiedzieć, że w pewien sposób mnie zaintrygowałaś. Być może jeszcze będę się wahać czy ją zakupić, czy może wypożyczyć z biblioteki (o ile jest), ale myślę i zresztą mam nadzieję, że niedługo będę mogła ją poznać.

    Muszę przyznać, że masz świetną nazwę bloga.

    Pozdrawiam ;)

    mianigralibro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli