Saga Sigrun

Bałam się tej książki. Ci, którzy czytają od czasu do czasu mojego bloga wiedzą, kim dla mnie jest Elżbieta Cherezińska - mistrzem. Niedoścignionym przez nikogo. Dlatego właśnie się jej bałam, bo po tym, co dostałam, czytając Koronę śniegu i krwi lub Legion, mam wrażenie, że już nic tym książkom nie dorówna (och, zapomniałam, może się z nią równać tylko Jarosław Grzędowicz ze swoim Panem Lodowego Ogrodu, ale to zupełnie inna kategoria literatury...). Dlatego się bałam, że Saga Sigrun będzie gorsza, przyćmiona, że mnie tak nie porwie, jak tamte książki. Że będzie inna - to wiedziałam od początku - w innym klimacie, innych czasach, innym świecie. Byłam wręcz pewna, że to nie jest to, co poprzednio. 

Powiem tak: nie pomyliłam się. Inny jest klimat, inny świat, inni bohaterowie, inna jest ta książka, jakże różna. Tak, to nie jest to co poprzednio. Nie spodziewałam się jednak, że tak odmienna powieść, mimo że tej samej autorki, po raz kolejny skradnie moje serce. Tak dokładnie jest. Autorka przeniosła mnie do Norwegii X wieku, kraju wikingów, bitw na śmierć i życie, wystawnych uczt, świata, w którym rządzi Odyn. Nie czytałam nigdy książki w tym klimacie, mimo że zawsze mnie to pociągało (wiadomo: wczesne średniowiecze, czyli to, co lubię najbardziej). Tyle, że tu się krew nie leje strumieniami, nie słychać aż tak bardzo dźwięku uderzającej o siebie stali - tutaj narratorem jest główna bohaterka, Sigrun - czyli kobieta. I świat widziany jej okiem. Tutaj rządzi nie tylko Odyn - tu rządzi przede wszystkim magia i miłość. Tutaj co prawda rządzą mężczyźni, ale mężczyznami rządzą kobiety. Kobiety silne, niezależne, bardzo często samotne czekające na swoich towarzyszy wracających z wypraw. A cała ta powieść to jest jedna wielka magia. Magia miłości przede wszystkim. Czegoś innego spodziewałam się po tej książce, ale ostatecznie przerosła moje oczekiwania kilkakrotnie. Nie wiem, co w niej takiego jest, nie mam pojęcia... Ale to jest kolejna książka Cherezińskiej, o której nie mogę zapomnieć, chociaż skończyłam ją czytać kilka dni temu.

Wiedziałam, jak się skończy od samego początku. Już pierwsze jej zdanie mi o tym powiedziało:
Ja jestem Sigrun, wdowa po Reginie. Matka Bjorna i Gudrunn, córka Apalvaldra.

Wiedziałam, a mimo tego jakoś odsuwałam od siebie myśl o zakończeniu. Odsuwałam do samego końca, co doprowadziło do tego, że na zakończeniu rozryczałam się jak nastolatka. Ja naprawdę rzadko płaczę przy książkach, praktycznie w ogóle, tutaj ryczałam jak bóbr, mimo że znałam przecież zakończenie, wiedziałam, co się stanie. A mimo wszystko...
Reginie ukochany, płoniesz dla mnie raz ostatni i mnie raz ostatni rozgrzewa ciepło bijące wprost od twego ciała. Chciałabym spłonąć dla ciebie, najmilszy, dlaczego mi zakazałeś?! Dlaczego? Ostry zapach, ale nozdrza moje znajdują w nim twą woń, nieomylne. Płynie łódź z tobą po morzu płomieni. Proporzec za wietrze łopoce, a smok, twój smok rodowy strzela ogniem z pyska, ożywiony dopiero w twej śmierci. Jakże ja chcę do ciebie, dlaczegoś mi zabronił? Mogłabym teraz na twojej piersi oddawać się płomieniom, które tyle razy zajmowały nas oboje... A kazałeś mi żyć i patrzeć, jak spopielają się nasze wspomnienia...
Taka była wola twoja, mój mężu, mój miły, mój panie...
Żyłeś godnie, dawałeś życie pięknie, umarłeś, jak chciałeś...
Przemija miłość, przemija bogactwo, sława życia zostaje...

4 komentarze:

  1. Saga Sigrun cały czas przede mną. Nie mam wątpliwości, że wciągnie mnie tak samo jak inne książki autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się w sumie też trochę boję tej książki. Może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro to Cherezinska, to nie może być źle, wręcz przeciwnie. Wszystko, co napisze ta kobieta jest wielkie.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka jest świetna, zgadzam się. Reszta części przede mną.

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli