Dzieci Stalina. Trzy pokolenia miłości i wojny

Tak się jakoś złożyło, że ostatnio trafiają do mnie książki w jakiś sposób, mniej lub bardziej, związane z Rosją i jej historią. Jako historyk bardziej cenię sobie tę wcześniejszą Rosję, carską, co nie znaczy jednak, że tylko nią się interesuję, wręcz przeciwnie, coś mnie zawsze w tym kraju przyciągało... Więc może to wcale nie przypadek, że właśnie takie książki wybieram ostatnimi czasy.

Dzieci Stalina też mówią o Rosji (pewnie, już sam tytuł na to wskazuje). Ale sam tytuł potrafi niekiedy zwieść. Z tą książką jest dwojako. Faktycznie jest to opowieść o trzech pokoleniach jednej rodziny - mianowicie rodziny autora - o jego dziadkach, rodzicach i w końcu o nim samym. Ale na równi z bohaterami-ludźmi stoi bohaterka-Rosja; począwszy od Rosji bolszewickiej, poprzez drugą wojnę światową, terror Stalina, Rosję powojenną Chruszczowa, kończąc na tej zupełnie współczesnej. I ZSRR jest tu tak samo ważnym bohaterem jak sam Owen, jego rodzice Mila i Mervyn, czy jego dziadkowie Marta i Boris Bibikow. Historia zaczyna się właśnie od tego ostatniego, odznaczonego Orderem Lenina Bibikowa, gdy pewnego dnia żegna się z żoną i córkami i wsiada do czekającego na niego auta. To było ich ostatnie spotkanie. Aresztowany przez NKWD, długo torturowany, Boris Bibikow ostatecznie podpisał fałszywe zeznania, zarzucające mu zdradę stanu i został rozstrzelany. Jego córki, starsza Lenina i malutka Ludmiła, trafiły do sierocińca jako dzieci 'wroga ludu', ich matka - do gułagu. Dziewczynki miały to szczęście, że nie zostały rozdzielone. Ludmiła jednak niemalże przez całe życie wychowywała się bez rodziców, nie znała znaczenia słowa 'matka'. Przeszła w dzieciństwie kilka groźnych chorób, w tym gruźlicę kości, która na zawsze zniekształciła ciało dziewczynki. Obie musiały radzić sobie same, nie mając od nikogo wsparcia, z poranioną psychiką wskutek tego, co przeszły w dzieciństwie. Obie jednak stworzyły rodzinę, albo przynajmniej to, co przez rodzinę rozumiały, nie mając przykładu z dzieciństwa. Ludmiła po śmierci Stalina poszła na studia, zamieszkała na stałe w Moskwie. To właśnie tam Mila pozna swoją wielką miłość: młodego Walijczyka, który przybywa do stolicy Rosji w ramach wymiany uczelnianej. Jednak ich miłość nie jest piękna. Będzie musiała przejść wiele, w tym wielką rozłąkę, której nie będzie dało się tak łatwo pokonać. Czy jednak ich miłość przetrwa?...

Bardzo szybko się tę książkę czyta. Nie sądziłam, że ją pochłonę niemalże w dwa dni (przy moim codziennym trybie to naprawdę niewiele). Poruszyły mnie losy szczególnie Ludmiły, która już jako trzylatka została odłączona od matki, rozstrzelano jej ojca, ona sama od dzieciństwa zmagała się z groźną chorobą. Lenina pomagała malutkiej siostrze jak tylko się dało, tylko cudem udało im się uniknąć rozłączenia. Gdy matka dziewczynek, w sumie już kobiet, wróciła z gułagu, Lenina jeszcze jakoś potrafiła zareagować na powrót matki... Mila nie wiedziała, jak się zachować. Znała słowo 'matka', ale nie potrafiła odnieść tego do realnego życia, nie wiedziała, co powinna czuć, nie miała przecież  matki przez całe życie... opierać się mogła jedynie na książkach, z którymi się niemalże nie rozstawała... I jak tu stworzyć rodzinę, nie wiedząc nawet, jak ta rodzina powinna wyglądać, jak wyglądają zdrowe relacje pomiędzy jej członkami? Mervyna Mila poznała przypadkiem, przez wspólnego znajomego i... zrodziła się wielka miłość. Taka, która pokonała wielką, kilkuletnią rozłąkę, która zrodziła tysiące listów, rozmów telefonicznych, słów wypowiedzianych do słuchawki telefonicznej. I naprawdę niezmiernie podziwiam zawziętość i cierpliwość Mervyna, który robił wszystko, żeby Mili udało się wyjechać z Rosji i żeby oboje mogli wziąć ślub. Nawet, jeśli po tym ślubie przychodzi... cóż, codzienność i mniejsze lub większe rozczarowanie.

To jest historia prawdziwa; książka dodatkowo opatrzona jest autentycznymi zdjęciami bohaterów, opisującymi tę historię. Być może dlatego tak mi się podobała... bo zdarzyła się naprawdę i jeszcze bardziej dzięki temu wydaje się nieprawdopodobna. A takie historie niemalże zawsze poruszają jakąś tam cząstkę serca, nawet tego na co dzień niewzruszonego. Tak samo jest z tą książką. A jej wartość podnosi dodatkowo to, że na tle zwykłych-niezwykłych bohaterów jest ukazana ta prawdziwa Rosja na przestrzeni tych kilku dekad. Choćby dlatego warto ją przeczytać.

6 komentarzy:

  1. Bardzo lubię książki tego typu, także jestem niezmiernie zainteresowana!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niedawno usłyszałam o tej książce i pragnę ją przeczytać. Po Twojej recenzji mój apetyt jeszcze wzrósł.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja jeszcze nigdy o niej nie słyszałam i mnie nią bardzo zaciekawiłaś. Rosja jest niezwykle ciekawa, więc tym bardziej

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawa i wzruszająca książka. Jedna z moich ulubionych o Rosji.

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli