Moje Walentynki od A do Z

Chyba nie będę oryginalna, gdy napiszę, że nie jest to dla mnie żadne święto. Jest to dla mnie zwykły dzień jak co dzień i zawsze takim był. Do tego dzień, w którym kumuluje się wszystko, co czerwone, w kształcie serca i słodkie do zemdlenia... Ale nie znaczy to, że czasem temu nie ulegam. Mam takie chwile, że raz chce mi się zrobić coś innego, oryginalnego w Walentynki dla tej drugiej połówki czy najbliższych, czasem mam taką awersję do tego dnia, że ochota na cokolwiek przechodzi od razu, gdy o Walentynkach pomyślę. Tak, miłość powinno się okazywać codziennie, ale święta czy specjalne dni w sumie są właśnie po to, żeby te uczucia nie spowszedniały, żeby było co świętować, bo jak się robi coś codziennie, dzień w dzień, to z czasem wszystko się nudzi. Tak więc ja czasem lubię Walentynki (chociaż nie cierpię tych całych dekoracji), czasem ich nie lubię. Czasem obchodzę, czasem nie. Czasem mam Walentynki w zupełnie innym miesiącu czy dniu, czasem właśnie 14 lutego. I w tym roku na ten dzień miałam większe plany. Bo to jest właśnie ten rok, kiedy je lubię. A że los ze mnie okrutnie zadrwił i zaplanował dla mnie dzień na uczelni, od 8 do 20 (chyba za karę za poprzedni rok), to już inna sprawa.


Dlatego ten wpis będzie walentynkowy, ale trochę inny. Bo to będą MOJE Walentynki - obchodzone tu, na blogu, i MOJE miłości - od a do z, więc trochę się tutaj dziś odsłonię. Ciekawa jestem, jak mi to wyjdzie... A więc... do dzieła!

A jak awokado, warzywo odkryte przeze mnie całkiem niedawno, a już uwielbiane
B jak bieganie, które pokochałam dawno, a w zeszłym roku o tej miłości znów sobie przypomniałam i trwa do dziś
C jak cytrusy, które mogę jeść bez umiaru
D jak dom - ten w którym się wychowałam i który jest dla mnie azylem, gdzie o wszystkim zapominam
E jak e-book, w nawiązaniu do książek oczywiście
F jak Francja i wszystko co francuskie
G jak Gabaldon, czyli autorka mojej ukochanej serii książkowej
H jak historia, którą studiuję i którą kocham od lat
I jak Italia, a szczególnie włoskie jedzenie i makaron pod każdą postacią
J jak jaśmin, jego zapach uważam za nieziemski
K jak... książki, oczywiście tego nawet nie trzeba komentować
L jak lakier do paznokci - posiadam chyba każdy kolor tęczy
Ł jak Łazienki Królewskie, mój ulubiony warszawski park
M jak pierwsza litera mojego imienia
N jak naleśniki w każdej postaci
O jak oryginalność, którą ostatnio bardzo cenię
P jak pierwsza litera imienia mojej od pięciu lat Walentynki, a raczej mojego Walentynka :)
R jak rudzielec, który chyba najlepiej mnie opisuje
S jak spokój, bez którego nie potrafię żyć i którego zawsze mi prędzej czy później brakuje
T jak truskawki, które również mogę jeść kilogramami
U jak umiar, bo trzeba go mieć we wszystkim
W jak wiosna, na którą czekam z utęsknieniem
Z jak zapach, mam bzika i zawsze miałam na punkcie świeczek zapachowych, ostatnio wosków...


Tak w tym roku właśnie wyglądają moje Walentynki - a raczej piątek trzynastego, który jest dzisiaj, bo Walentynki niemalże w całości spędzę na uczelni... Swoją drogą piątek trzynastego też dał o sobie znać, dziś mam jeden z nielicznych dni, kiedy mam wolne w pracy, więc pojechałam do biblioteki oddać trzy grube podręczniki, które już nie są mi potrzebne - biblioteka oczywiście zamknięta :) Humor mi się jednak nie zepsuł, bo pogoda dziś była prześliczna.

10 komentarzy:

  1. Kocham awokado, także okryte w zeszłym roku. Do biegania wracam. Historię kocham, chciałam kiedyś studiować lecz niestety tak się nie stało. Italia kocham. Naleśniki, wiosna, truskawki - uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny pomysł na post ;) Truskawki i naleśniki - mniam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Och truskawki również mogę jeść kilogramami, a słabość do świeczek zapachowych mam od lat. Na wiosnę także czekam z utęsknieniem, bo jest to moja ulubiona pora roku. :)
    Co do pechowego piątku, to latałam dzisiaj kilka razy do przedszkola, by zastać dyrektorkę. W końcu mi się udało i podbiła mi zgodę na praktyki. Gdyby nie to, że przedszkole mam pod domem, miałabym kiepski humor, pomimo pięknej pogody. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny pomysł z tą listą :)
    A dla mnie piątek 13-go był szczęśliwy, bo upolowałam z regałów akcji "Uwolnij książkę" dwie książki Karola Bunscha - w sumie to dzięki Tobie zainteresowałam się tym autorem :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super i cieszy mnie, że kogoś jednak zainteresowałam Bunschem - mam nadzieję że spodoba Ci się tak samo, jak mi :)

      Usuń
  5. Truskawki, lakiery, jaśmin - też kocham :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo pomysłowy wpis. Aż mam ochotę skopiować pomysł :D
    Ja uważam, że walentynki to taki sam dzień, jak dzień babci/dziadka, matki/ojca, dziecka. Nie rozumiem trochę osób, które twierdzą, że miłość okazuje się cały rok, a nie jeden dzień, krytykując tym samym sens walentynek. Jestem bardzo ciekawa, jak by zareagowali, jakby w dzień dziecka rodzice im powiedzieli: kocha się cały rok, nie tylko od święta.
    Ty masz do tego trochę inne podejście, które mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, skoro się kocha cały rok, to po co obchodzić Dzień Matki, Dziecka czy Babci?... Więc gdy słyszę, że Walentynki są bez sensu, bo kocha się przez cały rok, to trochę we mnie wrze... Jasne, że się kocha, ale taki dzień jest właśnie po to, żeby ta miłość nam nie spowszedniała i nie zaginęła gdzieś w biegu codziennych dni... żeby mieć okazję do okazania jej w inny sposób niż zazwyczaj, żeby sobie czasem o niej przypomnieć :) żeby się nie znudziła...
      A pomysł śmiało możesz kopiować :)

      Usuń
    2. A dziękuję :)
      Zgadzam się z Tobą w zupełności. Warto w takie dni uczcić miłość do ukochanego, czy też babci, mamy.. :)

      Usuń
  7. Fajne podejście do tematu walentynek, takie inne. Aż nabrałam ochoty na naleśniki z truskawkami i bitą śmietaną. :3

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli