Kim byłbym bez ciebie?

Czasem trzeba odpocząć od tego, co zwykle się czyta, w moim przypadku historii... Odpoczynek, nawet od tego co się lubi, czasem musi być, żeby się w głowie poukładało i odświeżyło. Musso więc spadł mi ostatnio z nieba, dokładnie przed Walentynkami, a że w tym roku nie miałam nastroju anty-walentynkowego, to i po Musso sięgnęłam. Wiedziałam, że biorę do ręki coś sprawdzonego, bo na nim nigdy jeszcze się nie zawiodłam. Nie pomyliłam się i tym razem.

Gabrielle ma dwadzieścia lat. 
Jest Amerykanką, studentką trzeciego roku na uniwersytecie w Berkeley.
Tamtego lata często chodzi w jasnych dżinsach, białej koszuli i dopasowanej, skórzanej kurtce. Ma długie gładkie włosy i zielone oczy, w których igrają złote punkciki. Podobna jest to Françoise Hardy, na fotografii zrobionej w 1960 roku przez Jean-Marie Périera. Tamtego lata spędza całe dnie w bibliotece uniwersyteckiej albo pracuje jako ochotniczka w oddziale straży pożarnej przy California Street. Tamtego lata przeżyje swoją pierwszą miłość.

Martin ma dwadzieścia jeden lat.
Jest Francuzem, dopiero co zrobił licencjat z prawa na Sorbonie. Tamtego lata pojechał do Stanów Zjednoczonych, żeby szlifować swój angielski i poznać kraj od wewnątrz. Ponieważ "groszem nie śmierdzi", przez siedemdziesiąt godzin tygodniowo wykonuje drobne prace: jest kelnerem, sprzedawcą lodów, ogrodnikiem...
Tamtego lata ma półdługie krucze włosy i wygląda jak młody Al Pacino.
Tamtego lata przeżyje swoją ostatnią miłość.

Gabrielle i Martin przeżyją tamtego lata kilka najwspanialszych tygodni w swoim życiu. Tylko kilka tygodni. On wróci do Francji, ona zostanie w Stanach. Ich drogi się rozejdą, aby pewnego dnia, po trzynastu latach, zejść się z powrotem... nieprzypadkowo. Martin bowiem, jako policjant, będzie ścigał znakomitego złodzieja dzieł sztuki, który w pewnym momencie znowu poprowadzi go przez ocean do Stanów Zjednoczonych...

Nie wiem, jak on to robi, chyba po prostu tak mam z sentymentu, ale ten autor za każdym razem potrafi sprawić, że jestem w zupełnie innym świecie. Fabuła tej książki nie jest jakaś nadzwyczajna, naprawdę, trochę kryminału, znacznie więcej miłości (nie oszukujmy się, Musso pisze głównie o miłości, ale jest jedynym autorem, u którego nic mnie nie drażni), historia, jaką jest w stanie wymyślić ot zwykły pisarz, ale ten facet ujmuje swoje opowieści w takie ramy, które czynią ją wyjątkową... Nie od niedawna wiadomo, że obraz, aby ukazał cały swój urok, musi mieć odpowiednio dobraną ramę. Tak samo jest z twórczością tego autora. On ze zwykłych rzeczy potrafi zrobić coś wyjątkowego, co chce się czytać, od czego nie można się czasami oderwać, zawsze jest w nich jakiś element magiczny, nie stoi twardo na ziemi, zawsze bohaterowie mają jakiś wybór... I nie zawsze wybierają tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Zawsze jednak te historie można przedkładać na własne: "a co byłoby, gdybym to ja...?"

Czasem, gdy czytam jakiś romans, mdli mnie od nadmiaru uczuć. Dlatego z reguły ich nie czytam. Musso jednak jest wyjątkiem. W ogóle trudno mi nazwać jego powieści romansami, chociaż przecież to właśnie miłość gra tu pierwszoplanową rolę, nieważne, jaka to miłość i jakich ludzi łączy. Kim byłbym bez ciebie? potwierdza tę regułę. Bo tutaj nigdy nic mnie nie mdli i nie dusi, tutaj wszystko jest wypisane jak na dłoni, ale tak jakoś subtelnie, a jednocześnie w taki sposób, że się tym bohaterom naszym zazdrości. Bo kto nie chciałby przeżyć takiej prawdziwej miłości z książek?... Tutaj też, jak to bywa u autora, nie będzie idealnie, bo nigdy nie jest sielankowo. Tutaj już na początku będzie się kręcić łza w oku, tu znowu zakończenie nie pozwoli odłożyć tej książki aż do ostatniej strony, bo dokładnie do ostatniej chwili nie będziemy wiedzieli, czy ta książka skończy się dobrze czy źle. To u niego też lubię - tę nieoczywistość i nieprzewidywalność.

Musso już chyba na zawsze pozostanie jednym z moich ulubionych autorów, nie wiem, czy z sentymentu, czy jego książki faktycznie po prostu są dobre... O czymś na pewno świadczy fakt, że jest jednym z najpoczytniejszych francuskich pisarzy... A biorąc pod uwagę jeszcze moją odwieczną miłość do Francji, nie muszę już chyba nic tłumaczyć :-)

12 komentarzy:

  1. Słyszałem o tym autorze, jednakże jakoś nie dane było mi poznać jego twórczości. Chętnie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja żadnej książki tego autora jeszcze nie poznałam :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam tak samo jak Ty:) Nie czytuję z reguły książek typowo miłosnych, ale książki Musso zawsze mnie wciągają:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam jedynie "Telefon od anioła" tego autora i niestety nie mogę powiedzieć, żebym zapałała do niego jakimś większym uczuciem :) Na półce mam jeszcze "Ponieważ cię kocham" i mam nadzieję, że ta spodoba mi się bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Telefonu od anioła" jeszcze nie czytałam, moje faworyty to "Wrócę po ciebie" i "Będziesz tam?" - te głównie polecam i będę polecać na początek przygody z Musso :)

      Usuń
  5. Muszę kiedyś pożyczyć coś tego autora, bo go nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  6. :) Lubię takie subtelne książki, grę na emocjach czytelnika. Chcę trochę pozazdrościć tym bohaterom i przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam nic tego autora, ale może w końcu się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo często czytam recenzje książek Musso, ale samego autora jeszcze nie znam osobiście.

    OdpowiedzUsuń
  9. Raz próbowałam czytać którąś książkę tego autora ale nie szło mi... Muszę spróbować znowu bo z Twojej recenzji wynika, że spodobałyby mi się te jego powieści :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam tę książkę i bardzo mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli