Cała nadzieja w Paryżu

Piękna okładka, Paryż w tytule... a do tego spora promocja. Jak się oprzeć takiej okazji?... Ja nie potrafiłam. Francję kocham od dawna, Paryż również od dawna chcę zobaczyć i mam wielką nadzieję, że kiedyś mi się to uda. Więc nie ukrywam, że trochę się po tej książce spodziewałam, tym bardziej, że recenzje również ma całkiem niezłe. Po raz kolejny jednak sprawdza się zasada, przynajmniej w moim przypadku, że nie należy wybierać książek po okładce...

Eve jest Brytyjką, kobietą w średnim wieku, Jackson Amerykaninem, wiekiem zbliżony do Eve. Ona przede wszystkim stara się być matką dla dorosłej już córki, którą zaniedbała w dzieciństwie, on właśnie pisze kolejną książkę-bestseller, za sobą ma ich już kilka, w tym trzy ekranizacje. Oboje połączą listy do siebie i wspólna pasja - gotowanie; dwójka zupełnie obcych sobie ludzi, na dwóch różnych kontynentach - w pewnym momencie zostaną najlepszymi przyjaciółmi i będą mogli porozmawiać praktycznie o wszystkim... chociaż i tak ich tematem numer jeden pozostanie jedzenie...

Pomysł na książkę wydał mi się całkiem fajny, dlatego podeszłam do niej z entuzjazmem... No i ten Paryż, przecież musi się w końcu pojawić, skoro jest już w tytule... Ale z każdą kolejną stroną ten entuzjazm coraz bardziej opadał i opadał... Przeczytałam połowę i ta książka wydała mi się po prostu nudna, a na pewno taka sobie... nic szczególnego. Przeczytałam jednak do końca. I nie mówię, że ta książka jest zła. Będą czytelnicy (ba, już są!), którym się naprawdę spodoba, którzy zobaczą w niej więcej, niż ja zobaczyłam. Na pewno można przy niej odpocząć, bo moim zdaniem to taka niezobowiązująca lektura, przy której człowiek się nie męczy myśleniem (no chyba że padnie z nudów w pewnym momencie). Na pewno ubarwiają ją - i to uważam za jej największy plus - listy Jacka i Eve... I chyba to mi się najbardziej tutaj spodobało + przepisy na końcu, tylko że... dlaczego tylko dwa?... Sama fabuła jednak tej książki taka sobie, mam wrażenie, że autorka nie do końca wykorzystała to, co rzeczywiście można było oddać w tej powieści... Bo fakt, jest samotność, pragnienie miłości, pasja... ale jest to takie przeciętne... no trudno mi opisać, czegoś mi zabrakło po prostu. Niektóre dialogi w ogóle mi się nie podobały, postaci (prócz głównych) bezbarwne zupełnie. No i w końcu... tak mało tego Paryża w Paryżu, praktycznie w ogóle go nie ma tutaj... a pojawia się w tytule - moim zdaniem to lekka przesada, jeśli nie barbarzyństwo...

9 komentarzy:

  1. Podchodziłam do tej książki z dużym entuzjazmem. Niestety rozczarowanie było spore.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że książka wypada słabo. Okładka jest zabójcza i ja pewnie bym książkę kupiła sugerując się nią.

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie, okładka świetna:) Szkoda, że tak mało Paryża w Paryżu:D Ja akurat nie jestem aż taką fanką Francji, ale tytuł nie powinien wprowadzać w błąd.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że autorka nie wykorzystała potencjału, jaki tkwi w owej historii. A mogło być tak pięknie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, bo okładka rzeczywiście magiczna. Chyba się nie skuszę

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam, podobała mi się książka. Tytuł mylący, ale tylko polski - to marketing w czystej postaci, wszak oryginalny tytuł był ok i jak najbardziej pasował, nie wiem po co u nas przetłumaczono tak jak to zrobiono ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas często tłumaczy się coś zupełnie inaczej - raczej wymyśla nowy tytuł, nie wiem po co... Masz rację, oryginalny o wiele lepiej pasował do książki.

      Usuń
  7. Dołączam się do ogólnych zachwytów nad okładką :)

    OdpowiedzUsuń
  8. I co teraz? Chyba sobie ją odpuszczę...

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli