Bunscha ciąg dalszy oraz o moim ostatnim szaleństwie...

Wiem, molestuję Was tym autorem ostatnio namiętnie, tak się jednak złożyło, że zaczęłam czytać jego cykl piastowski książka za książką, więc niejako temat tego posta nasuwa się sam. Dziś będzie recenzja nietypowa, bo dwóch części jednocześnie (gdybym to rozdzieliła, to w wielu sprawach musiałabym się powtórzyć, a wiele z Was pewnie zareagowałaby znudzonym pytaniem: "znowu?..."). Nie ma sensu dzielić więc tego na dwoje, bo zarówno Bezkrólewie, jak i Odnowiciel są książkami niezbyt obszernymi, raczej książeczkami niż księgami i chyba najcieńsze z całego cyklu.

Bezkrólewie to opowieść o czasach... tuż po śmierci Mieszka II. Mało kto zna postać Bolka Zapomnianego, w szkołach się o nim nie uczy, bo nie do końca wiadomo, czy faktycznie istniał, czy nie istniał. Karol Bunsch jednak w posłowiu przytacza dość wiarygodne tezy co do tego, że Bolesław, nieślubny, acz pierworodny syn Mieszka II, istniał naprawdę, i ja sama byłabym skłonna się im przychylić. Jednak czy to tylko legenda, czy prawda - pewnie nigdy się tego nie dowiemy. Dość nieprawdopodobne jednak wydaje się to, że Mieszko swego pierworodnego nazwałby Kazimierzem, podczas gdy do tej pory to Mieszko i Bolesław były imionami, które nadawano następcom. Logiczne jest też, że gdyby Kazimierz był jedynym synem Mieszka, nie oddałby go na mnicha ze względów dynastycznych [posłowie, Odnowiciel]. A jak wiadomo spędził on w klasztorze dość sporo czasu.
Bezkrólewie opowiada o próbie objęcia tronu przez Bolesława, popieranego zresztą przez najbliższe otoczenie, a głównie ród Awdańców, pełniących wysokie godności w państwie. Bolko jednak, porywczy i zdecydowany, ma też wrogów, jednym z nich jest królowa Rycheza, chcąca osadzić na tronie syna, Kazimierza. W kraju więc wybucha konflikt między jedną a drugą stroną, Polska nie ma króla i cierpi. Autor jednak dość ciekawie rozwiązał ten problem - jak? Tego nie zdradzę. 
 
Odnowiciel to bezpośrednia kontynuacja poprzedniego tomu. Jak można wywnioskować z samego tytułu, władzę w Polsce obejmuje Kazimierz, jedyny pełnoprawny spadkobierca dziedzictwa swojego ojca, Mieszka. Państwo jednak jest rozdarte, cesarz niemiecki rości sobie prawa do zależności Polski od jego władzy, Kazimierz jednak, wezwany na władcę przez możnych, nie ma kompletnie doświadczenia ani w polityce, ani w wojnie. Swoją dobrocią, wyrozumiałością i wybaczaniem zjednuje sobie serca coraz większej rzeszy ludności, znajduje też dobrych doradców, jednymi z nich są Awdańce, walczący przedtem u boku Mieszka i Bolka. Powoli, ale skutecznie, stara się odbudować to, co zostawił jego ojciec.

Obie te części nie są obszerne, są dość cieniutkie, czyta się je bardzo szybko. Jednak nie znaczy to, że są mniej warte od poprzednich. Może i autor nie rozwinął zbytnio niektórych wątków, może są tu podejmowane tematy ściśle polityczne i to na nich się skupia, i dlatego obie książki mogą wydawać się ciut mniej ciekawsze od pozostałych. Ja jednak delektowałam się nimi jak najlepszą literaturą. Tak właśnie mam z Bunschem - delektuję się nim, jego językiem, stylem, bohaterami. I jakże chciałabym się przenieść w tamte czasy!... 
I z nim właśnie związane było moje ostatnie szaleństwo, które popełniłam... Szaleństwo, bo zrobiłam to pod wpływem chwili i nie myśląc zbytnio o tym, co robię... jednak gdy zobaczyłam na pewnej aukcji internetowej praktycznie cały cykl za cenę dosłownie dwóch, trzech książek - jak mogłam się oprzeć?... Pisałam ostatnio, że marzy mi się Bunsch na półce - marzył mi się krótko, bo oto stoi, brakuje tylko dwóch części, na które też już mam oko. Bunsch w wydaniach, które to właśnie najbardziej mi się podobają, tych nie najnowszych, ale najbardziej oddających klimat tych książeczek. Cały cykl w tym samym wydaniu, ach jak to pięknie wygląda, odkąd je mam napatrzyć się nie mogę :-) I wiem, że niektórzy mnie zrozumieją, co czuję, niektórzy nie, ale co mi tam, nie obchodzi mnie to, obchodzi mnie tylko i wyłącznie to, że mam Bunscha!... W dodatku zupełnie niezniszczone, są w idealnym stanie, na tyle, na ile mogą być książki wydane już jakiś czas (spory) temu. Piękne są, prawda?


Swoją drogą, zmieniły mi się trochę ostatnimi czasy preferencje co do książek. Kiedyś wolałam te nowe, pachnące jeszcze farbą drukarską, prosto z księgarni... Teraz coraz bardziej cenię sobie starsze wydania, wiele razy czytane... takie z duszą właśnie...

5 komentarzy:

  1. Wiesz co. W przyszłym tygodniu jadę do biblioteki, już sprawdziłam, że mogę znaleźć tam książki tego autora i wypożyczam od razu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam właśnie Odnowiciela i O Zawiszy Czarnym w tym właśnie wydaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam za historią, ale lubię czasami przeczytać jakąś powieść historyczną. Już taki kontrast :-) Dzięki Twojej recenzji może w przyszłości sięgnę po ten cykl. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nazwisko autorka kojarzę, ale myślałam, że jest zapominany, a tu taka niespodzianka. Niesamowicie mnie zachęciłaś po lekturę jego tytułów, tym bardziej, że bardzo lubię historię Polski, a zwłaszcza czasy piastowskie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zainteresowałaś mnie twórczością tego autora. Nie miałam dotychczas przyjemności zapoznania się z ani jedną jego książką :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli