Za wszystko trzeba płacić

Zapomniałam trochę ostatnio o Marininie, a szkoda. Tak się jednak złożyło, że na półce mojej siostry stała wciąż i wciąż książka - jedyna - której jeszcze nie czytałam. Stała sobie i czekała, aż ją pożyczę, wezmę do rąk i w końcu przeczytam. I wzięłam. I przeczytałam. I przypomniałam sobie znowu, za co tak bardzo lubię tę autorkę, jej kryminalne zagadki, bohaterkę i wszystko, co jest z nią związane.

Nad głową Nastii Kamieńskiej zbierają się czarne chmury. Znajomy mafioso Denisow zwraca się do niej z prośbą o pomoc w znalezieniu mordercy jego przyjaciółki. Nieformalne śledztwo wykazuje, że popełnione w Austrii zabójstwo ma związek z dziwnymi zgonami naukowców w Rosji. Nastia zaczyna podejrzewać, że Denisow prowadzi podwójną grę i próbuje ją wciągnąć w pułapkę. Tymczasem, oskarżona o kontakty ze światem przestępczym, zostaje odsunięta od obowiązków służbowych. Ale to dopiero początek kłopotów. Wkrótce major Kamieńska zaczyna otrzymywać telefony od tajemniczego Arsena, ktoś włamuje się do jej mieszkania i przeszukuje komputer. Nastia nie daje się jednak zastraszyć, podejmuje nierówną walkę z mafią i staje twarzą w twarz z mężczyzną, przez którego kiedyś omal nie zginęła. [źródło opisu: lubimyczytać]

Od samego początku polubiłam zarówno tę autorkę, jak i całą serię o Anastazji... Uwielbiam te książki i nie napiszę tutaj nic twórczego - cykl ten jest dla mnie czymś w rodzaju lektury, przy której odpoczywam, i to w pełnym znaczeniu tego słowa. Niektórzy wolą zrelaksować się przy jakimś dobrze kończącym się romansie, jeszcze inni sięgną po jakąś powieść obyczajową - ja, gdy chcę odpoczywać i się relaksować, sięgam po Marininę. Dziwne, przecież to kryminał, czasem dość ciężki kawałek literatury, z mnóstwem bohaterów, z zawiłymi intrygami - dla mnie jednak nie ma w tym nic dziwnego, bo Aleksandra Marinina pisze nadzwyczaj lekko. Te książki się pochłania, płynie się przez nie, niesie nas niczym prąd, dzięki któremu nie trzeba się wysilać. I chyba właśnie dlatego taki mam do nich sentyment. Tutaj zresztą chodzi o wszystkie jej powieści, nie tylko Za wszystko trzeba płacić, ale o absolutnie wszystkie - bo wszystkie one niosą nas przez swoje strony niczym wiatr. Nigdy wcześniej bym nie sądziła, że można coś takiego powiedzieć o literaturze sensacyjnej czy kryminalnej. Jak widać jest to możliwe.

Co mi się jeszcze w nich podoba? Ta rosyjska codzienność i klimat. To akurat nie każdy lubi - ja jak najbardziej. Lubię bohaterów stworzonych przez Marininę, zarówno główną bohaterkę, jak i jej męża, przystojnego Lesnikowa, sympatycznego Korotkowa i Pączka niczym ojczulka, który czuwa i trzyma pieczę nad całym zespołem na Piotrowce. I Denisowa też lubię, bo Denisow to również taki drugi "ojciec", chociaż już z zupełnie innej kategorii. Bohaterowie są chyba największym plusem tej książki, nie tylko ci stali, ale i ci, którzy pojawiają się i znikają. Do tego zawsze jest ich sporo, czasem trudno się w nich połapać, ale i to jest plusem tego cyklu, bo każdy z nich jest niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju.

Zachęcam do czytania powieści Marininy z całego serca. To naprawdę dobra literatura, świetnie napisany kryminał, ale lekki, choć tłoczno w nim od ludzi wszelakiego rodzaju, to jednak swoim stylem autorka nadrabia wszystko to, co mogłoby sprawiać czytelnikowi jakiekolwiek kłopoty. Uwielbiam Marininę, polubicie ją i Wy - gwarantuję.

5 komentarzy:

  1. Polecasz, polecasz, a u mnie w bibliotece jest tylko jedna książka tej autorki, którą już przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedna z moich ulubionych autorek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jeszcze nie czytałam, choć w bibliotece już rzuciłam okiem na tę autorkę. Zawsze jednak wybierałam coś innego. Jednak myślę, że się kiedyś za nią zabiorę.

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie Marinina czeka zawsze na wakacje. :-) A tej nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Marininę i Nastię :) "Za wszystko trzeba płacić" mam za sobą, teraz czytam "Obraz pośmiertny". Na razie- bez rozczarowań :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli