Rok tysięczny

Za każdym razem, gdy sięgam po książki tego autora, po kolejny tom serii piastowskiej Bunscha, nie mogę się nadziwić, że tak długo nie miałam pojęcia o tych powieściach; za każdym razem wciągają mnie one coraz bardziej, coraz bardziej jestem oczarowana niesamowitymi opisami, które wychodziły spod jego pióra, jestem oczarowana postaciami, które stworzył, to, z jaką precyzją tworzył kolejne charaktery... Jestem zaskoczona tym, jak znane mi już wydarzenia zostały przedstawione: w taki sposób, jakbym czytała o tym wszystkim po raz pierwszy, chociaż wiek X w Polsce mam w małym paluszku. To jest niesamowite, że tak wspaniały autor istniał i że pisał tak cudowne książki. Zaczęłam je nawet podsuwać swojemu chłopakowi, wiem, że i on się w nich zaczyta. Bo tak właśnie jest: jak już się zacznie, to nie sposób przestać. Osobom, które nie miały jeszcze w rękach pierwszego tomu te moje zachwyty mogą wydać się niezrozumiałe albo i śmieszne, ale uwierzcie, nigdy żadna książka tak mnie nie zauroczyła... Karolowi Bunschowi może w tej chwili dorównywać tylko Elżbieta Cherezińska - nikt inny.

Rok tysięczny to część, która opowiada o rządach Bolesława Chrobrego, zwanego Wielkim, ale tym okresie zaraz po śmierci Mieszka aż do roku tysięcznego, czyli roku zjazdu gnieźnieńskiego. I znowu pewnie nikogo nie zaskoczę, gdy napiszę, że znowu Chrobry wszedł na tapetę, znowu mi się przypomniało, jak bardzo go lubię. Ale... w tej części jest też wiele o innej postaci, z historią naszego kraju i z Bolesławem związanej - o Wojciechu. Wojciecha jest tu sporo, ale wcale mnie to nie zdziwiło - zdziwiłoby, gdyby się nie pojawił. Jest kluczową postacią, podobnie jak Bolesław czy Otto. Ach, właśnie... Otto III... uwielbiam go! Zawsze go lubiłam, nie tylko dlatego, że był jednym z nielicznych, a zapewne pierwszym niemieckim cesarzem, który był przychylny Bolesławowi, sprawie polskiej i który był jego sprzymierzeńcem... Ach, jaka szkoda, że umarł tak młodo - szkoda, naprawdę - jak się czyta tę książkę, szkoda jeszcze bardziej, bo nie sposób się w nim nie zakochać wręcz, a co najmniej zapałać wielką sympatią... 

      Rycerz niosący świętą lancę, oznakę władzy cesarskiej, przebywszy most zsiadł z konia i nie witając się z nikim stanął na uboczu. Książę i jego dostojnicy również zeskoczyli z siodeł i Bolesław podszedł do brzegu, czekając na zbliżającego się cesarskiego gościa. Stał samotny i ogromny, przybrany w łuskową zbroję, w pozłocistym spiczastym hełmie zakończonym tuleją, w której tkwiły białe czaple pióra. Wszyscy z napięciem patrzyli na zbliżające się powitanie.
      Otto skinął na giermka, by mu przytrzymał strzemię, i stanąwszy na ziemi żywo podszedł do Bolesława. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy. Bolesław pochylił się w pokłonie, a Otto niespodzianie zarzucił mu ramiona na szyję i twarz przytulił do jego twarzy.
      Na ten widok krzyk targnął powietrzem. Cesarz witał polskiego księcia nie tylko jak równy równego, ale jak brata.

Rok tysięczny kończy się dodatkowo bonusem - opowiadaniem o obronie grodu w Niemczy. Chociaż uwielbiam Bunscha to zawsze do jakichkolwiek opowiadań podchodzę jak pies do jeża albo omijam je szerokim łukiem. Myślałam, że z tym będzie podobnie, że mnie nie zainteresuje, że przeczytam, żeby przeczytać, ot tak... Jakże się myliłam! Obrona Niemczy jest idealnym uzupełnieniem całego tego tomu, nie mówiąc już o tym, że wciąga niesamowicie, tak samo się kończy - bardzo mi się podobało.

Wiem, pieję z zachwytu, ale ja naprawdę jestem zachwycona tą serią, chyba po kolejne tomy będę sięgała częściej - jeszcze ich mam sporo przed sobą - i mam nadzieję, dokończę cały cykl w tym roku. Takie kolejne postanowienie. Te powieści są genialne, autor chyba też był geniuszem, skoro je stworzył... Wystarczy odrobina zainteresowania historią a nawet i nie, ta seria wciągnąć powinna każdego jako doskonała powieść przygodowa chociażby, naprawdę polecam, a ten kto nie sięgnie, się nie przekona.

3 komentarze:

  1. Oj, muszę sięgnąć po Bunscha, bo wstyd się przyznać, ale nie czytałam go jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie nie jestem pewna, czy mam ochotę na powieści historyczne. Wierzę, że ciekawe i wiem, że warto poznać, ale boję się, że natłok różnych spraw nie pozwoli mi się cieszyć z książki, a wręcz lektura będzie mi się strasznie dłużyła i zniechęci mnie do poznania historii do końca. Ech :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam. Ale poznam. :-) Chociaż nie fascynuje mnie historia Piastów, to liczę, że ktoś ją w końcu w fascynujący sposób opowiedział.

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli