Podsumowanie lutego 2014

Podsumowanie lutego 2014

Jak ten czas szybko leci!... 
Aż nie do wiary. Dopiero rok się kończył, potem skończył się styczeń, a tu już jutro mamy marzec!
Nie wiem, gdzie to wszystko ucieka, tak szybko jak teraz czas mi nigdy nie płynął... Nie wiem, co jest tego powodem, czy wiosenna pogoda za oknem, czy dłuższy dzień, czy ogólnie to, że na nic nie mam czasu ostatnio... No ale na ten brak czasu ja już narzekam od nie wiadomo kiedy...


Mało było u mnie wpisów w lutym, wiem, czytania jednak było znacznie więcej, na pewno więcej niż w styczniu. Poprawia się więc. Zawsze bowiem znajdę choćby te 15 minut, żeby poczytać. Chodzi mi oczywiście o takie książki, które nie są związane ze studiami, bo prawdę mówiąc ja coś czytam non stop :-) 

Ale też sporo książek do mnie przybywa w ostatnim czasie :-) Tak wiem, miałam wstawić stos, obiecuję to zrobić w ciągu najbliższych dni. Sama jestem ciekawa, ile tego będzie, bo już się sama w tych swoich książkach pogubiłam :-)

A jak Wam minął luty? Szybko? Lepiej niż styczeń?...
Czekacie już na wiosnę, tak jak ja? :-)


Złowroga pętla

Złowroga pętla

Autor: Aleksandra Marinina
Wydawnictwo W.A.B., 2006
Liczba stron: 351
Powieści Aleksandry Marininy darzę od dawna jakimś szczególnym sentymentem. Zawsze, gdy jakis jej kryminał trafi na moją półkę, nie mogę się doczekać, kiedy wezmę go w końcu do ręki i zacznę czytać. I nie ukrywam, że seria o Anastazji Kamieńskiej jest jedną z moich ulubionych serii kryminalnych – nie wiem, czym to jest spowodowane, czy fabułą, czy bohaterami, czy klimatem – mam do niej od pierwszej przeczytanej książki ogromną sympatię i chyba już nic tego nie zmieni.

Czytając „Złowrogą pętlę” czułam więc niejako żal…Dlaczego? A właśnie dlatego, że jest to przedostatnia książka z tej serii, której jeszcze nie przeczytałam… w tej chwili, już po, żal jest jeszcze większy, bo kolejna książka Aleksandry Marininy za mną, a wraz z kolejną skończy się dla mnie cała seria, a na dalsze losy słynnej major Kamieńskiej będę musiała czekać do chwili, kiedy autorka znowu postanowi coś napisać… Mam nadzieję, że tak jednak będzie, że to nie będzie absolutny koniec.

Jednocześnie właśnie przy „Złowrogiej pętli” zdałam sobie w końcu sprawę, że właściwie trudno będzie mi zastąpić tę serię jakąś inną. Skandynawskie kryminały bardzo lubię, mają swój oryginalny klimat, polskie też są w porządku, angielskie również, jednak to cały czas nie jest to samo, co Marinina. Nie mówię, że tamte są gorsze, tak samo, jak trudno jest zastąpić jakimś innym autorem Mankella czy Nessera, tak samo trudno jest zastąpić rosyjską pisarkę. Te książki są po prostu tak różne, że nie sposób ich porównywać. Trudno mi jest opisać słowami to, co rzeczywiście mam na myśli – trzeba po prostu wziąć jedną, potem drugą powieść do ręki, przeczytać i po prostu zrozumieć.

"Złowroga pętla" nie różni się pod tym względem nic a nic, w porównaniu do pozostałych książek o Nastii Kamieńskiej. Mamy tutaj kolejną zagmatwaną intrygę, a raczej kilka intryg, co u Marininy jest charakterystyczne - kilka pozornie niezwiązanych ze sobą historii łączy się w jedno, ale łączy się dopiero praktycznie na ostatniej stronie - to też wyjątkowa cecha tych powieści. Do ostatniej chwili nie wiemy, co, jak i przede wszystkim, kto. Ale co mi się chyba najbardziej podoba w tym cyklu to postaci - i te, które nie zmieniają się, są stałe (są to głównie koledzy Nastazji, jej szef oraz rodzina), ale również te, które zmieniają się z tomu na tom  - czyli te, które zazwyczaj zagmatwane są w intrygi, zabójstwa, morderstwa... U Marininy zły bowiem nie zawsze jest zły, a dobry nie zawsze dobry - przynajmniej z pozoru i na pierwszy rzut oka. Tutaj takiej postaci również nie zabraknie. Chociaż trupów bez wątpienia będzie mniej (chociaż... zależy jak na to patrzeć), będzie za to zagadka instytutu naukowego i tajemniczego w nim urządzenia, które wywołuje zjawisko sprzężenia zwrotnego, powodując sporą agresję wśród mieszkańców Moskwy. A jeśli już o trupach mowa, główna bohaterka będzie w "Złowrogiej pętli" pierwszym kandydatem do wstąpienia do ich grona... Ale taka już praca w milicji...

Zachęcam do sięgnięcia po tę serię, szczególnie tych, którzy kryminały kochają, a do tej pory nazwisko autorki było im nieznane. Nie trzeba zaczynać od początku - po prostu wziąć pierwszą powieść, która się napatoczy, i zacząć czytać. Czytanie nie po kolei nie zrobi tutaj żadnej szkody. A naprawdę warto sięgnąć po powieści Marininy, bo mają niepowtarzalny klimat i atmosferę, a intryga jest tutaj zawsze pierwsza klasa.

Baza recenzji Syndykatu ZwB
Piąta fala

Piąta fala

Autor: Rick Yancey
Wydawnictwo Otwarte, 2013
Liczba stron: 504
Przyznam szczerze, że nieczęsto sięgam po książki fantastyczne, science fiction czy z wątkiem postapokaliptycznym. Jeśli już to robię, to zazwyczaj dlatego, że ktoś mi taką książkę poleca, ktoś, na kogo opinii zazwyczaj mogę polegać. „Piąta fala” trafiła do mnie w taki właśnie sposób, a do tego był to prezent gwiazdkowy – a wiadomo, nic mnie tak nie ucieszy, jak książka w prezencie, nieważne, czy to będzie mój ulubiony kryminał, powieść historyczna czy fantastyczna.

Pierwsza fala przyniosła ciemność.
Druga odcięła drogę ucieczki.
Trzecia zabrała nadzieję.
Po czwartej wiedz jedno: nie ufaj nikomu...

"Wystarczyły cztery fale kosmicznej inwazji, by z siedmiu miliardów ludzi ocalała zaledwie garstka. Rozrzuceni w różnych miejscach okupowanej planety walczą o przetrwanie. Od wymarłych miasteczek, przez płonące metropolie, po obozy uchodźców i tajne bazy wojskowe - każdy z bohaterów powieści próbuje przetrwać i zrozumieć, co się stało i kim są kosmici, który postanowili wymordować całą ludzkość."*

„Piąta fala” intryguje już samym opisem na okładce. Ale nie tylko, bo wciąga praktycznie od pierwszej strony. Niesamowite jest to, że autor potrafił stworzyć taką atmosferę, gdzie właściwie nie wiadomo o co chodzi, co się stało i wisi gdzieś w powietrzu to uczucie niepewności, ale dodatkowo czytelnika przeraża sam fakt, że wydarzyło się coś takiego i nie jest się w stanie nic z tym zrobić… Fakt, jest to tylko fikcja literacka, ale co jeśli w naszym rzeczywistym świecie wydarzyło by się coś podobnego? Przecież bardzo prawdopodobne jest, że gdzieś we wszechświecie na podobnej planecie do naszej istnieje życie, nie mówiąc już o tym, że może być znacznie bardziej rozwinięte od naszego i wyprzedzać nas o setki, jeśli nie tysiące lat do przodu. I czytelnik przez cały ten czas jest tego świadomy. Świadomy, że czyta książkę, ale ma się wrażenie, że uczestniczy się w tym wszystkim naprawdę oraz świadomy tego, że… kosmici przecież muszą gdzieś tam istnieć.

Plusem książki jest to, że każda część pisana jest z perspektywy innego bohatera. Główną bohaterką bez wątpienia jest Cassie, jednak na pewno ubarwia te powieść fakt, że nie tylko ona gra tu główną rolę i ma jakieś znaczenie. Dzięki temu czyta się tę książkę znacznie lepiej i szybciej. W pewnych momentach nie można się od niej oderwać – autor tak potrafi zainteresować czytelnika, że nawet nie wiadomo kiedy docieramy do ostatniej strony. I pozostaje pytanie: kiedy następna część? Bo takowa na pewno będzie, a kto wie, podobnież nawet powstanie ekranizacja…

Na rynku książek tego typu czy gatunku jest wiele, niewiele jednak jest w stanie zainteresować czytelników, którzy zwykle takich książek nie czytają i nie mają do nich przekonania. Ja jestem doskonałym przykładem tego, że „Piąta fala” jest w tym wypadku wyjątkiem. Swoją drogą jest to doskonała książka do tego, aby ją zekranizować, obawiam się tylko, że tak jak zwykle ostatnio bywa, ekranizacja okaże fatalną wersją bardzo dobrej powieści.

*opis z okładki
Shirley

Shirley

Autor: Charlotte Brontë
Wydawnictwo Mg, 2011
Liczba stron: 640
Nazwisko Brontë znają chyba wszyscy czytelnicy. Dla mnie bez wątpienia jest to jedna z ulubionych autorek. A jeszcze większe zafascynowanie nią wzięło się chyba w dużym stopniu po przeczytaniu biografii, napisanej przez Eryka Ostrowskiego. Powzięłam postanowienie, że muszę mieć wszystkie jej książki (i nie tylko jej, ale w ogóle powiązane z nazwiskiem Brontë) i wszystkie koniecznie przeczytać. Pierwszy cel osiągnęłam niedawno, co mnie niezmiernie cieszy, drugi pewnie zrealizuję w najbliższym czasie. Bo książki czekają na półce i kuszą. Dzisiaj o "Shirley".

Akcja powieści jak zwykle rozgrywa się w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku. Trwa okres wojen napoleońskich, które mają ogromny wpływ na społeczeństwo i ogólne nastroje. Odczuwa je także na własnej skórze Robert Moore, młody przedsiębiorca, który jedyną przyszłość, jaką widzi we własnej fabryce, to nowoczesne maszyny, które pomogą w produkcji. Ale ma to również złą stronę - spora większość mieszkańców straci pracę. Ich sprzeciw prowadzi do tego, że Robert będzie musiał szczególnie uważać na siebie, gdyż bunt mieszkańców doprowadzi w końcu do zamachu na jego życie. Robert nie zamierza jednak rezygnować z unowocześnień dla swojej fabryki, siłą rzeczy jednak zaczyna szukać również innego rozwiązania - być może w małżeństwie z bogatą dziedziczką, które to uchroniłoby go od bankructwa...

Dzięki temu poznajemy Shirley. Zanim jednak do tego dojdzie, minie sporo czasu. Tytułowa bohaterka bowiem nie pojawia się od początku powieści. Najpierw poznajemy samego Roberta oraz Caroline, jego kuzynkę, i to na niej przez znaczną część powieści autorka skupia naszą uwagę. Czytamy więc o młodziutkiej Caroline, wychowującej się u stryja-pastora na plebanii, odwiedzającej od czasu do czasu swojego kuzyna Roberta i jego siostrę Hortensję, u której pobiera naukę francuskiego. I w pewnym momencie czytelnik zaczyna się zastanawiać: gdzie ta Shirley i kim w ogóle ona jest? Cierpliwości - i na nią przyjdzie czas, jednak nieszybko. Doczekamy się w swoim czasie i nie będziemy żałować, bowiem Charlotte, jak zwykle wykreuje znakomitą osobowość - co jest u niej charakterystyczne. Shirley będzie wiodła tu prym, jednak nie tylko ona zasługuje na uwagę - zasługują na nią wszyscy bohaterowie, a przede wszystkim Caroline i Robert - autorka miała niewątpliwie talent do tworzenia tak niepowtarzalnych postaci, zapadających głęboko w pamięć.

Ale Charlotte miała talent również do tego, że potrafiła, i wciąż potrafi, zainteresować czytelnika praktycznie od pierwszej strony, do tego powieścią, w której akcja płynie powoli i czasem wręcz staje w miejscu, a mimo wszystko od jej książek nie sposób się oderwać. Bez wątpienia to ten klimat, niepowtarzalny nigdzie indziej i zdolność do tworzenia tak wspaniałych bohaterów i bohaterek. Oraz zwrot bezpośrednio do czytelnika, który powtarza się w każdej jej powieści. Osobiście uwielbiam ten zabieg, który pozwala każdemu z osobna poczuć się wyjątkowo, jakby książka była napisana właśnie dla nich samych. A i charakterystycznego klimatu tutaj nie zabraknie, tła politycznego i społecznego okresu wojen napoleońskich, walki płci i wieku - wszystko to razem wzięte tworzy doskonałą powieść.

Jeśli więc jest jeszcze ktoś, kto nie zna powieści sygnowanych nazwiskiem Brontë, powinien to jak najszybciej zmienić. Jest to klasyczna autorka, której chociaż jedną książkę powinien znać każdy czytelnik. Chociaż, gdy zna się choć jedną, naprawdę trudno na tej jednej poprzestać. Ja bym nie potrafiła i pewnie wiele z Was jest w stanie poczuć dokładnie to co ja, a Charlotte Was zaczaruje. Jest to bardzo prawdopodobne.

Za tę cudowną powieść dziękuję serdecznie Wydawnictwu Mg
http://www.wydawnictwomg.pl/

I góry odpowiedziały echem

I góry odpowiedziały echem

Autor: Khaled Hosseini
Wydawnictwo Albatros, 2013
Liczba stron: 448
Był taki czas, że na nazwisko Hosseini reagowałam dość żywo. O dziwo był to czas, gdy jego książek nie znałam, może tylko ze słyszenia i samych recenzji. Dla mnie jednak nie było to dziwne, bo poprzednie jego książki, "Tysiąc wspaniałych słońc" oraz "Chłopiec z latawcem" podbijały listy bestsellerów i najlepszych książek na świecie. Więc musiało coś w tym być. W końcu wpadła i w moje ręce pierwsza z tych książek i... wciągnęła jak mało co. Na przeczytanie "Chłopca z latawcem" nadal czekam, jednak gdy zobaczyłam na półce w bibliotece jego najnowszą powieść, naprawdę trudno było się jej oprzeć...

Głównymi bohaterami książki są Pari i Abdullah, kochające się rodzeństwo, które jednak we wczesnym dzieciństwie zostaje rozdzielone. Ojciec zmuszony jest do tego, aby oddać dziewczynkę do adopcji, sytuacja nie pozwala mu na to, aby wychowywała się u boku ojca. Pari zostaje więc, w wieku trzech zaledwie lat, adoptowana przez bezdzietne małżeństwo, a po śmierci przybranego ojca wraz z matką wyjeżdża z Afganistanu i na stałe przenosi się do Paryża. Dziewczynka niewiele pamięta z tego, gdzie naprawdę się urodziła, jej wiek w chwili adopcji pozwala na to, aby całkowicie zapomniała o prawdziwym pochodzeniu. Los jednak, po wielu, wielu latach, da szansę Pari, aby jeszcze raz spotkała się ze swoim zapomnianym bratem - i to nie w Afganistanie, ale daleko od niego...

Napisałam, że głównymi bohaterami tej powieści są Pari i Abdullah, jednak "głównych bohaterów" jest tu o wiele więcej. To od rodzeństwa zaczyna się cała historia, jednak czytając dalej zorientujemy się, i to dość szybko, że nie jest to powieść tylko o nich, ale wielowątkowa historia, która obejmuje kilka pokoleń ludzi pośrednio lub bezpośrednio związanych z Szadbagh, małą miejscowością w Afganistanie. Można by powiedzieć, że tym najważniejszym bohaterem jest tu nie osoba, a kraj właśnie i jego historia w tle. "I góry odpowiedziały echem" to jednak nie jest powieść, której akcja rozgrywa się w jednym tylko miejscu. Autor bowiem przenosi nas nie tylko do Afganistanu - Kabulu i Szadbagh, ale również do Francji, Grecji czy wreszcie Stanów Zjednoczonych, w których osiedli się Abdullah i gdzie dojdzie w końcu do spotkania po latach. 

Jest to historia wielu ludzi, autor często zmienia wątki i bohaterów i czasem nie od razu jest to oczywiste. A nie każdy takie zabiegi lubi - mnie jednak to nie przeszkadzało. Żałowałam jednak trochę tego, że dość mało było w tej książce samej Pari - historia jej i jej brata zainteresowała mnie chyba najbardziej i czułam lekki niedosyt. Czyta się tę powieść jednak dobrze, chociaż to nie jest już to, co autor pokazał w "Tysiącu wspaniałych słońc" - tamtą czytałam z wypiekami na twarzy i nie potrafiłam jej odłożyć, ta poszła mi po prostu normalnie, jak każda dobra książka. Nie oznacza to jednak, że jest bezwartościowa - wręcz przeciwnie. 

Khaled Hosseini doskonale przybliża w niej Afganistan, o którym niełatwo będzie nam usłyszeć w prasie czy telewizji. I nie tylko w tej książce, ale w poprzednich dwóch również. I mimo tego, że jest to tak naprawdę zlepek różnych historii ludzi w jakiś szczególny lub nieszczególny sposób związanych ze sobą, że wprowadzony został zabieg różnych narratorów, z różnych miejsc i różnych czasów, to jednak historie te powinny poruszyć nawet tych niewrażliwych. Hosseini bowiem tworzy doskonałą prozę, która ma bez wątpienia drugie dno i którą można czytać również między wierszami. Jak najbardziej więc jest to coś, co jest bez wątpienia godne polecenia.
Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli