Tancerka z Kairu

Autor: DeAnna Cameron
Wydawnictwo Otwarte, 2013
Liczba stron: 360
O Tancerce z Kairu słyszałam już wcześniej parę razy, chociaż szczerze mówiąc ani nie kojarzyłam, czy to jest dobra książka, czy zła, ani nie pamiętam, gdzie ją widziałam - pamiętam jednak tytuł i okładkę. Przypadkowo jednak ujrzałam ją ostatnio na półce mojej siostry i zaintrygowała mnie na tyle, żeby wziąć, usiąść, przeczytać kilka pierwszych stron. Po kilku pierwszych przyszły następne, i następne, i zanim się obejrzałam, miałam już przeczytane pół książki...

Rzecz dzieje się w Ameryce, w Chicago, w końcu dziewiętnastego wieku. Czas Wystawy Światowej. Dora, aby zdobyć uznanie nowo co poślubionego męża, postanawia pomóc przy jej organizacji. Za zadanie otrzymuje monitorowanie występów tancerek z Egiptu i pilnowanie, aby nie zostało pokazane na nich zbyt dużo... Powoli jednak taniec Egipcjanek zaczyna ją fascynować, a nawet intryguje na tyle, że prosi jedną z nich, aby pokazała jej podstawowe ruchy - chce w ten sposób sprawić, aby wzrosło zainteresowanie nią jej męża, który wydaje się szukać miłości zupełnie gdzie indziej. Z czasem jednak taniec zaczyna coraz bardziej wciągać Dorę. I nie tylko on... Czy pozwoli jej uwolnić się od jarzma posłusznej mężatki?...

Dora jest typową żoną, która próbuje kochać swojego nowo poślubionego męża, stara się, aby małżeństwo było udane. Serce jej męża wydaje się jednak podążać w zupełnie innym kierunku, więc z czasem i sama bohaterka zaczyna zwracać uwagę na zupełnie inne rzeczy, zaczyna zachowywać się inaczej, zaprzyjaźnia się z Egipcjankami, które ma pod opieką. Zaczynają ją fascynować rzeczy, które nie powinny fascynować mężatki z jej pozycją, rzeczy, które uważa się za niewłaściwe... Dora się więc ze strony na stronę zmienia, jest to bardzo widoczne, a jej zmiana jest ogromna. Cały czas jednak szuka jednego: miłości; najpierw u boku swojego męża, który wydaje się być mało zainteresowany, w końcu znajdują ją, i owszem, ale zupełnie gdzie indziej.

I to jest właśnie taka książka - głównie o miłości: tej między kobietą a mężczyzną, ale i miłości do tańca. Na jej tylnej okładce jest zdanie: "Czy jesteś dorosłą kobietą czy nastolatką, czy kochasz taniec czy nie, na pewno pokochasz tę książkę!"... Wiadomo, reklama, można pomyśleć... Tak, to jest reklama, zachęcająca do jej kupna, bo ta powieść tak naprawdę to zwykły romans, jakich wiele. Ale tak jak napisałam na początku, ja - zanim się obejrzałam - miałam już połowę książki za sobą. Po prostu mnie wciągnęła - sama nie wiem, dlaczego, naprawdę trudno mi to wyjaśnić, jednak spędziłam przy niej mile czas, mogłam się przenieść w zupełnie inny świat, inny klimat... I pewnie prawdą będzie również, gdy napiszę, że chciałam odpocząć od lektur, które zwykle czytam, a ta powieść napatoczyła się właśnie teraz, i ten czas był wręcz idealny. Może i jej nie pokochałam, jak obiecuje wydawca, na pewno jednak zapadła mi w pamięć, czego kompletnie się po niej nie spodziewałam. Po prostu mi się spodobała - bardziej, niż inne, podobne książki.

Nie obiecuję Wam, że Wasze wrażenia po jej lekturze będą podobne. Jednym czytelniczkom się spodoba (bo nie oszukujmy się, to jest książka dla kobiet), innym będzie obojętna, ot takie czytadło, jeszcze inne zirytuje lub znudzi. Ja się przy niej jednak świetnie bawiłam, odpoczęłam, zrelaksowałam się. Od Was zależy więc, czy po nią sięgniecie czy nie, na pewno jednak tego zainteresowania jest warta. I na pewno jest to dobry przerywnik, niezależnie od tego, po jaką literaturę zwykle sięgacie.

1 komentarz:

  1. Wesołych Świąt :) Po książkę z chęcią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli