Pierwsze spotkanie z Yankee Candle i Angel's Wings

No musiałam! Nie mogłam się oprzeć, tyle z Was już tyle razy chwaliło te woski, tyle razy obiecałam sobie, że w końcu jakiś kupię i... kupiłam! Kupiłam też od razu bezzapachowe tealighty, żeby zapalić, gdy tylko wrócę do domu. Urzekł mnie od samego początku ich wygląd, ta niezliczona liczba zapachów i kolorów, że nie wiedziałam, na co się zdecydować... Cena urzekła mnie trochę mniej, ale teraz wiem, że te woski po prostu są warte swojej ceny i kupię je jeszcze nie raz.


Kupiłam trzy woski, przyszłam do domu i... zastanawiałam się, który odpalić... Który poprawi mi jeszcze bardziej humor, sprawi, że się zrelaksuję, że odpłynę. Ułamałam kawałeczek Angel's Wings, kawałek malutki, bo nie chciałam, aby zapach był za intensywny, w sumie bałam się, że mnie zemdli i będzie za mocny. I powiem Wam, że... ten zapach jest cudowny. Uwielbiam takie zapachy, uwielbiam wanilię, cukier waniliowy (ten z torebek) mogę wąchać godzinami, a ten wosk jest taaaaki waniliowy... Od razu zrobiłam się od niego głodna :) To pierwsze co mnie uderzyło, chociaż nie pachnie on waniliowo, gdy wącha się go na sucho, ale ma przyjemny, taki słodki zapach. Wyczuwalna jest jeszcze jakaś delikatna woń kwiatów, ponoć on ma też pachnieć watą cukrową... hm... nie pamiętam jak pachnie wata cukrowa, bo jadłam ją dawno, bardzo dawno temu, gdy byłam naprawdę mała. Ale to jest właśnie taki zapach, dzięki któremu z przyjemnością do tego dzieciństwa chce się wracać. Na pewno jednak nie rozbolała mnie od niego głowa, mimo że jest intensywny, to jednak dość subtelny.

Yankee Candle to moja miłość od pierwszego wejrzenia, ale wiedziałam, że tak będzie. W ogóle uwielbiam wszelkiego rodzaju świece, świeczki zapachowe, a nawet i bezzapachowe, uwielbiam patrzeć na ich płomień... A teraz te woski... no zaraziłyście mnie, głównie zaraziła mnie Kasiek, która chyba pali je namiętnie :) Przepadłam :)

2 komentarze:

  1. Mam ten wosk u siebie - czeka na swoją kolej;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ostatnio też zakochałam się w woskach. Akurat pali się u mnie Black Cocount, a ten czeka na swoją kolej :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli