Nieoptymistycznie, melancholijnie, listopadowo


Bombarduję ostatnio swojego bloga recenzjami, bo... czytam. Czytam sporo, nie tylko na studia, ale i zwykłe książki, które mam ochotę poczytać dla relaksu i dzięki którym mam ochotę zapomnieć choć na chwilę o tym, co się wokół mnie dzieje, a dzieje się... sporo. Dlatego też i ten post, bo blog z kolei chyba powinien też odpocząć - od recenzji. Ale ostrzegam: pozytywnie nie będzie, bo i pogoda daje mi się we znaki, i w ogóle wszystko ostatnio.

Pisałam jakiś czas temu o zmianach, małych czy dużych, sama tak naprawdę wtedy jeszcze nie mając pojęcia, jakich... Cóż, zmiany nadeszły i... nie wiem, czy na lepsze, czy na gorsze. W chwili obecnej powiedziałabym, że ani takie, ani siakie. Zależy jak na to spojrzeć. Moje życie jednak teraz właśnie, w listopadowe słoty, powywracało się do góry nogami, tak jak miało to miejsce dokładnie pięć lat temu, tyle że wtedy przynajmniej miałam poczucie tego, że tamte zmiany były dobre, a ja mogłam to poczuć. Teraz jednak na powrót wszystko się powywracało, narobiło bałaganu w moim życiu i w mojej głowie przede wszystkim, a ja... czuję się okropnie zagubiona. I z jednej strony wiem, że dobrze się stało, że tak musiało być, że na to się zanosiło od jakiegoś czasu i że na dłuższą metę podziękuję losowi za ten krok. Z drugiej jednak... strasznie mi żal ostatnich lat... i najchętniej znieczuliłabym się na jakiś czas na wszystko, co mnie dotyczy albo się wokół mnie dzieje.

Nie sądziłam, że te zmiany, które objęły swego czasu również mojego bloga, rozrosną się na tak wielką skalę, że nabiorą tak ogromnych rozmiarów i tak zamieszają w moim życiu i umyśle... Stąd też te recenzje non stop ostatnio, bo szczerze mówiąc nie mam ochoty ani czasu na nic innego. Przede wszystkim ochoty. W moim życiu właśnie kończy się jeden z ważnych etapów i... chyba zaczyna inny - przynajmniej chcę mieć taką nadzieję. Jednocześnie wiem, że ten wpis wcale nie jest optymistyczny i wcale nie miał taki być - miał być właśnie odrobinę melancholijny, adekwatny do obecnej pogody, ale i tego, co aktualnie dzieje się w moim życiu... Miał też być dość prywatny, nie wiem, czy aby nie wyszedł za bardzo... ale wygadać się musiałam. Jednak bloga nie rzucam i postaram się jakoś regularnie wciąż tu pisać - chyba bardziej pomoże mi to się pozbierać, niż gdybym nie robiła nic tutaj. Chociaż planów i obowiązków mam mnóstwo - przede wszystkim szukanie nowej pracy i nowego mieszkania, a więc i przeprowadzka... Więc życzenia powodzenia i trzymanie kciuków bardzo by mi pomogło :)

4 komentarze:

  1. Mam wrażenie, że pisząc tego posra miałaś natłok myśli :). Ja tez teraz nie narzekam na brak czasu na czytanie - tylko z pisaniem trochę gorzej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki natłok myśli mam od pewnego czasu non stop, chciałabym choć na chwilę przestać myśleć w ogóle o czymkolwiek.

      Usuń
  2. Czasami wygadanie się na blogu jest niesamowicie potrzebne. Życzę ci, żeby okazało się za jakiś czas, że te zmiany przyniosły coś dobrego. Powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Oby ten nowy etap w Twoim życiu był udany :)
    i żeby wszystko poszło po Twojej myśli
    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli