Dzieci wolności

Autor: Paullina Simons
Wydawnictwo Świat Książki, 2014
Liczba stron: 352
Jeździec Miedziany Paulliny Simons oraz dzieje Tatiany i Aleksandra są jedną z tych książek, nielicznych, do których wracam wielokrotnie co jakiś czas. Bardzo, bardzo rzadko zdarza mi się, abym sięgnęła po książkę po raz kolejny, po książkę bardzo dobrze mi znaną, musi ona być naprawdę wyjątkowa. Trylogia ta jednak właśnie do takich pozycji trafiła, przeczytałam ją nawet w oryginale... Dlatego, musiałam, po prostu musiałam dorwać w końcu w swoje ręce Dzieci wolności. Nie spodziewałam się po tej książce wiele, ale już sam fakt, że są to dzieje rodziców Aleksandra, czyli to, co wydarzyło się trochę wcześniej niż w Jeźdźcu Miedzianym działało na mnie przyciągająco praktycznie od samego początku, odkąd książka ta została wydana. 

Jest to przełom XIX i XX wieku i historia rodziny sycylijskich emigrantów, którzy pewnego dnia, po długiej podróży, stawiają po raz pierwszy stopę na amerykańskiej ziemi. Do rodziny tej należy również Gina, piętnastolatka, przekonana o tym, że Ameryka to jedyne i najlepsze, co mogło ją spotkać, ziemia obiecana, dzięki której zdobędzie pracę, jej bratu umożliwi założenie wymarzonej restauracji, jej rodzinie zapewni spokojną, godną przyszłość. Praktycznie od razu po wyjściu ze statku Gina i jej bliscy spotykają Bena i Harry'ego - młodych Amerykanów, którzy szukają nowych imigrantów i w zamian za pieniądze zapewniają im start w nowej ojczyźnie. Od tej chwili losy młodych, dobrze urodzonych i bogatych mężczyzn na długo splotą się z losami biednej, włoskiej rodziny, a szczególnie niedoświadczonej, młodej, ale bystrej Giny Attaviano.

Tak jak już pisałam na wstępie, nie spodziewałam się po tej książce wiele, na pewno nie takich emocji, jakie przeżywałam podczas lektury Jeźdźca i dalszych jego części. Może dlatego, że nie chciałam się tą książką rozczarować. I dobrze, że tak zrobiłam, bo szczerze mówiąc jej początek zbytnio mnie nie porwał. Oto Gina stawia stopę na swojej nowej ziemi, na której przyjdzie jej żyć, ale tak naprawdę nic w tym szczególnego, kilka pierwszych rozdziałów wydawało mi się wręcz z lekka nudnymi - być może dlatego, że czytałam je w autobusie lub pociągu, po zajęciach na uczelni, trochę już zmęczona i znużona. Książkę jednak postanowiłam przeczytać do końca, kończyłam ją już w spokoju, w domu na kanapie. I powiem szczerze, że... im dalej w las, tym robiło się coraz ciekawiej. Dzieci wolności jednak to nie jest książka, w której akcja nagle przyspieszyła, w której wydarzyło się nie wiadomo co, co wbiło mnie w fotel. Nie, ta książka od początku ma mniej więcej taki sam klimat, jednak jest w niej coś, co po kilku rozdziałach po prostu wciąga. Mimo że jest dość spokojna, powiedziałabym nawet, że czasami za spokojna, to jednak losy jej bohaterów nas obchodzą, trudno było mi zaobserwować, kiedy dokładnie to się stało, ale w pewnym momencie doszłam do wniosku, że ta książka jest jedną z takich, o których dość trudno będzie mi zapomnieć. Jej klimat jest niesamowity praktycznie od samego początku, chociaż akcja trochę przynudna, to jednak autorce doskonale udało się przedstawić środowisko imigrantów w Ameryce, ludzi bądź co bądź, gorszych, którzy zwykle są tylko i wyłącznie siłą roboczą dla rdzennych Amerykanów. Bardzo wyraźnie zaznaczona została ta odmienność od zamożnych rodzin, posiadających fabryki i zatrudniająca owych przybyszy z innych światów. Wreszcie... idealnie Paullina przedstawiła nadzieje i marzenia owych przybyszy, dla których Ameryka ma się stać ziemią obiecaną. To mi się najbardziej w tej książce podobało.

Ale warto również zwrócić uwagę na rozwijające się między Harry'm a Giną uczucie, które na początku, a i praktycznie przez całą powieść, wcale nie jest oczywiste. I tu kolejny plus dla autorki za przedstawienie tego w taki właśnie, a nie inny sposób. Dlatego zakończenie tej powieści było dla mnie nie lada niespodzianką, praktycznie do końca nie wiadomo, co się stanie, nawet, gdy wszystko niby wydaje się oczywiste. 

Bardzo mi się podobała ta książka. Może nie jest na poziomie Jeźdźca Miedzianego, do którego wracam od czasu do czasu, ale na pewno jest warta tego, aby po nią sięgnąć, powinni to zrobić szczególnie ci, którzy trylogię o Tatianie i Aleksandrze czytali. Czytelnicy, którzy Jeźdźca nie znają również mogą przeczytać, bo to oddzielna, niezależna historia. Ale wydaje mi się, że cały urok tej książki będzie można dostrzec właśnie wtedy, gdy ma się już za sobą popularną trylogię Simons. Ja osobiście gorąco polecam.

5 komentarzy:

  1. "Jeźdźca miedzianego" wspominam z sentymentem, poruszyła mnie ta książka, podobnie jak drugi tom. Historia Tatiany i Aleksandra na długo utkwiła mi w pamięci. "Dzieci wolności" będą niezłym dopełnieniem trylogii. Co prawda niezbyt mnie przekonuje ta spokojna akcja, ale jak książka wpadnie mi w ręce, to dam jej szansę. Ot, z ciekawości. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa książka :) Pewnie za jakiś czas się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w planie Jeźdźca i dalsze części - jeśli mi się spodoba ta historia, to na pewno sięgnę też po Dzieci wolności :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Po Jeźdźca miedzianego z pewnością sięgnę, widziałam go kilka razy w bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Trylogię Jeźdźca miedzianego więc lektura Dzieci wolności jest dla mnie obowiązkowa :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli