Syn

Syn

Autor: Jo Nesbø
Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014
Liczba stron: 428
Od dawna miałam w planach książki tego autora. Dziwne było to, że jeszcze nie miałam okazji przeczytać żadnej jego książki, chociaż literaturę skandynawską lubię bardzo, Skandynawię z pewnością mogłabym nazwać jednym z moich ulubionych kierunków czytelniczych. Chociaż do tej pory wśród autorów, po które sięgałam, górowała Szwecja, to jednak od dawna miałam w planach podróż również do Norwegii i w końcu, po długim czasie planowania i czajenia się, w moje ręce trafiła książka Jo Nesbø.

Sonny Lofthus odsiaduje wyrok w najlepiej strzeżonym więzieniu w Oslo. Cieszy się tam niewiarygodnym szacunkiem, a reszta współwięźniów traktuje go jak kogoś w rodzaju spowiednika, cierpliwie bowiem wysłuchuje zwierzeń kolejnych kolegów. Sonny trafił do więzienia w wieku 18 lat, zaraz po tym, jak jego ojciec-policjant został oskarżony o korupcję i popełnił samobójstwo. Jednak pewnego dnia kolega z celi wyznaje Sonny'emu prawdę na temat jego ojca - mężczyźnie, który do tej pory miał żal do swego ojca teraz wszystko objawia się w zupełnie innym świetle - Sonny postanawia więc rozprawić się po raz ostatni z tymi, którzy mieli związek z tą sprawą i ostatecznie odkryć prawdę na temat swojego ojca, który przed śmiercią był dla niego wielkim wzorem. Dla Sonny'ego nie istnieją ku temu żadne przeszkody, nawet pobyt w więzieniu...

Nesbø bez wątpienia jest bardzo popularnym pisarzem znanym z nazwiska chyba przez wszystkich, do tego autorem chwalonym, czytanym na potęgę, który odniósł bardzo duży sukces. Sama więc nie mam zielonego pojęcia, dlaczego dopiero teraz zdecydowałam się przeczytać jego książkę i czemu czekałam z tym tak długo, omijając go jakimś dziwnym łukiem. Niesłusznie. Nesbø z pewnością zasługuje na sławę, jaką przyniosły mu jego powieści, chociaż ja sama mam za sobą dopiero tą jedną. Na pewno nie będzie to ostatnia moja lektura tego autora. Syn - jego najnowsza książka - trzyma w napięciu, mocnych wrażeń w niej nie brakuje, nie zabraknie również krwi i innych podobnych rzeczy towarzyszących kryminałom - jest to po prostu świetna powieść, którą bardzo dobrze się czyta. A to, że jest to literatura rodem ze Skandynawii, jeszcze dodaje jej rangi.

Co mi się najbardziej w niej spodobało? Chyba sama postać głównego bohatera. Niby morderca, który potrafi zabić z zimną krwią, kieruje się jednak swoimi osobistymi pobudkami, ma określone cele i chce być przede wszystkim sprawiedliwy i fair w stosunku do samego siebie i swojego nieżyjącego już ojca. A jego głównym celem jest odkrycie prawdy. Jednak z drugiej strony osobowość Sonny'ego w ogóle nie pasuje do etykiety 'zabójcy' - jest spokojny, opanowany i kulturalny, co czasem faktycznie może dziwić. Mimo jego roli w tej książce jednak bardzo łatwo go polubić, zresztą nie tylko jego, bo nie tylko on sam jest bohaterem tej powieści - na pewno jednak jest to postać wyjątkowa i oryginalna.

Swego czasu odkryłam i zakochałam się w literaturze szwedzkiej, cieszę się, że teraz wpadła w moje ręce norweska. Skandynawia ma swój niepowtarzalny klimat, który jest obecny również w powieściach tamtejszych pisarzy. Nie mam zamiaru więc już Nesbø omijać z daleka i nie powinien go omijać nikt, to tak jak ja zaczytuje się w skandynawskich kryminałach.
Nieoptymistycznie, melancholijnie, listopadowo

Nieoptymistycznie, melancholijnie, listopadowo


Bombarduję ostatnio swojego bloga recenzjami, bo... czytam. Czytam sporo, nie tylko na studia, ale i zwykłe książki, które mam ochotę poczytać dla relaksu i dzięki którym mam ochotę zapomnieć choć na chwilę o tym, co się wokół mnie dzieje, a dzieje się... sporo. Dlatego też i ten post, bo blog z kolei chyba powinien też odpocząć - od recenzji. Ale ostrzegam: pozytywnie nie będzie, bo i pogoda daje mi się we znaki, i w ogóle wszystko ostatnio.

Pisałam jakiś czas temu o zmianach, małych czy dużych, sama tak naprawdę wtedy jeszcze nie mając pojęcia, jakich... Cóż, zmiany nadeszły i... nie wiem, czy na lepsze, czy na gorsze. W chwili obecnej powiedziałabym, że ani takie, ani siakie. Zależy jak na to spojrzeć. Moje życie jednak teraz właśnie, w listopadowe słoty, powywracało się do góry nogami, tak jak miało to miejsce dokładnie pięć lat temu, tyle że wtedy przynajmniej miałam poczucie tego, że tamte zmiany były dobre, a ja mogłam to poczuć. Teraz jednak na powrót wszystko się powywracało, narobiło bałaganu w moim życiu i w mojej głowie przede wszystkim, a ja... czuję się okropnie zagubiona. I z jednej strony wiem, że dobrze się stało, że tak musiało być, że na to się zanosiło od jakiegoś czasu i że na dłuższą metę podziękuję losowi za ten krok. Z drugiej jednak... strasznie mi żal ostatnich lat... i najchętniej znieczuliłabym się na jakiś czas na wszystko, co mnie dotyczy albo się wokół mnie dzieje.

Nie sądziłam, że te zmiany, które objęły swego czasu również mojego bloga, rozrosną się na tak wielką skalę, że nabiorą tak ogromnych rozmiarów i tak zamieszają w moim życiu i umyśle... Stąd też te recenzje non stop ostatnio, bo szczerze mówiąc nie mam ochoty ani czasu na nic innego. Przede wszystkim ochoty. W moim życiu właśnie kończy się jeden z ważnych etapów i... chyba zaczyna inny - przynajmniej chcę mieć taką nadzieję. Jednocześnie wiem, że ten wpis wcale nie jest optymistyczny i wcale nie miał taki być - miał być właśnie odrobinę melancholijny, adekwatny do obecnej pogody, ale i tego, co aktualnie dzieje się w moim życiu... Miał też być dość prywatny, nie wiem, czy aby nie wyszedł za bardzo... ale wygadać się musiałam. Jednak bloga nie rzucam i postaram się jakoś regularnie wciąż tu pisać - chyba bardziej pomoże mi to się pozbierać, niż gdybym nie robiła nic tutaj. Chociaż planów i obowiązków mam mnóstwo - przede wszystkim szukanie nowej pracy i nowego mieszkania, a więc i przeprowadzka... Więc życzenia powodzenia i trzymanie kciuków bardzo by mi pomogło :)
Posłaniec

Posłaniec

Autor: Markus Zusak
Wyd. Nasza Księgarnia, 2009
Liczba stron: 352
Dziwnie się ułożyły losy tej książki, ponieważ stała na mojej półce bardzo długo (co oznacza co najmniej ze dwa lata) zanim w końcu postanowiłam po nią sięgnąć... Ostatnio jednak pojawiło się tyle recenzji Posłańca, i to recenzji co najmniej dobrych, że gdy czytałam w pewnym momencie jedną z nich, pomyślałam: "rany, a ta książka stoi na mojej półce i stoi, a ja nawet nie pamiętam, że ją mam". W końcu sobie przypomniałam, zdjęłam z półki i zaczęłam czytać. I teraz sama sobie się dziwię, że aż tyle przeleżała bez żadnego zainteresowania z mojej strony, bo jak najbardziej warta jest tego, aby wziąć ją do rąk i oddać się lekturze.

Tytułowy posłaniec tak naprawdę nazywa się Ed Kennedy. Jest dziewiętnastoletnim taksówkarzem, który specjalnie o rok zawyża swój wiek, aby móc wykonywać tę pracę. Jest też życiowym pechowcem, niewiele rzeczy mu się układa po jego myśli, w dodatku zakochany po uszy w koleżance z pracy, która zdaje się nie zauważać jego uczucia, chociaż jest jedną z najbliższych mu osób... Pewnego dnia Ed jest świadkiem napadu na bank, w którym akurat się znajduje, całe szczęście uchodzi z niego żywy, a nawet, nie zdając sobie specjalnie z tego sprawy, jest tym, który pomaga ująć sprawcę... Od tego momentu w życiu Eda wszystko się zmienia... Dostaje pierwszą kartę, asa, ze specjalną wiadomością, przeznaczoną tylko dla niego, asa z trzema adresami. Tam jasno i wyraźnie jest napisane, kiedy i gdzie ma się zjawić - reszta już należy do niego... A on w pewnym momencie dokładnie wie, co ma zrobić. Nie będzie jednak łatwo, wręcz przeciwnie, czasem bardzo ciężko, a on sam dostanie jeszcze 3 podobne karty, z bardziej tajemniczymi wiadomościami, niż pierwsza... 

Markus Zusak znany jest czytelnikom szczególnie z jednej książki - Złodziejki książek. Ja również jakiś czas temu miałam przyjemność ją czytać i pewnie nie zaskoczę nikogo, kiedy napiszę, że jest to jedna z moich ulubionych. Posłaniec jednak Złodziejki książek nie przypomina, albo przypomina ją w bardzo niewielkim stopniu. Chociaż styl pisarski autora pozostał prawie ten sam, to jednak jest to już zupełnie inna opowieść. Złodziejka książek to powieść rewelacyjna pod każdym względem, nie ma jednak co porównywać jej do Posłańca, ani odwrotnie. Bo Posłaniec to książka równie wartościowa, na pewno nie gorsza, równie ciekawa, wciągająca i intrygująca. Książka, która ma jeden wiodący temat, który wyłania się już z samego jej opisu i który nie jest niespodzianką dla biorącego w ręce tę książkę czytelnika, ale nie znaczy to, że będzie to lektura nudna. Wręcz przeciwnie. Czyta się ją szybko, bo to jest właśnie taka książka, która na długo nie pozwoli nam o sobie zapomnieć. Jest to jednak przede wszystkim lektura, która ma jedno ważne przesłanie, o którym chyba powinni pamiętać wszyscy: że małe uczynki, z reguły nic nie znaczące, dla niektórych mogą być wielką rzeczą, a my małymi rzeczami możemy uszczęśliwić niekiedy niejedną osobę, rzeczami, które zwykle uważa się za niemające znaczenia, nieważne, które nic nie zmienią. Właśnie takie małe rzeczy potrafią zmienić najwięcej.

Posłańca czyta się z wielką przyjemnością, nawet czytelnikowi starszemu, chociaż chyba z początku przeznaczona być miała dla tych młodszych. W każdym razie chyba każdy, mały czy duży, stary czy młody, powinien wziąć ją do ręki, a po jej przeczytaniu trochę się zastanowić nad tym, co właśnie przeczytał - do refleksji jakiejś, małej czy dużej, skłoni na pewno. Posłaniec to do tego książka, przy której naprawdę miło spędza się czas - czego można chcieć więcej?...
Polska Piastów

Polska Piastów

Autor: Paweł Jasienica
Wydawnictwo Świat Książki, 1997
Liczba stron: 318
Polska Piastów to była książka, którą od dawna chciałam przeczytać. Niektórzy czytelnicy mojego bloga dobrze już wiedzą, że Piastowie to część historii, która interesuje mnie chyba najbardziej, nie powinni więc być zdziwieni tym, że pozycja ta pojawiła się w końcu i tutaj. Książkę kupiłam jakiś czas temu dosłownie za grosze, była to niepowtarzalna okazja, jednak z czytaniem czekałam dość długo. Jednak od początku cieszyło mnie to, że stoi sobie na mojej półce i po jej przeczytaniu cieszy mnie to jeszcze bardziej.

Książka Pawła Jasienicy (właściwie Leona Lecha Beynara) to zbiór dość luźnych opowiadań o naszej najwcześniejszej historii, o początkach państwa polskiego, począwszy od legendy o Piaście, aż do śmierci ostatniego króla z tego rodu, Kazimierza Wielkiego. Jej autor to nieżyjący już polski pisarz historyczny, eseista, i publicysta, który stworzył cały cykl esejów historycznych, począwszy od Polski Piastów, poprzez Polskę Jagiellonów, aż po Rzeczpospolitą Obojga Narodów (składającą się z trzech tomów).

Polska Piastów nie jest podręcznikiem. Nie jest to dzieło naukowe, co podkreślał zresztą sam autor, nie znajdziecie więc w niej na samym końcu bibliografii... Polski Piastów więc i nie czyta się jak podręcznika i bardzo dobrze. Nie każdy bowiem ma ochotę na sięganie po książki naukowe i ich czytanie, ale z chęcią poczytałby sobie coś, co tej naszej historii dotyczy. Ta książka jest idealna dla takich osób, a więc dla osób, które historię lubią, ale bez przesady, którzy czytają od czasu do czasu cokolwiek, ale nie sięgają po podręczniki, które dotyczą już trochę bardziej zaawansowanych historyków. W końcu: nie jest to książka obszerna, na zaledwie trzystu stronach przeczytamy jednak o wszystkim, o czym powinniśmy wiedzieć w związku z dynastią piastowską i początkami państwa polskiego. Ale pamiętajcie - to nie jest podręcznik i podręcznika nawet nie przypomina. I to jest wielki plus tej książki, bo czyta się ją niezwykle lekko i przyjemnie. Może i niewiele nowych rzeczy dowiedzą się z niej ci, którzy są z historią i tą epoką za pan brat - w końcu 300 stron to nie jest wiele - ale może właśnie to było zamierzeniem autora? Aby sięgali po nią nie tylko zainteresowani, ale przede wszystkim ci nie do końca przekonani?... Moim zdaniem to jest lektura właśnie dla tych drugich - którzy trochę nieśmiało podchodzą do historii, trochę się jej boją, ale których mimo wszystko przyciąga. Polska Piastów zainteresuje właśnie takie osoby, bo podaje fakty, daty i wydarzenia w przystępnej formie, a dodatkowo wcale nie czuje się tego nawału informacji, które często spotykamy w jakichkolwiek innych publikacjach.

Chciałabym skompletować i ustawić na półce całą serię esejów Pawła Jasienicy. A na pewno całą mam w swoich planach czytelniczych. Przede wszystkim jest to fajnie, przystępnie podana historia, w takiej formie, która absolutnie nie odstrasza, a ma wielką szansę zaostrzyć apetyt na więcej :-)
Motyl

Motyl

Autor: Lisa Genova
Wydawnictwo Filia, 2014
Liczba stron: 418
Motyl to książka, po którą ustawiają się kolejki w bibliotekach, która idzie jak świeże bułeczki w księgarniach i której złej recenzji jeszcze ani razu nie miałam okazji przeczytać. Więc siłą rzeczy była to książka, którą od dawna miałam w planach, bo jak mogłoby być inaczej? Zapisałam się więc w kolejkę w bibliotece i cierpliwie czekałam na swoją kolej. A gdy w końcu miałam ją już w swoich rękach, postawiłam na półce... Stała jeden dzień, drugi, tydzień, dwa tygodnie... W końcu sięgnęłam po nią któregoś wieczora, a następnego dnia w południe... książka była już przeczytana. Muszę przyznać, że już dawno nie przeczytałam żadnej książki w takim tempie, jak Motyla właśnie.

O chorobie Alzheimera słyszał każdy, nie każdy jednak słyszał o jej wczesnym początku. Alice Howland, profesor Harvardu, kobieta wykształcona, aktywna zawodowo i fizycznie, uprawiająca jogging, w pewnym momencie zaczyna zapominać. Zapominanie to naturalna rzecz, każdy o czymś zapomina od czasu do czasu. Jednak gdy Alice pewnego dnia traci orientację podczas biegania i zapomina o podróży na konferencję w Chicago, zaczyna się niepokoić - idzie więc do lekarza. Diagnoza ją zaskakuje: Alzheimer z wczesnym początkiem, który dotyka ludzi przed 65 rokiem życia. Alice ma dopiero pięćdziesiąt lat, jest więc załamana. Jednak stara się żyć na tyle, na ile pozwala jej choroba i dopóki pamięta, kim jest. Choroba bowiem postępuje w zastraszającym tempie, a kobieta musi pogodzić się z tym, że niedługo straci zupełnie swoją tożsamość, przestanie rozpoznawać swoje dzieci i męża, zapomni o tym, kim była. W swoim komputerze tworzy więc specjalny plik o nazwie 'Motyl', dzięki któremu będzie wiedziała, kiedy ostatecznie straciła pamięć, nie mogąc odpowiedzieć na najprostsze pytania, dotyczące jej dotychczasowego życia.

Wcale nie dziwią mnie, po przeczytaniu tej książki, ustawiające się po nią kolejki, nie dziwią mnie zachwalające ją recenzje. Nie sądziłam, że tak szybko przeczytam tę książkę, ale jej po prostu nie da się przeczytać inaczej. Nie miałam wcześniej pojęcia, że istnieje choroba Alzheimera o wczesnym początku, chociaż z samą chorobą, demencją miałam do czynienia w pracy. Motyl to nie jest więc tylko opowieść o Alice, to jest też wielka skarbnica wiedzy na temat tej choroby, która dotyka nie tylko pacjentów, cierpiących na nią, ale przede wszystkim jej bliskich i to głównie dla nich właśnie organizowane jest jakiekolwiek wsparcie. Zastanawia więc, dlaczego wspierana jest tylko rodzina, co z samymi pacjentami? Alice próbuje jednak stworzyć coś na wzór grupy wparcia dla osób dotkniętych tą chorobą. Jednak sam fakt, że dotknęło to właśnie ją, jest wręcz wyrokiem, z którym trudno się pogodzić... No bo jak szanowana pani profesor, wykładowca Harvardu, osoba ambitna, mająca jeszcze kupę życia przed sobą, może pogodzić się z tym, że niedługo całkowicie zapomni, kim była? Nie będzie potrafiła rozpoznać twarzy swojego męża, dzieci, przyszłych wnuków?... Jak można żyć ze świadomością, że to samo może przydarzyć się jej dzieciom i ich dzieciom?... Dla mnie to jest nie do pomyślenia.

Historia ta jest piękna i poruszająca, ale i przerażająca zarazem. Piękna, bo Alice do końca stara się nie poddawać chorobie, walczy o swoją godność cierpiąc na nieuleczalną chorobę, odbierającą jej resztki człowieczeństwa. Przerażająca, bo historia ta może się skończyć tylko w jeden sposób, nie ma na to lekarstwa, a choroba postępuje tak szokująco szybko, że Alice praktycznie z dnia na dzień traci coraz więcej ze swoich wspomnień, po których pewnym momencie nie zostanie ani jeden ślad. Zupełnie mnie nie dziwi fakt, że powieść Lisy Genovy odniosła sukces na całym świecie i stała się bestsellerem. W pełni na to zasłużyła.

Nawet nie zauważyłam, kiedy przeczytałam tę książkę, nie znaczy to jednak, że równie szybko ulotni się ona z mojego umysłu... Takich powieści naprawdę długo się nie zapomina, zostawiają ślad w naszej pamięci na długi czas, są poruszające, piękne i powinno powstawać ich znacznie więcej. Nie ma co odkładać tej lektury wciąż na później i później - przeczyta się ją ekspresowo i zapamięta na długo. Polecam!
Dzieci wolności

Dzieci wolności

Autor: Paullina Simons
Wydawnictwo Świat Książki, 2014
Liczba stron: 352
Jeździec Miedziany Paulliny Simons oraz dzieje Tatiany i Aleksandra są jedną z tych książek, nielicznych, do których wracam wielokrotnie co jakiś czas. Bardzo, bardzo rzadko zdarza mi się, abym sięgnęła po książkę po raz kolejny, po książkę bardzo dobrze mi znaną, musi ona być naprawdę wyjątkowa. Trylogia ta jednak właśnie do takich pozycji trafiła, przeczytałam ją nawet w oryginale... Dlatego, musiałam, po prostu musiałam dorwać w końcu w swoje ręce Dzieci wolności. Nie spodziewałam się po tej książce wiele, ale już sam fakt, że są to dzieje rodziców Aleksandra, czyli to, co wydarzyło się trochę wcześniej niż w Jeźdźcu Miedzianym działało na mnie przyciągająco praktycznie od samego początku, odkąd książka ta została wydana. 

Jest to przełom XIX i XX wieku i historia rodziny sycylijskich emigrantów, którzy pewnego dnia, po długiej podróży, stawiają po raz pierwszy stopę na amerykańskiej ziemi. Do rodziny tej należy również Gina, piętnastolatka, przekonana o tym, że Ameryka to jedyne i najlepsze, co mogło ją spotkać, ziemia obiecana, dzięki której zdobędzie pracę, jej bratu umożliwi założenie wymarzonej restauracji, jej rodzinie zapewni spokojną, godną przyszłość. Praktycznie od razu po wyjściu ze statku Gina i jej bliscy spotykają Bena i Harry'ego - młodych Amerykanów, którzy szukają nowych imigrantów i w zamian za pieniądze zapewniają im start w nowej ojczyźnie. Od tej chwili losy młodych, dobrze urodzonych i bogatych mężczyzn na długo splotą się z losami biednej, włoskiej rodziny, a szczególnie niedoświadczonej, młodej, ale bystrej Giny Attaviano.

Tak jak już pisałam na wstępie, nie spodziewałam się po tej książce wiele, na pewno nie takich emocji, jakie przeżywałam podczas lektury Jeźdźca i dalszych jego części. Może dlatego, że nie chciałam się tą książką rozczarować. I dobrze, że tak zrobiłam, bo szczerze mówiąc jej początek zbytnio mnie nie porwał. Oto Gina stawia stopę na swojej nowej ziemi, na której przyjdzie jej żyć, ale tak naprawdę nic w tym szczególnego, kilka pierwszych rozdziałów wydawało mi się wręcz z lekka nudnymi - być może dlatego, że czytałam je w autobusie lub pociągu, po zajęciach na uczelni, trochę już zmęczona i znużona. Książkę jednak postanowiłam przeczytać do końca, kończyłam ją już w spokoju, w domu na kanapie. I powiem szczerze, że... im dalej w las, tym robiło się coraz ciekawiej. Dzieci wolności jednak to nie jest książka, w której akcja nagle przyspieszyła, w której wydarzyło się nie wiadomo co, co wbiło mnie w fotel. Nie, ta książka od początku ma mniej więcej taki sam klimat, jednak jest w niej coś, co po kilku rozdziałach po prostu wciąga. Mimo że jest dość spokojna, powiedziałabym nawet, że czasami za spokojna, to jednak losy jej bohaterów nas obchodzą, trudno było mi zaobserwować, kiedy dokładnie to się stało, ale w pewnym momencie doszłam do wniosku, że ta książka jest jedną z takich, o których dość trudno będzie mi zapomnieć. Jej klimat jest niesamowity praktycznie od samego początku, chociaż akcja trochę przynudna, to jednak autorce doskonale udało się przedstawić środowisko imigrantów w Ameryce, ludzi bądź co bądź, gorszych, którzy zwykle są tylko i wyłącznie siłą roboczą dla rdzennych Amerykanów. Bardzo wyraźnie zaznaczona została ta odmienność od zamożnych rodzin, posiadających fabryki i zatrudniająca owych przybyszy z innych światów. Wreszcie... idealnie Paullina przedstawiła nadzieje i marzenia owych przybyszy, dla których Ameryka ma się stać ziemią obiecaną. To mi się najbardziej w tej książce podobało.

Ale warto również zwrócić uwagę na rozwijające się między Harry'm a Giną uczucie, które na początku, a i praktycznie przez całą powieść, wcale nie jest oczywiste. I tu kolejny plus dla autorki za przedstawienie tego w taki właśnie, a nie inny sposób. Dlatego zakończenie tej powieści było dla mnie nie lada niespodzianką, praktycznie do końca nie wiadomo, co się stanie, nawet, gdy wszystko niby wydaje się oczywiste. 

Bardzo mi się podobała ta książka. Może nie jest na poziomie Jeźdźca Miedzianego, do którego wracam od czasu do czasu, ale na pewno jest warta tego, aby po nią sięgnąć, powinni to zrobić szczególnie ci, którzy trylogię o Tatianie i Aleksandrze czytali. Czytelnicy, którzy Jeźdźca nie znają również mogą przeczytać, bo to oddzielna, niezależna historia. Ale wydaje mi się, że cały urok tej książki będzie można dostrzec właśnie wtedy, gdy ma się już za sobą popularną trylogię Simons. Ja osobiście gorąco polecam.
Mały stosik na najbliższe dni

Mały stosik na najbliższe dni

Tak jak w tytule :) W ogóle ja ostatnio książek nie kupuję, jeśli już, to coś podręcznikowego, ewentualnie historycznego, i taka też jest jedna z książek, widocznych poniżej. Nie kupuję, bo kasy mi brak, co tłumaczy to, że tych stosikowych postów jest ostatnio mało i pojawiają się sporadycznie. Nie mam też zresztą gdzie nowych książek trzymać, już nawet robię książkową wyprzedaż (po prawej stronie ------> można zrobić klik i spojrzeć), niejedna osoba mnie więc pewnie zrozumie... 


Motyl Lisy Genovy to pozycja z biblioteki, dość długo na tę książkę czekałam w kolejce, a są i kolejni chętni... Nawet już ją przeczytałam i muszę przyznać, że te kolejki też wcale mnie nie dziwią :)
O krok za daleko Tiny Seskis to książka, która dotarła do mnie wczoraj, jest więc świeżutką pozycją na mojej półce, dostałam ją od portalu Zbrodnia w Bibliotece za kryminalnego posta, którego napisałam jakiś czas temu.
Przystań Julii Katarzyny Michalak również dostałam, tym razem jako wygraną w konkursie na blogu Kasi, zresztą tej książki chyba wielu z Was nie trzeba przedstawiać, czytać będę niebawem.
Posłaniec Markusa Zusaka to... nienowa książka. Wygrzebałam ją spod stosu swoich książek, ponieważ przeczytałam ostatnio wychwalającą pod niebiosa tę książkę recenzję, a u mnie stała prawie dwa lata nietknięta... wstyd. Zaczęłam ją czytać wczoraj wieczorem i zapowiada się ciekawie :) Czemu ja wcześniej po nią nie sięgnęłam, nie mam pojęcia...
No i Królestwa Merowingów Iana Wooda, czyli wspomniana wcześniej podręcznikowo-historyczna, ale za to z mojej dziedziny średniowiecza, nie będę Was prawdopodobnie zadręczać recenzją tej książki, chyba że ktoś baaardzo chce, to wtedy coś może skrobnę :)

A oddalając się trochę od tematu stosików, pewnie niektórzy z Was zauważyli, inni pewnie nie, od niedawna mój blog posiada konto na Google+, niepołączone co prawda z kontem tutaj na blogerze, bo jakoś nie odpowiada mi zmiana nicka; tych, którzy jeszcze nie obserwują, a chcą, zapraszam tutaj.
A od jeszcze "mniejszego niedawna" istnieje też profil na Instagramie, do którego długo nie mogłam się przekonać, ale w końcu jednak założyłam - jeśli ktoś z Was ma ochotę, również zapraszam do śledzenia tutaj :) (widnieje tam moja prawdziwa facjata, więc proszę się nie przestraszyć :P)
I w dalszym ciągu możecie mnie lubić na Facebooku, o tutaj :)
Odmieniec

Odmieniec

Autor: Philippa Gregory
Wydawnictwo Egmont, 2013
Liczba stron: 288
Odmieńca miałam w planach od dawna ze względu na nazwisko i osobę samej autorki. Od dawna jestem wielką fanką Philippy Gregory, szczególnie jej książek o Tudorach czy cyklu o wojnach kuzynów. Była więc to pozycja obowiązkowa, chociaż czułam, że ta książka będzie trochę inna od pozostałych - dziwne przeczucie... Ale mając ochotę na coś mniej wymagającego, uznałam, że Odmieniec będzie do tego doskonały.

Siedemnastoletnia Izolda traci ojca. To dla niej wielki smutek i strata, jednak po jego śmierci okazuje się, że ojciec pomyślał o własnej córce, nie dał jej jednak zbyt wielkiego wyboru: chociaż myślała, że odziedziczy połowę majątku, grubo się myli - musi albo wyjść za mąż za odpychającego człowieka, albo zamknąć się w klasztorze. Władanie majątkiem nie jest bowiem rolą kobiety, ten w całości ojciec przeznaczył dla jej starszego brata. Izolda postanawia więc, z bólem serca i nie mając większego wyboru, zostać przełożoną w klasztorze i zamknąć się w zimnych murach, chociaż nie ma żadnego doświadczenia w rządzeniu i sprawowaniu władzy nad zakonnicami. Jednak wkrótce po jej ślubach czystości zaczynają w klasztorze dziać się dziwne rzeczy, zakonnice mają halucynacje i opowiadają różne, czasem przerażające historie. Zostaje więc tam sprowadzony Luca Vero, równie młody co Izolda, ale obdarzony niezwykle bystrym umysłem człowiek, który ma wyjaśnić, co właściwie się tam dzieje i znaleźć ewentualnego winnego. Czy Luca sprosta swojemu zadaniu? Cóż, aby się o tym dowiedzieć, musicie sięgnąć po książkę...

Z samego już opisu tej powieści można wywnioskować, że jest ona raczej przeznaczona dla młodzieży. Nie pomyliłam się więc mając przedtem uczucie, że jest to coś innego. Bo tak jest w rzeczywistości, to nie jest powieść z tego typu, co Kochanice króla, Biała królowa czy saga o Laceyach... Ta jest zupełnie inna, pisana dla młodszych czytelników... Inaczej się też ją czyta. Śledząc tekst bowiem miałam wrażenie, że to wcale nie jest książka Philippy; to, że napisała ją ta akurat autorka zapomina się szybko. Na pewno wiedzą co mam na myśli ci, którzy tak jak ja znają książki Gregory, są przyzwyczajeni do trochę innej prozy... 

Dlatego chyba i oceniać ją powinnam w trochę innym świetle i z innej perspektywy. Bo jako książka dla młodzieży to doskonała literatura, fabuła osadzona w czasach, które uwielbiam, klimat średniowiecznych zamków i opactw przedstawiony doskonale, barwni (nawet bardzo!) bohaterowie, a intrygi (bo jest tam niejedna!) ciekawe. I osoby, które mają 10 lat mniej ode mnie na pewno ta powieść wciągnie, a może nawet zachwyci. To mogę zagwarantować, bo w końcu podpisana jest nazwiskiem autorki, na którą zawsze mogę liczyć i na której nigdy się nie zawiodłam. Dla czytelników trochę starszych Odmieniec jednak, chociaż trochę naiwny, trochę zbyt oczywisty, czasem nawet przewidywalny - nie powinien być jednak ostatecznie skreślany. Zawsze będzie dobry do tego, aby oderwać się od cięższej literatury, aby przeczytać coś lżejszego, a mimo wszystko wciągnąć się. A na pewno jest to lektura obowiązkowa dla fanów autorki, niezależnie od tego, w jakim się jest wieku.

Cóż, chociaż mam wrażenie, że z takich powieści, jak Odmieniec, już dawno wyrosłam, to jednak chciałabym sięgnąć i po kolejne części. Choćby po to, aby dowiedzieć się, co dalej wydarzyło się u znanych mi już bohaterów. Na pewno więc przypomnę sobie o nich, gdy nie będę wymagała od książki wiele i gdy będę miała ochotę na coś, co ode mnie samej nie będzie wymagało zbyt wiele uwagi. Polecam ją wszystkim, jednak każdy powinien podejść do niej indywidualnie i na pewno inaczej, w zależności od tego, w jakim aktualnie jest wieku.
W listopadzie, w polu, w sadzie, cicho, szaro, mgliście...

W listopadzie, w polu, w sadzie, cicho, szaro, mgliście...


Tak właśnie u mnie dzisiaj jest: cicho i mgliście. Wróciłam właśnie z wczesnopopołudniowego spaceru i żadne słowa lepiej tego nie opiszą. Nie ma się co oszukiwać, czas biegnie nieubłaganie, a ja nie mogę już tak naprawdę doczekać się Świąt Bożego Narodzenia... Jednak jeśli będzie płynął dalej tak szybko, jak teraz, święta przyjdą równie szybko :)

Październik zleciał mi trochę leniwie, a mimo wszystko na brak zajęć nie narzekałam i nie mam zamiaru narzekać również w listopadzie. Głównie za sprawą roku akademickiego, ale i "normalnych" książek do czytania mi nie brakowało i nie brakuje... Staram się co jakiś czas odpoczywać od książek historycznych i przeczytać coś innego, ale i tak do tej historii mnie ciągnie - to chyba najlepszy znak, że jednak dobrze wybrałam kierunek swoich studiów :) Biorąc pod uwagę to, ile czytania mam na zajęcia, to sześć książek, które przeczytałam w tym miesiącu to i tak sporo - mam nadzieję, że listopad będzie podobny... Poza tym listopad już domaga się rozwiązania pewnych innych, ale równie istotnych spraw w moim otoczeniu - mam nadzieję, że również mi się to uda :)
A jak tam u Was?

Przypominam również o mojej wyprzedaży książek, może znajdziecie coś ciekawego dla siebie, zaglądajcie TUTAJ, co jakiś czas będę tam umieszczać książki, którym stanie na mojej półce już się znudziło :)
Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli