Do you speak English?...

Uczę się angielskiego od niepamiętnych czasów... Sama właściwie nie pamiętam, kiedy zaczęłam, chyba jeszcze na początku szkoły podstawowej, jeszcze przed wszystkimi, bo pamiętam, że chciałam, żeby rodzice zapisali mnie na prywatne lekcje. Pamiętam je do dzisiaj.

 
No właśnie, a dzisiaj? Skoro zaczęłam uczyć się bardzo wcześnie, a sama najmłodsza już nie jestem, to powinnam znać ten język perfekcyjnie. Bo po prywatnych lekcjach były szkolne w klasie, potem była szkoła średnia, matura również z angielskiego zdana na piątkę, a potem nawet przez dwa lata pracowałam, mieszkałam i uczyłam się języka w Wielkiej Brytanii. Zrobicie oczy i powiecie: wow, ona to musi ten język znać doskonale!... Hm, a właśnie, że... nie. Po powrocie do Polski całkowicie praktycznie znikł kontakt z tym językiem. Jedynym moim "kontaktem" było kilka słów na jakichś tam rozmowach kwalifikacyjnych, gdy sprawdzali znajomość... Bez komentarza...
Przez cały ten czas, począwszy mniej więcej od zdanej matury, aż do dziś, z przerwami, robiłam wielkie plany: zrobię certyfikat, będę miała papierek, potem może dalej będę się uczyć, aż będę mówić całkiem biegle i bez zastanawiania się... No właśnie, ale to były tylko plany... Dziś zastanawiam się: dlaczego? Dlaczego zawsze na myśleniu się kończyło?

Teraz mam angielski na studiach. Rozumiem ludzi tuż po maturze, którzy płynnie przeszli ze szkoły średniej na uczelnię i znajomość języka kontynuują niemalże bez jakiejkolwiek przerwy. Od mojej matury minęło już 10 lat, przez dziesięć lat myśl o certyfikacie była, potem nie było, i tak z przerwami. Pluję dziś sobie w brodę, bo to tylko i wyłącznie moja wina, bo gdybym miała ten papier, to jeden przedmiot na uczelni miałabym z głowy, nie musiałabym chodzić na lektoraty... A teraz i tak muszę skończyć te studia ze znajomością na poziomie B2... I wiem, jak się do tego zabrać, zawsze wiedziałam, wiem, co jest moim największym problemem, a co mocną stroną, wiem, jak urozmaicić naukę, zawsze jednak podziwiałam ludzi, niektórych z Was również, którzy regularnie się uczą, codziennie poświęcają na to jakiś czas, od kilkunastu minut do kilku godzin dziennie, którzy mają tę motywację i są na tyle zdyscyplinowani, aby nie znudzić się, nie przestać... Podziwiałam, i na podziwianiu się kończyło, bo sama nie potrafiłam się przemóc i wziąć za naukę. Dopiero te studia od jakiegoś czasu zmobilizowały mnie tak naprawdę do nauki, wyciągnęłam niedoczytane English Matters, wyciągnęłam zaczęte fiszki, wyciągnęłam mój ulubiony angielsko-angielski słownik... Tylko dlaczego dopiero teraz? Pluję sobie w twarz za to, ale mam nauczkę. Lepiej późno niż później. Albo wcale.


Podejrzewam, że gdybym się przyłożyła, poprzypominała, pouczyła słówek (które są moim największym problemem, o dziwo nie jest nią gramatyka), to zdałabym to FCE bez szemrania. Bo już dawno powinnam je mieć, ba, powinnam mieć jeszcze wyższy certyfikat z moją historią nauki angielskiego... I aż mi wstyd, jak czasem pomyślę o tym wszystkim. Ale temat podjęłam, bo to po pierwsze jeszcze większa motywacja, ale również dlatego, aby dowiedzieć się czegoś od Was. Uczycie się języków? Posiadacie certyfikaty? A może ktoś z Was posiada jakiś z angielskiego właśnie? I jak to jest z tą znajomością? O ile kwalifikację poziomów wg Rady Europy, czyli A1-C2 jeszcze można zrozumieć, to w CV na przykład bardzo często piszemy: angielski komunikatywny, angielski dobry, angielski biegły... Tyle że chyba każdy rozumie to inaczej... Bo spotkałam się nieraz z osobami, którzy deklarowali znajomość biegłą lub komunikatywną, a ledwo wydukali parę słów po niby-angielsku... Dla mnie znajomość komunikatywna to taka, gdy umiemy coś powiedzieć w miarę gładko, rozumiemy co do nas mówią i zazwyczaj nie brakuje nam słów. Ciekawa jestem, jak to u Was bywa? 

Materiałów do nauki nigdy mi nie brakowało, czytam od czasu do czasu książki po angielsku (i tu jest podwójna wartość, bo i nauka, i czytanie), uczę się z fiszek, prenumeruję English Matters, który uwielbiam, mam masę podręczników i słowników, leksykonów, a nawet podręcznik przygotowujący bezpośrednio do FCE... No ale jak widać, gdy nie ma chęci i motywacji, nie osiągnie się wiele. Trzeba chcieć, to wiadomo od dawna. Jak Wy się uczycie? Jak motywujecie?... Może ktoś ściągnie jakieś pomysły ode mnie, może ja coś wypatrzę ciekawego u Was?... No bo nie ukrywajmy, angielski, lepiej lub gorzej, znają teraz niemalże wszyscy... Czy wszyscy się uczą, z tym można polemizować (widzę to na własnym przykładzie), ale na pewno każdy, kto miał z tym językiem styczność, ma jakieś swoje zdanie na ten temat. Podzielcie się nim - może nie tylko ja wyciągnę z tego jakieś wnioski, ale i innym się przysłuży?

1 komentarz:

  1. Mam papierek z angielskiego na poziomi C1 i chciałabym zrobić CPE, ale pewnie na planach się skończy. Używam angielskiego w pracy, więc kontaktu z językiem nie straciłam. Ostatnio kupuję też English Matters żeby podłapać jakieś nowe słówka. Gorzej się ma mój hiszpański, który znałam już całkiem dobrze, ale po dwuletniej przerwie muszę zaczynać praktycznie od zera :/

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli