Niedokończone opowieści

Autor: Charlotte Brontë
Wydawnictwo Mg, 2014
Liczba stron: 240
Charlotte Brontë od urodzenia była zagadką. Jej postać była owiana tajemnicą jeszcze za jej życia, jednak prawdziwy szał na jej książki rozpoczął się tak naprawdę po jej śmierci. Wtedy stała się jeszcze większą niewiadomą, bo już za późno było na to, aby dowiedzieć się czegokolwiek o Charlotte u samego źródła. Faktem jest jednak to, że pozostawiła po sobie wspaniałą literaturę, "Jane Eyre", "Villette" czy "Shirley" odniosły wielką popularność niemalże na całym świecie. Kto wie, czy za powieściami swoich sióstr również nie stoi ona. Tego nigdy się nie dowiemy. Faktem jest jednak to, że pisarka pozostawiła po sobie również cztery niedokończone utwory. Wydawnictwo Mg zdecydowało się je wydać pod zbiorczym tytułem: "Niedokończone opowieści".

Książka zawiera początkowe rozdziały czterech historii, których Charlotte niestety nie dokończyła. Dlaczego tego nie zrobiła? Możemy się niestety tylko domyślać, czy porzuciła je świadomie, czy po prostu nie zdążyła napisać ciągu dalszego. "Ashworth", "Emma", "Państwo Moore" oraz "Historia Williego Ellina" to tytuły tych czterech utworów, odnalezionych w zapiskach Charlotte. I... wszystkie cztery zapowiadają się na naprawdę dobre książki. Każda z nich intryguje od samego początku, a po przeczytaniu tego małego kawałeczka... cóż... chciałoby się czytać dalej, w głowie dźwięczy non stop pytanie: "ale... to już wszystko?", a i to nie koniec pytań. Pozostaje ich w głowie całe multum po każdej z opowieści. "Ashworth" intryguje nas swym głównym bohaterem i ich dziećmi, ale nigdy nie dowiemy się, dlaczego on sam wyrzekł się swoich dwóch synów, a faworyzuje córkę. Po "Emmie" zastanawiamy się, kim tak naprawdę jest dziewczynka wychowująca się w prestiżowej szkole dla dam, faworyzowana ze względu na swe bogactwo i pochodzenie, dlaczego mężczyzna, podający się za jej ojca zapadł się pod ziemię (swoją drogą ten fragment do złudzenia przypomina mi "Małą księżniczkę" - książkę, którą czytałam kilka razy, gdy tylko na dobre nauczyłam się czytać, do tej pory ją uwielbiam). Nigdy nie dowiemy się, co dalej wydarzyło się w domu państwa Moore'ów, goszczących przyjaciółkę Sarah Julii Moore i brata jej męża, Johna Henry'ego. I nigdy nie poznamy kobiety, która stała się pocieszycielką dziesięcioletniego Williego i co się stało z jego starszym bratem, który non stop prał chłopca na kwaśne jabłko...

Ale taki jest właśnie urok niedokończonych powieści. Pozostawiają nas sobie samym, z naszą własną wyobraźnią, która w tym momencie zaczyna pracować jakby na zwiększonych obrotach... Charlotte Brontë już nigdy nie dokończy swoich utworów - szkoda, bo zapowiadały się naprawdę ciekawie i interesująco. Możemy jednak sami dopowiedzieć sobie dalszy ciąg wszystkich czterech, i to tak, jak nam się podoba. Mimo że są to tylko urywki, początki czegoś, co miało mieć swój dalszy ciąg, to "Niedokończone opowieści" z powodzeniem mogą się równać pozostałym, wydanym książkom pisarki. Cały czas jest to wspaniała literatura, z opisami charakterystycznymi tylko i wyłącznie dla autorki, z klimatem, jaki można znaleźć tylko u niej, z ogromnym potencjałem. Chociaż przeczytałam tę książkę w jeden wieczór, to czytało mi się ją ogromnie przyjemnie, acz z lekkim żalem po każdej z opowieści, bo to już koniec, bo co dalej? Prawdopodobnie wszystkie, gdyby zostały dokończone, odniosły by porównywalny sukces do tych, które Charlotte udało się skończyć i wydać. Brontë miała niebywały talent do pisania, potrafiła to robić naprawdę pięknie, potrafiła ująć czytelnika... jak widać po tej książce udawało jej się to już od pierwszych stron. Nic dziwnego, że jest czytana na całym świecie.

"Niedokończone opowieści" to gratka dla fanów wszystkich trzech sióstr, nie tylko Charlotte, niczym wisienka na torcie dla tych czytelników, którzy znają pozostałe książki Brontë. Bez wątpienia jest to coś, co warto przeczytać, chociaż niedokończone, to sprawia taką samą przyjemność, jak przy pełnej powieści. Ktoś, kto chce poznać Charlotte, dowiedzieć się jaka była, odkryć choć odrobinę tej tajemnicy, za parawanem której jest ukryta jej osoba, powinien wziąć do ręki właśnie jej książki; również "Niedokończone opowieści" - nic nie powie nam tak dużo o autorce, jak jej utwory i to, co ona sama umieściła tam między wierszami.


Za tę niezwykłą książkę dziękuję Wydawnictwu Mg

4 komentarze:

  1. Nigdy bym nie pomyślała, że w niedokończonych historiach tkwi jakikolwiek urok - ale w tym przypadku masz absolutną rację! Irytowało mnie, że niektóre utwory C.S.Lewisa wydano, choć autor ich nie ukończył - i rzeczywiście, mocno frustrujące było czytanie fragmentów urywających się w najciekawszym momencie, ale tu jest inaczej - dominuje ciekawość i radość z delektowania się dobrą literaturą:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam wszystkie dzieła sióstr Bronte. Ich książki mnie wciągają w zupełnie inny świat. Zapominam o wszystkim. Tak badrzo chciałabym tę pozycje mieć na swojej półce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie czytałam sióstr Bronte, ale to moje must read :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2016 Marchewkowe Myśli