Agnes Grey

Autor: Anne Brontë
Wydawnictwo Mg, 2012
Liczba stron: 232
Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, czy siostry Charlotte Brontë były równie utalentowane, co ona... Co prawda książki słynnych sióstr mówią same za siebie, ale istnieje również duże prawdopodobieństwo, że napisała je sama Charlotte, aby potem ich autorstwo "podarować" Anne i Emily... Jest to możliwe, patrząc na styl wszystkich trzech kobiet - styl niezwykle do siebie podobny, przyciągający, magnetyzujący... 

"Agnes Grey" nie różni się pod tym względem wcale. Wiedziałam, że przy tej książce spędzę dobrze czas i się nie myliłam, Brontë po raz kolejny mnie nie zawiodły. Agnes, tytułowa bohaterka, jest młodszą córką pastora, jednak trudna sytuacja finansowa zmusza ją w końcu do znalezienia sobie zajęcia - zostaje więc guwernantką. Młodziutka Agnes nigdy nie miała do czynienia z małymi dziećmi, jednak jest przekonana, że "wystarczy jej pamiętać siebie taką, jaka była w wieku swoich podopiecznych, by zdobyć ich zaufanie i przyjaźń". Nie zdaje sobie jednak sprawy, że nie wszystkie rodziny wychowują swoje dzieci tak, jak wychowywali ją i jej siostrę rodzice. Dzieci, które sama będzie miała pod opieką, okażą się bowiem strasznie rozpuszczone i niegrzeczne, nad którymi trudno będzie zapanować. Jej pracodawcy natomiast będą oczekiwać od nowej guwernantki ujarzmienia ich, jednocześnie wcale nie pomagając jej w tym i rozpuszczając dzieci jeszcze bardziej. Agnes jednak nie zraża się pierwszymi niepowodzeniami i wkrótce po zakończeniu jednej pracy podejmuje stanowisko guwernantki ponownie, tym razem zajmując się znacznie starszymi dziećmi - sama jest od nich niewiele dojrzalsza. Czy z dwoma młodymi pannami, z których starsza kreuje się na uwodzicielkę, a jej celem jest łamanie męskich serc, a młodsza to chłopczyca, czas najchętniej spędzająca w stajni i na przejażdżkach, Agnes poradzi sobie lepiej?...

Po raz kolejny warto było przenieść się do XIX-wiecznej Anglii. Poczuć klimat tamtej epoki, spokój i chłodny wiatr wiejący znad morza... Nie ulega wątpliwości, że po biografii Charlotte Brontë pióra Eryka Ostrowskiego inaczej patrzę na każdą z książek sióstr Brontë, jednak bez wątpienia każda z tych książek jest wyjątkowa, po każdą warto sięgnąć, bo to jest niezwykła przygoda, podróż w czasie i przestrzeni, a także sposób na poznanie tamtej epoki, jak i samych autorek - "Agnes Grey" bowiem jest inspirowana prawdziwymi przeżyciami Anne, która również była guwernantką, znała tę profesję od podszewki, wiedziała, co ją czeka, czego może się spodziewać... W dziewiętnastowiecznej Anglii był to jedyny "bezpieczny" dla kobiety zawód, dzięki któremu można było poznać samą siebie, nawiązać znajomości i przyjaźnie, odnieść sukcesy, ale i niosący niekiedy ze sobą wielkie pasma upokorzeń, porażek i samotność. Podobnie jest z Agnes Grey - chociaż na samym początku doświadcza prawie tylko tych złych, niepomyślnych doświadczeń, nie rezygnuje i nie żałuje swoich decyzji, a nawet jest zdecydowana spróbować jeszcze raz. Opieka nad małymi potworami (bo inaczej tych dzieci nie można nazwać, szczególnie Toma) nie zniechęca jej, a wręcz przeciwnie, jest zdeterminowana to tego, aby znowu objąć tę posadę, mając nadzieję, że teraz dzieci oddane pod jej opiekę nie będą aż tak rozpieszczone i wredne. I chociaż znowu wcale nie jest kolorowo, to jednak można powiedzieć, że Agnes w końcu osiągnie jakiś sukces, a przynajmniej zaprzyjaźni się ze swoimi podopiecznymi... i nie tylko... Na jej drodze bowiem stanie mężczyzna.

Mimo że cała powieść jest dość krótka i czyta się ją bardzo szybko, to jednak do niczego nie sposób się przyczepić. Często czytam porównania "Agnes Grey" z inną książką Anne Brontë "Lokatorka Wildfell Hall", gdzie ta druga chwalona jest znacznie bardziej - moim zdaniem obie zasługują na taką samą uwagę. Obie czyta się z niesłabnącą przyjemnością, obie wciągają równie mocno, obie mają ten niepowtarzalny klimat zarezerwowany tylko dla sióstr, obie powieści są równie wartościowe. Nie potrafię powiedzieć, która podobała mi się bardziej, a to o czymś świadczy. Miłośników (chociaż częściej pewnie miłośniczki) klasyki zachęcam gorąco do sięgnięcia zarówno po "Agnes Grey", jak i po inne książki, zarówno Anne, jak i Emily oraz Charlotte - nie można się na nich zawieść, bo to taki rodzaj literatury, który zachwyci zawsze i wszędzie.

5 komentarzy:

  1. Ciągle jakoś nie mogę się zabrać za książki innych sióstr Bronte...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wolę jednak "Lokatorkę...". Z jednej strony podziwiam Agnes za kroki kierujące ją ku niezależności. Z drugiej zaś strony drażniły mnie moralizatorskie wstawki. Poza tym jej sposób patrzenia na świat (bogaci to ci źli i bez serca, a biedni to ci dobrzy i pełni współczucia) wydaje mi się bardzo ograniczony.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje spotkania z prozą sióstr Bronte są zdecydowanie zbyt rzadkie... chętnie przeczytam, a jakże!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mają siostry ten charakterystyczny styl. Ale ten urok jest nie do odparcia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka, którą muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli