Zgoda na szczęście

Autor: Anna Ficner-Ogonowska
Wydawnictwo Znak, 2013
Liczba stron: 566
Cóż innego można wziąć do ręki, gdy nagle pogoda się psuje, dni robią się chłodniejsze, poranki wręcz zimne, podobnie wieczory?... Gdy w powietrzu powoli czuć nadchodzącą jesień, chociaż nazwa miesiąca wcale jeszcze jej nie zapowiada... Idealne na taki czas są powieści Anny Ficner-Ogonowskiej. Nie wiem, jak Wy, ale ja już powoli czuję nadchodzącą jesień i serce mnie boli, bo to lato było takie krótkie... Prawie niezauważalne. Dopiero od miesiąca mam wakacje od uczelni, za miesiąc znowu na nią wracam... Potrzebowałam więc książki, która choć na chwile pozwoli mi zapomnieć, nie poddawać się tej melancholii i która sprawi, że zrobi mi się cieplej w środku. "Zgoda na szczęście" na półce stała i wołała.

Wiedziałam, że ta książka rozgrzeje mnie od środka i absolutnie się nie myliłam. Nieważne, czy bohaterowie akurat mają zimę, wiosnę, lato czy jesień - tam po prostu zawsze jest ciepło, bo w gronie rodziny, przyjaciół, najbliższych osób. A miłość przecież rozgrzewa najlepiej. Chociaż nie zabraknie tu dramatów, wątpliwości, problemów i różnych innych rzeczy, z którymi będzie musiała zmierzyć się Hanka, Mikołaj czy Dominika, to jednak problemy są po to, żeby je rozwiązywać, a po burzy zawsze wychodzi słońce. Nie mówiąc już o pani Irence, w której kuchni aż miło się znaleźć - taką kobietę każdy chciałby mieć przy sobie, która wysłucha, doradzi i wesprze miłym słowem. A to wszystko przy pachnącej cynamonem szarlotce i przy filiżance gorącej, pysznej herbaty z malinami. Nie licząc czwartej mini-części, która została wydana w zeszłym roku tuż przed świętami Bożego Narodzenia, "Zgoda na szczęście" jest ostatnim tomem trylogii Anny Ficner-Ogonowskiej i żałuję bardzo... I chyba właśnie za panią Irenką będę tęsknić najbardziej, za domkiem nad morzem i ciepłem tej kobiety, które bije od pierwszej do ostatniej strony. Zazdroszczę Hance, że ma takie miejsce, właśnie nad morzem, gdzie zawsze znajdzie spokój. Sama chciałabym coś takiego mieć.

Zdecydowanie przeczytałam tę książkę za szybko, ale niestety nie mogłam inaczej. Nie potrafiłam oderwać się od poprzednich części, od tej również. Chociaż momentami akcja jest spokojna, to nie brak chwil, gdy książkę czyta się z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Ale ja ten spokój chyba lubię najbardziej w tej powieści. Tę rodzinną atmosferę. Bo bohaterów traktuje się tu nawet jak własną rodzinę czy przyjaciół, są tak realni i prawdziwi, a nie jest łatwo coś takiego stworzyć, tym bardziej więc podziw dla autorki. Nie mówiąc już o tym, że ta książka daje nadzieję na to, że każdy może znaleźć swoje szczęście i nie zawsze trzeba szukać daleko. Ale przede wszystkim nie bać się zmian. Zawierzyć mądrościom i prawdom, których tutaj jest sporo i poczuć ten spokój - a "Zgoda na szczęście" wręcz nim zaraża.

Ja od początku wiedziałam, że ta książka to coś dla mnie, że mi się spodoba - nie mogło być inaczej. Kto nie chciałby poczuć tego ciepła, napić się ulubionej herbaty wraz z panią Irenką, posłuchać tego, co ma do powiedzenia?... Historia, którą stworzyła Anna Ficner-Ogonowska to jedna z moich ulubionych historii, może stanie się taka również dla Was, jeśli tylko po nią sięgniecie?... Oczywiście "Szczęście w cichą noc" czeka na półce na swoją kolej, nie sięgnę po nią jednak wcześniej, niż w grudniu... A najlepiej tuż przed świętami :-)

6 komentarzy:

  1. Ja też już czuję się bardzo jesiennie, więc może należy się skusić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam tej autorki, ale myślę, że najwyższy czas zapoznać się z jakąś jej książką, bo sporo o nich słyszałam :)

    im-bookworm.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba najgorsza książka jaką w życiu mi się udało przeczytać. Sięgnęłam po nią po to, żeby sprawdzić. I niestety potwierdziły się moje najgorsze przypuszczenia. To z literaturą nie ma NIC wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze byłam ciekawa tej książki i chyba najwyższy czas się za nią zabrać. Dzięki za recenzję, bo to ona mnie przekonała :)
    Zapraszam do mnie
    www.nalogowy-ksiazkoholik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Na mnie czeka właśnie "Alibi na szczęście", którą udało mi się "dorwać" w bibliotece. Mam nadzieje, że poczuję się nią zauroczona :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam za sobą już trzy części, zostało tylko Szczęście w cichą noc :) Jest kilka rzeczy, do których mogłabym się przyczepić, ale cała historia tak mnie wciągnęła i zauroczyła, że na ewentualne słabe strony przymykam oczy. Od czasu do czasu myślę, że warto sięgać po takie właśnie historie, żeby się zrelaksować i oderwać od rzeczywistości. Będę z niecierpliwością wypatrywać kolejnych powieści pani Ani :)

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? Pozostaw po sobie komentarz - będzie mi bardzo miło :-)

Copyright © 2014 Marchewkowe Myśli